MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA»
ZAPRASZA!



SPIS TREŚCI
Poezja
Proza
Dramaturgia
Publicystyka i krytyka
Muzyka
Malarstwo i grafika
Foto i video
Personalia
Wyszukiwanie
Linki
Księga gości
Kontakt

«Litera» по-русски


Władimir Jaremenko-Tołstoj

KUROJEB

Sztuka jednoaktowa

Osoby: Aleksander, Aleksandra

ALEKSANDER (czyta na głos gazetę): „Emerytę Jurija Jurijewicza Toporowa w środku nocy obudził krzyk jego ulubionego indyjskiego koguta. Kogut krzyczał nie w porę i jakoś dziwnie. Wyszedłszy na podwórko Jurij Jurijewicz zobaczył w ciemnościach sylwetkę uciekającego w stronę lasu człowieka. Serce emeryty drgnęło w niedobrym przeczuciu, szybkim krokiem ruszył on do kurnika. W kurniku panował chaos, kury pochowały się po kątach, indyjski kogut ciągle krzyczał, ale już nie tak rozdzierająco. Na klepisku w nienaturalnej pozie leżała rozwalona kwoczka Anusia. Piórka miała w nieładzie, ciężko łkała powietrze dziobem szeroko rozwartym. ‘Kurojeb!’ – zaklnął emeryta Toporow i pobiegł dzwonić na komisariat”.

ALEKSANDRA (rozdraźniona): Głupstwa! Bzdurne pomysły prasy bulwarowej! Żaden kurojeb nie istnieje!

ALEKSANDER: Nie masz racji. To już ósmy przypadek w ciągu ostatnich kilku tygodni. A propos, tu pisze, że kwoczka Anusia potem zdechła. Czyżby ci jej nie żal?

ALEKSANDRA: Nie wyobrażam sobie, jak można dosiąść kurę! Nie ma przecież nawet genitalii! Całkowity absurd!

ALEKSANDER: Dlaczego? Czy widziałaś kiedykolwiek kurzą dupcię? Jest taka okrągła, apetyczna i muskularna. Sądzę, że pieprzenie jej potrafi być nawet bardzo przyjemne…

ALEKSANDRA: Fuj! Jak możesz opowiadać podobne obrzydliwości!

ALEKSANDER: No dobrze, wybacz! Niech cię pocałuję!

ALEKSANDRA: Wynoś się! Brzydzę się tobą!

ALEKSANDER: Nie gniewaj się! Żartowałem. (Usiłuje wziąć ją w ramiona.)

ALEKSANDRA (wywijając się): Odczep się…

ALEKSANDER: Może będziemy się kochać?

ALEKSANDRA: W żadnym wypadku. Po tych twoich słowach…

ALEKSANDER: A co takiego powiedziałem?

ALEKSANDRA: Nic! Ale od tej pory będę wyobrażać siebie w roli kury.

ALEKSANDER: Przecież to nonsens! I w ogóle, kurojeb to wymysł prasy. Zgadzam się z tobą. Nie ma sprawy…

ALEKSANDRA: Nie! Kurojeb istnieje! Sam mnie przed chwilą w tym przekonałeś.

ALEKSANDER: Do djabła z tym kurojebem! I tak wszyscy przez niego oszaleli! Ale co my z tobą mamy z nim wspólnego? Przecież nawet nie ma go w mieście, jest gdzieś w Tosneńskim powiecie na południu obwodu.

ALEKSANDRA: Wiesz, wczoraj dzwoniła do mne Kasia i powiedziała, że boi się chodzić w nocy po ulicy.

ALEKSANDER: Ale czego się Kaśka boi?

ALEKSANDRA: Nie czego, a kogo – korojeba!

ALEKSANDER: Ona jest tak brzydka, że na nią nawet kurojeb nie wlezie!

ALEKSANDRA: Sam jesteś kurojeb!

ALEKSANDER (w oburzeniu): Ja jestem kurojeb?

ALEKSANDRA: Tak – kurojeb!

ALEKSANDER (dusząc się): To ja – kurojeb!!!

ALEKSANDRA: Tak – ty!

ALEKSANDER: A ty, ty… Wiesz, kim jesteś?

ALEKSANDRA: Kim?

ALEKSANDER: … kurą!

