|
MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA» ZAPRASZA! |
| |
|
OPOWIADANIA
KWIECIEŃ Kwiecień był piękny. Ona siedziała na ławeczce i uśmiechała się do wiosennego słońca, myślała o tym, że w jej życiu piękna jest tylko pogoda. Bulwar, jeszcze niedawno chłodny i pusty, dzisiaj zebrał całe miasto. Dobrze, że w tym obcym mieście nie spotkała znajomych i nie musiała odpowiadać na pytanie: „Jak leci?” Niespodziewane pytanie po norwesku powróciło ją do rzeczywistości. Obok siedział wesoły facet i bardzo natarczywie próbował ją poderwać. Młody człowiek zorientował się, że go nie rozumie i zaczął zadawać pytania po angielsku. Angielskiego ona też nie znała. Nieoczekiwanie do rozmowy się wtrącił mężczyzna z sąsiedniej ławki. – A czy po rosyjsku Pani mówi? – Tak. – Od dawna marzyłem usłyszeć rosyjską mowę, na jak długo Pani przyjechała do Osla? – Na trzy miesiące. – Co ciekawego już Pani widziała, gdzie Pani jada kolacje? – Widziałam Holmenkollen, Galerię Narodową, park, lubię jeść kolację w Holmenkollen. – Fajne miejsce, mnie się też podoba. Chodźmy, pokażę jeszcze jedną miłą restaurację. – Chodźmy. Zapomniała o tym, że obiecała sobie nigdy nie zadawać się z rosyjskimi mężczyznami i o tym, że agencja matrymonialna szuka dla niej narzeczonego w Skandynawii. Poszła do restauracji przy Ake Brige. Po miesiącu śmiali się, przypominając sobie przypadek, który ich połączył, a najlepsza koleżanka szeleściła przez telefon: „Nigdy nie mów nigdy”.
GENIUSZ Był geniuszem, ale nie wiedział o tym. Po prostu rysował, chociaż wszyscy uważali, że on pisze. Nic poza tym nie umiał robić, ale nie potrafił żyć bez farb, płócien, pejzaży. To, że mało interesował się sobą dodawało mu osobliwego uroku. Jego malutkie mieszkanie już dawno zamieniło się w pracownię. Czasami wychodząc na zakupy do pobliskiego sklepu zapominał zmienić swoją brudną poplamioną koszulę. Ludzie ze zdziwieniem patrzyli na tego dziwaka, a on patrzył na nich. Po powrocie do domu rysował ich twarze. Jego obrazy żyły, były pozbawione codziennej tęsknoty. Pogrążony w swoją pracę zapominał o wielu sprawach, życie jego było nie poukładane, ale, chyba, nie dbał o to. Kobiety widziały w nim tylko artystę, a nie mężczyznę. I co najgorsze, sprzedawał swoje obrazy bardzo tanio. Tak się cieszył, że komuś się podobają jego dzieła, wydawało się gotów pracować nawet za darmo. Pewnego razu do niego przyszła modelka, która zażądała zbyt wygórowanej zapłaty. Zgodził się, bo zobaczył w niej coś, czego nie było w innych kobietach. W większości napisanych przez niego kobiet była jakaś niebiańska lekkość, a tu – solidność. Była bardzo ziemska, mocno stojąca na nogach, miała pewność w rękach. Malował ją, studiując każde wygięcie jej ciała, ona tym czasem poznawała go. Wkrótce ona zrozumiała jaki skarb darował jej los, zobaczyła jego genialność. Pobrali się, ona wszystko pozmieniała, poukładała życie, obrazy sprzedawały się drogo. Ale najważniejsze, że wyjaśniła mu, że jest geniuszem i on w to uwierzył. Obrazy teraz pisał, zagnieździło się w nim poczucie własnej ważności. Już więcej nie wychodził z domu nieprzebrany, chciał być rozpoznawany, uwielbiany. Zaczął się przyglądać, wsłuchiwać w siebie i jego wyjątkowe postrzeganie świata znikło.
