|
MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA» ZAPRASZA! |
| |
|
Vladimir Stockman ECHOLALIA
WIELKIE WYGRANE
Do północy grali w durnia. Po północy liczyli wygrane. Przed świtem obliczenia skończono. Najwięcej wygrał Wieprz. Smarkacz przegrał się doszczętnie. Potem wszystkie wygrane zrzucono do kupy i podzielono na wszystkich. Do północy grali w durnia...
HOTELLO
- Posłuchaj, Rosenkrantz, czy ty przypadkiem nie wiesz, z czego jest znany ten hotel? - Nie wiem, mój książe. - No to idź i dowiedz się!
- Ośmielam się zameldować, ekscelencjo! W tym hotelu, w tym pokoju, na tym samym łóżku, gdzie leży wasza jasność, przedwczoraj jakiś kretyn zadźgał swoją kochankę. - A czy ty nie łżesz, Guildenstern? - Bóg mi świadkiem, wasza wysokość! Zresztą... gadają, że ona mu była żadna kochanka, a tak sobie... - Niewiarygodnie! O tempora! o mores!
Wchodzi Fartinbras. W pokoju nikogo nie ma. Fartinbras wzrusza ramionami i odchodzi.
PUŁK STEPOWY
Pułk zawieruszył się w stepu. Szeregi przeszeregowały się w kolumny i rozciagnęły na odległość strzału rikoszetem. Awangarda utrzymywała łącznąść z obozem za pomocą gołębi pocztowych. Gołębie odlatywały o świcie i nigdy nie wracały. Na postojach zmęczeni żołnierzy kopali transzeje i budowali fortyfikacje z ostnicy i gałęzi karłowatych saksauli. Zabitych i rannych zakopywano prosto w snieg. Na trzydziestą dobę wyprawy z północnego południa nadeszła depesza o końcu rozejmu, ale nie znalazła nikogo z dowództwa i wróciła z powrotem.
SIEDMIU WSPANIAŁYCH
Siedem miesięcy spędziliśmy pod Semipałatyńskiem w siedmioro w jednym namiocie. Na trzeci dzień zimowania skończył prowiant i zapałki. Codziennie ktoś umierał na szkorbut. Rozcinaliśmy buty i żuli skórę, zagryzając radioaktywnym śniegiem. Z powodu silnych burż magnetycznych łączność z lądem była niemożliwa, na dodatek nie mieliśmy nadajnika. Trzykrotnie nad nami przelatywał śmigłowiec i za każdym razem spadał w trzystu metrach od naszego zimowiska. Usiłowaliśmy dotrzeć do miejsca wypadku, ale śnieżyca z gradem zmuszali nas do powrotu. Po niewielkim 12-stopniowym trzęsieniu ziemi zaczeło się zejście lawiny i całkiem zaprzestaliśmy wychodzenie na powierzchnię - wszyscy leżeli w namiocie, oszczędzając siły i tlen i podnosili się tylko po to, żeby przewrocić odmrożonych na inny bok. Zimowanie trwało, ale na początku wiosny niespodziewanie otworzyła się dziura w ładowni i trzeba było natychmiast katapultować się. Przewodnik Tunguz wyprowadził nas ukrytymi ścieżkami przez bagna do najbardziej północnego punktu bieguna południowego, gdzie i dołączyliśmy się do głównego oddziału. W zasadzie ekspedycja się udała, nie licząc zjedzonych butów i zgniłego namiotu.
ZWYKŁA HISTERIA
I tak bym cię nigdzie nie puścił, lecz ty cały czas płakałaś i błagałaś, żebym nie robił tego, gwizdałem na to, czy odejdziesz, czy pozostaniesz, tobie zaś wydawało się, że jeżeli ja odejdę, to ty będziesz musiała pozostać, a zatrzymać cię było po prostu nie sposób, choć ty i nie zamierzałaś odchodzić, a gdybyś pozostała, wszystko jedno przegoniłbym cię w djabły, jednak takie rozwiązanie ci nie pasowało, i ty znów urządziłaś histerię, tylko po to, żeby jak njdłużej pozostać tam, gdzie ciebie nigdy nie było, ale nawet gdyby ci się to udało, nic by mnie nie zmusiło do powrotu. W końcu to wszystko mi się znudziło, poszedłem wykąpać się, zasnąłem w wannie i rozprowadziłem się w bardzo chlorowanej wodzie. Ty tak długo paliłaś na kuchni, że w końcu udusiła się dymem od papierosów. Tak wszystko pomyślnie się skończyło, ku wzajemnemu zadowoleniu.
SENTYMENTALNE OPOWIADANKO ZE SMUTNYM POCZĄTKIEM I PRZYGNĘBIAJĄCYM KOŃCEM
Gdy Szymek był malutki, jak cyrkowy karzeł, leżał w swojej kołyseczce i rzęmpolił smutną melodijkę na grzebniu. Minęły lata. Nie ma już dawno ani Szymka, ani kołyseczki, ani grzebnia. Jak pomyślisz - łez nie powstrymać...
BEZPŁATNA ZIEMIA
Gdy w radiu podano, że ziemię dadzą nieodpłatnie, nikt temu nie uwierzył. Chłopi leżeli na trawie obok stodoły i leniwie palili tytoń. Pod wieczór obudził się dyrektor PGR-u i potwierdził wiadomość. Agronom dostał czkawki, a zootechnik z oborowym natychmiast pobiegli zabijać knura. Traktorzyści gorączkowo zaczęli zlewać płyn chamulcowy, a felczer w ataku chojności nawet przyniósł z ośrodku sanytaryjnego butelkę metanolu. Domowe bimrownie zadziałały na całość. Degustatorzy z ochotników pracowali nie oszczędzając zdrowia. Niedługo przygotawnia do ogólnonarodowej radości dobiegły końca. Stół postawiono na klepisku, ale siedieć za nim już nikt nie był w stanie. Na trzeci dzień skończyła się zagrycha i pod nóż poszły PGRowskie kury i stary wałach Ignacy. Pod koniec tygodnia wątpiących wśrod chłopów już nie pozostało. Kto zmarł na skutek białej gorączki, kto poszedł do miasta zalać kaca i nie wrócił. W poniedziałek nadjechały ciężarówki z ziemią. Najpierw pierwsza, za nią druga, a potem i trzecia. Ziemie wysypano pry budynku rady wiejskiej i kazali wszystkim podpisać się w księdze przychodów-rozchodów. Pieniędzy rzeczywiśnie nie pobrano, powiedziano tylko coś niezrozumiałego o bezterminowym kredycie. Tak rozpoczęła się nowa epoka.
STYPA PO FINOGENU
Gdy Finogen zmarł, nikt praktycznie tego nie zauważył. Jak, zresztą, nikt i nie wiedział że on w ogóle żył. Dlatego stypa po Finogenu odbyła się bardziej niż skromnie.
1990 |
||||||||||||||||||||||||||||||||
| |