ALEKSANDRA: Dobrze się zastanowiłeś?

ALEKSANDER: Tak!

ALEKSANDRA: Kurojeb!

ALEKSANDER: Kura!

ALEKSANDRA: Kurojeb!

ALEKSANDER: Kura!

ALEKSANDRA: Kurojeb!

ALEKSANDER: Zamknij się!

ALEKSANDRA: Sam się zamknij!

ALEKSANDER: Zjedzmy lepiej obiad.

ALEKSANDRA: Zjedzmy.

ALEKSANDER (otwierając gazetę): „Ludność jest zmartwiona. Codziennie w redakcji non stop dzwoni telefon. Ludzie są oburzeni wyczynami kurojeba, żądają jego ujęcia i publicznego procesu sądowego. Na zapytania czytelników odpowiada prokurator obwodu leningradzkiego”.

ALEKSANDRA: Interesujące…

ALEKSANDER (kontunując czytanie): „Czyny kurojeba nie podpadają pod żaden paragraf Kodeksu Cywilnego Federacji Rosyjskiej. W przypadku jego schwytania, kurojebu nie da się nawet wytoczyć powództwa majątkowego, ponieważ nic nikomu nie ukradł. Oceniać zaś jego czyny jako chuligańskie nie ma możliwości przez brak świadków”.

ALEKSANDRA: Czyżby go nie schwytają?

ALEKSANDER: Ale nawet jeśli schwytają, co z tego?

ALEKSANDRA: Po takim wniosku prokuratora on może stać się na tyle bezczelnym, że zajmie się się tym wszystkim otwarcie…

ALEKSANDER: Będąc pewnym swojej bezkarności.

ALEKSANDRA: No właśnie!

ALEKSANDER: Boję się!

ALEKSANDRA: Nie bój się!

ALEKSANDER: Tylko pomyśleć, w jak okrótnym świecie żyjemy! Wcześniej nie zdarzało się soś podobnego. Może, wyjedźmy do Niemiec?

ALEKSANDRA: Jesteś naiwny! Konsulat niemiecki s Sankt-Petersburgu dawno wstzrymał wydawanie wiz emigracyjnych. Boją się wpuścić do swego kraju kurojeba. W Niemczech i bez niego wystarczy problemów.

ALEKSANDER: To znaczy, żeśmy się spóźnili! Co mamy robić, jak postąpić? Czyżby nie było żadnego wyjścia? Boję się!

ALEKSANDRA: Ja również się boję!

ALEKSANDER: Może zapalmy światło? Późno już, ściemnia się…

ALEKSANDRA: Ale kto pójdzie do wyłącznika?

ALEKSANDER: Ty!

ALEKSANDRA: Dlaczego ja?

ALEKSANDER: Jesteś bliżej…

ALEKSANDRA: Może lepiej kochajmy się?

ALEKSANDER: Nie potrafię!

ALEKSANDRA: Dlaczego? Przecież niedawno chciałeś?

ALEKSANDER: Nie, nie potrafię! Póki kurojeb jest na wolności – nie potrafię! Będzie mi się wydawało, że pieprzę kurę…

ALEKSANDRA: To niby ja jestem kurą?

ALEKSANDER: Wybacz, ale będzie mi się tak wydawało!

ALEKSANDRA: No dobrze, to wyobraź sobie, że mam małą muskularną dupcię…

ALEKSANDER: Co też proponujesz?

ALEKSANDRA: Głupek!

ALEKSANDER: Od tyłu jeszcze nikogo nie pieprzyłem!

ALEKSANDRA: Nie, jesteś kurojeb!

ALEKSANDER: Jestem kurojeb?

ALEKSANDRA: Tak, tak, jesteś kurojeb! Najprawdziwszy kurojeb!

ALEKSANDER: A, to tak? W takim razie wychodzę!

ALEKSANDRA: Dokąd?

ALEKSANDER: Do miasta.

ALEKSANDRA (zdenerwowana): A jeśli tam jest kurojeb?

ALEKSANDER (zrezygnowany): A niech tam!

ALEKSANDRA: Dobrze, idź! Ale już więcej nie wracaj! I gazetę swoją zabierz ze sobą!

Aleksander zabiera gazetę i wychodzi.

KURTYNA

Tłum. z rosyjskiego Anna Korol





web design © alias