GŁOS W tej restauracji pracował jej brat, i ona niekiedy przychodziła tutaj wieczorami śpiewać. Śpiewała, kiedy chciała, ale tak, że ludzie zapominali, że przyszli zjeść. Śpiewała zawsze, od kiedy siebie pamiętała, w przedszkolu, w chórze szkolnym, na wszystkich uroczystościach i tak po prostu. A pracowała jako inżynier, codzienne ślęczenie nad wykresami i rysunkami technicznymi bardzo ją męczyło. Praca nie przynosiła żadnej radości, tylko potrzeba zarabiania pieniędzy codziennie sprowadzała ją do biura. Kiedy była małą dziewczynką, ktoś powiedział jej, że być inżynierem jest bardzo dobrze, a śpiewać nie wypada. Dawno zapomniała kto to powiedział, ale pracowała jako inżynier, a śpiewanie nie uważała za pracę. Wielokrotnie jej proponowano pracę w restauracji, czasami nawet obrażała się na to. Bo jest inżynierem z dyplomem, ukończyła studia. Kiedy mówili, że ma talent, śmiała się, przecież po prostu śpiewała, dla niej to było tak samo naturalne jak oddychać czy mówić. Nie bała się, że zaboli ją gardło, nie bała się stracić głos. I kiedy pewnego razu przemoczyła nogi i ochrypła, zrozumiała, że śpiewać dla niej znaczy więcej, niż oddychać lub mówić. Śpiewanie dla niej było tym, czego pragnęło całe jej ciało. Zrozumiała, że ma talent, któremu trzeba służyć.
„Wiatr wertował jego książkę…” Wiatr wertował jego książkę i porwał do morza notatkę z jej adresem. Poznali się wczoraj na wycieczce. Nigdy nie widział takiej urody. Minął urlop, on wrócił do domu, ale nie umiał jej zapomnieć. Śniła mu się, zatrzymywał na ulicy podobne do niej dziewczyny, patrzył im w twarze i stale rozczarowywał się. Czasami wydawało mu się, że popada w obłęd. Potem zaczął szukać według planu, ona mówiła, że pracuje w kawiarni obok kina. I choć w dziesięciomilionowym mieście jest dużo kin i jeszcze więcej kawiarni, on wziął mapę i stopniowo obchodził wszystkie. Czasem z niego się śmiali, tak niedorzecznie wyglądały jego poszukiwania. Wcale się tym nie przejmował – kto choć raz zobaczył coś prawdziwego, nigdy nie zgodzi się na jego podróbkę. Cały wolny od pracy czas on był zajęty poszukiwaniami. Po pół roku znalazł ją. Już była mężatką.
„Życie rysowało swoje pejzaże…” Życie rysowało swoje pejzaże i kto umiał, ten się rozkoszował. On był artystą-malarzem i mógł sobie na to pozwolić. Leżał w trawie i patrzył na mienienie się barw w niebie, puch chmur odsłaniał bezdenny błękit. On wchłaniał w siebie całe to niebo, całe powietrze, całą piękność. Potem patrzył na zieloną narzutę ziemi. Świat był piękny, bezsprzecznie - Stwórca był artystą. I trzeba powtórzyć na płótnie tę piękność, ale coś przeszkadzało rozpocząć pracę. I on leniuchował, był i niebem i ziemią, rozpływał się w tym świecie. Ostry dzwonek telefonu przywrócił go do rzeczywistości. Dzwonił jego najlepszy przyjaciel, powiedział, że jego narzeczona siedzi w kawiarni i na widoku u wszystkich całuje się z jakimś mężczyzną. Najpierw szczerze się zmartwił, ale nagle ucieszył się. Do niego powróciła jego wolność, właśnie teraz mógł pracować dużo, z przyjemnością, bez opamiętania.
„Świat mody przyjął ją jak swoją…” Świat mody przyjął ją jak swoją. Przyszła do agencji i powiedziała: „Chcę być modelką”. Fotograf był w dobrym humorze i się z nią bawił: przebierał za staruchę, robił jej zdjęcia z aparatem tlenowym, w ubraniu, w bieliźnie. Ledwie nadążała przebierać się, a on wciąż kręcił, kręcił i kręcił. Potem ona piła kawę, a on poszedł zobaczyć, co wyszło. Wrócił z uśmiechem od ucha do ucha i zakrzyczał: „Stara, jesteś stworzona dla kamery”. Tak się zaczęła jej kariera, już podczas pracy uczyła się chodzić, mówić, oddychać i nie oddychać. Cieszył ją widok własnej twarzy na okładkach. Wyjazdy, castingi, sesje zdjęciowe – wszystko zawirowało i poniosło. W zimie kręcili lato, latem – zimę. Wszystkie stolice stałe się bliskie jak rodzinny dom. Wielu mężczyzn proponowało jej bardzo wiele, co ją bardzo dziwiło. Przecież jej wystarczało uwagi fotografa i kamery. Kamera była jedynym dla czego żyła.
