|
MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA» ZAPRASZA! |
| |
|
Vladimir Stockman STACJA NOC
Wielu ludzi woli kolej od każdego innego środka transportu. Przecież kolej zawsze dokądkolwiek doprowadzi. Każdy z nas wcześnej czy później znajduje się w wagonie, który pędzi tam, gdzie czeka na niego nieznane szcęście, przecież wiadomo, że szczęście nasze za siódmym lasem, tam, gdzie nas nie ma. Jedzie człowiek długo i cierpliwie, i już zdaje się mu, że w wagonie tym on się urodził i dorósł, i że oprócz tych podartych siedzeń i krajobrazu, monotonnie ciągnącego się za oknem, nic w swoim życiu nie widział, jak nagle zjawia się konduktor i zapowiada, że pociąg zbliża się do stacji docelowej. Z przerażeniem wysiada człowiek na tę ziemię obiecaną, przekonując się, że szczęścia tu niema ani śladu, że pozostało gdzieś tam, za siódmym lasem. Znów wagon, turkot kół i nudny krajobraz za zakurzonym oknem. Pociąg, w którym się znalazłem, nazywał się osobowym. Każda osoba mogła w nim znaleźć¸ sposób, żeby spędzić wolny czas. Niemowlęta krzyczą, zmęczeni śpią, babcia z workiem pilnuje, żeby worek ten dzielni faceci nie ukradli, a dzielni faceci w sąsiednim przedziale grają w karty niegłośno rzucając przekleństwa. Niektórzy jedzą i piją. Wszyscy jadą, wszyscy są zadowoleni. Tak się stało, że nie życząc sobie dalej uczęstniczyć w tym cichym szaleństwie, śmiertelnie jesienną nocą, wysiadłem z pociągu na przypadkowym przystanku. życząc wszystkim w myślach wolnej drogi, odwróciłem się od odjeżdżającego pociągu i przeczytałem nad wejściem do niepozornego budynku: "STACJA NOC". Oprócz żółtej budki dozorcy na stacji nie było nic. Zresztą, dozorcy też nie było, a to, co wziąłem za jego budkę okazało się malutką poczekalnią. W tym wilgotnym zaniedbanym pomieszczeniu stała szara drewniana ławka, a w kącie - rdzawy automat do sprzedaży biletów, ziający pustką martwych wskaźników. Na brudnej ścianie pod tabliczką "Rozkład jazdy pociągów" była namalowana duża figa i napis: "SAM JESTEŚ DURNIEM". Całe to ponure wnętrze oświetlała przyćmionym światłem mała żarówka, zwisająca z sufitu na niedorzecznie długim kablu. Wyszedłem na peron. W oddali świeciło zielone oko semaforu. Po obu stronach szyn kolejowych ciągnął się neprzebyty mur kolczastych roślin. Wydawało sie, że jak tylko wzejdzie słońce, ten czarny mur zniknie i otworzy się pole bez kresów, gdzie nie ma ani szyn, ani pociągów, ani stacji, gdzie każdy może iść tam, gdzie chce, nie przestrzegając żadnych rozkładów. Przez stacje przeleciał osobowy. Żółte okna wagonów migały niby klatki bezsensownego filmu, w którym ludzie pili herbatę, grali w karty, spali, lub poprostu wpatrywali się w ciemność za oknem. Nagle błysnęła myśl: gdyby pociąg zatrzymał się na chwilę... jeszcze nie jest za późno... Ale pociąg przeleciał nie zatrzymując biegu, i ja bez zmartwienia patczyłem za nim w ślad, dopóki jego czerwone światełka nie znikły w ciemności. To był ostatni pociąg na stacji Noc. Czas mijał, szyny pokryła rdza, oko semafora zgasło. Siedziałem w poczekalni, chociaż nie było na co czekać. Przecież minęło tyle lat, a dzień na stacji Noc tak i nie nastąpił... 1981 |
||||||||||||||||||||||||||||||||
| |