„Dobrze jeździła konno...” Dobrze jeździła konno, koń dla niej bardzo dużo znaczył. Ojciec jeszcze w dzieciństwie przyzwyczaił ją do siodła i stajnia stała się jej ulubionym miejscem. Wrażliwość konie mają po prostu wyjątkową. Koń nigdy nie oszuka i nigdy nie zdradzi. Dla niej zawsze było niepojęte, jak to się dzieje, że koń czuje ważność zawodów i pracuje nie oszczędzając sił. Kiedy chciała lepiej poznać człowieka, przeprowadzała go do stajni. Żartobliwie określała to jako „face-kontrolę”. Niedawno poznała młodego człowieka, bardzo jej się podobał. Długo nie udawało się przeprowadzić go do stajni, a kiedy przyszedł, jej zdziwienie nie miało granic. Konie, wszystkie, bez wyjątku, po prostu zbuntowały się, a jej ulubienica nawet starała się sobą zasłonić ją od nowego znajomego. Gdyby nie podobał się jej tak bardzo, to po prostu przestała by z nim utrzymywać kontakty. Przecież wiedziała, że koń się nie myli, ale jakaś niepojęta siła ciągnęła ją do niego. Postanowiła, że czas wszystko rozstawi na swoje miejsca, ale w stosunkach z nim była ostrożna. Pewnego razu powiedział do niej: „wydaje mi się, że obserwujesz mnie pod mikroskopem”. Chyba, tak właśnie było, ale pierwszy raz się zdarzyło, że nie posłuchała konia i czuła się bardzo niepewna. Któregoś dnia wracali z kina, było dość późno. Nagle z przodu kobiecy głos zawołał: „Pomocy!” Znajomy mocno wziął ją pod rękę i mówiąc „chodź stąd szybciej” poprowadził ją w przeciwnym kierunku. Konie mają racje, zawsze mają, ona nawet wstydziła się za to, że im nie uwierzyła.
„Ona zawsze z łatwością przystosowywała się do życia” Ona zawsze z łatwością przystosowywała się do życia. I nie myślała, że przyjście nowego kierownika przyniesie tyle trudności. Ją denerwowało w nim wszystko: chód, sposób mówienia, ubranie. Dłużej niż dziesięć minut po prostu nie mogła wytrzymać obok niego. Ale on, nie zwracając na to uwagi, starał się być elegancki, żartował, śmiał się, chyba, ona mu się nawet podobała i to ją wręcz przerażało. Kiedy do niej podeszła najlepsza koleżanka i spytała się czy prawda, że mają romans, mało nie spadła z krzesła. Potem coraz częściej i częściej słyszała przejrzyste aluzje. Pewnego razu zaprosił ją do restauracji, zgodziła się w obawie przed tym, że może ucierpieć jej kariera. Wybrał przytulną restauracyjkę, ale stoliczki były tak malutkie, że oni prawie przez cały czas dotykali jeden drugiego. Dotknął jej ręki, poczuła jak przebiegł jej dreszcz, on zrozumiał to na swój sposób i zaczął zalecać się z nową silą. On dawał jej kwiaty i z niecierpliwość oczekiwała kiedy zwiędną. Był zwykły dzień, kiedy przyszła do pracy i zrozumiała, że czegoś brakuje, wkrótce dowiedziała się, że kierownik rozchorował się. Bardzo zdziwiła ją nie tyle wiadomość o jego choroba, ile własna reakcja na nią. Po kilku dniach postanowiła go odwiedzić, po drodze do jego domu nagle wsłuchała się w swoje serce. Biło bardzo nierówno.
„Tak bardzo była zmęczona zawodami…” Tak bardzo była zmęczona zawodami, miała ochotę zatrzymać się i powiedzieć: „chcecie być lepsi – proszę”. Czasami wydawało jej się, że przebiegła już swoje, i tylko trener przekonywała: możesz, musisz, będziesz. I biegła, i zwyciężała, – i siebie, i innych. Sport – rzecz okrutna, i nie wiadomo, czy rujnuje ciebie, czy buduje. Biegała nawet we śnie, a jeszcze we śnie latała. Ale tak naprawdę zmuszał ją do biegania ten rzadki, ale niezapomniany stan. Kiedy kończyły się siły i wydawało się, że zaraz padnie, jakaś nieznana moc podnosiła ją i ona unosiła się nad ziemią. Latała jak we śnie, było lekko i radośnie. I tylko to mogło ją zmusić do biegania. Czasami ciążenie ziemi zwyciężało i padała, do krwi kalecząc kolana i łokcie. Bolało i było przykro do łez, ale podnosiła się i próbowała znów i znów. Tak lubiła pokonywać ciążenie ziemskie.
Tłum. z rosyjskiego Anna
Korol
|
||||||||||||||||||||||||||||||||
| |