|
MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA» ZAPRASZA! |
| |
|
KUROJEBSztuka jednoaktowaOsoby: Aleksander, Aleksandra
ALEKSANDER (czyta na głos gazetę): „Emerytę Jurija Jurijewicza Toporowa w środku nocy obudził krzyk jego ulubionego indyjskiego koguta. Kogut krzyczał nie w porę i jakoś dziwnie. Wyszedłszy na podwórko Jurij Jurijewicz zobaczył w ciemnościach sylwetkę uciekającego w stronę lasu człowieka. Serce emeryty drgnęło w niedobrym przeczuciu, szybkim krokiem ruszył on do kurnika. W kurniku panował chaos, kury pochowały się po kątach, indyjski kogut ciągle krzyczał, ale już nie tak rozdzierająco. Na klepisku w nienaturalnej pozie leżała rozwalona kwoczka Anusia. Piórka miała w nieładzie, ciężko łkała powietrze dziobem szeroko rozwartym. ‘Kurojeb!’ – zaklnął emeryta Toporow i pobiegł dzwonić na komisariat”. ALEKSANDRA (rozdraźniona): Głupstwa! Bzdurne pomysły prasy bulwarowej! Żaden kurojeb nie istnieje! ALEKSANDER: Nie masz racji. To już ósmy przypadek w ciągu ostatnich kilku tygodni. A propos, tu pisze, że kwoczka Anusia potem zdechła. Czyżby ci jej nie żal? ALEKSANDRA: Nie wyobrażam sobie, jak można dosiąść kurę! Nie ma przecież nawet genitalii! Całkowity absurd! ALEKSANDER: Dlaczego? Czy widziałaś kiedykolwiek kurzą dupcię? Jest taka okrągła, apetyczna i muskularna. Sądzę, że pieprzenie jej potrafi być nawet bardzo przyjemne… ALEKSANDRA: Fuj! Jak możesz opowiadać podobne obrzydliwości! ALEKSANDER: No dobrze, wybacz! Niech cię pocałuję! ALEKSANDRA: Wynoś się! Brzydzę się tobą! ALEKSANDER: Nie gniewaj się! Żartowałem. (Usiłuje wziąć ją w ramiona.) ALEKSANDRA (wywijając się): Odczep się… ALEKSANDER: Może będziemy się kochać? ALEKSANDRA: W żadnym wypadku. Po tych twoich słowach… ALEKSANDER: A co takiego powiedziałem? ALEKSANDRA: Nic! Ale od tej pory będę wyobrażać siebie w roli kury. ALEKSANDER: Przecież to nonsens! I w ogóle, kurojeb to wymysł prasy. Zgadzam się z tobą. Nie ma sprawy… ALEKSANDRA: Nie! Kurojeb istnieje! Sam mnie przed chwilą w tym przekonałeś. ALEKSANDER: Do djabła z tym kurojebem! I tak wszyscy przez niego oszaleli! Ale co my z tobą mamy z nim wspólnego? Przecież nawet nie ma go w mieście, jest gdzieś w Tosneńskim powiecie na południu obwodu. ALEKSANDRA: Wiesz, wczoraj dzwoniła do mne Kasia i powiedziała, że boi się chodzić w nocy po ulicy. ALEKSANDER: Ale czego się Kaśka boi? ALEKSANDRA: Nie czego, a kogo – korojeba! ALEKSANDER: Ona jest tak brzydka, że na nią nawet kurojeb nie wlezie! ALEKSANDRA: Sam jesteś kurojeb! ALEKSANDER (w oburzeniu): Ja jestem kurojeb? ALEKSANDRA: Tak – kurojeb! ALEKSANDER (dusząc się): To ja – kurojeb!!! ALEKSANDRA: Tak – ty! ALEKSANDER: A ty, ty… Wiesz, kim jesteś? ALEKSANDRA: Kim? ALEKSANDER: … kurą! ALEKSANDRA: Dobrze się zastanowiłeś? ALEKSANDER: Tak! ALEKSANDRA: Kurojeb! ALEKSANDER: Kura! ALEKSANDRA: Kurojeb! ALEKSANDER: Kura! ALEKSANDRA: Kurojeb! ALEKSANDER: Zamknij się! ALEKSANDRA: Sam się zamknij! ALEKSANDER: Zjedzmy lepiej obiad. ALEKSANDRA: Zjedzmy. ALEKSANDER (otwierając gazetę): „Ludność jest zmartwiona. Codziennie w redakcji non stop dzwoni telefon. Ludzie są oburzeni wyczynami kurojeba, żądają jego ujęcia i publicznego procesu sądowego. Na zapytania czytelników odpowiada prokurator obwodu leningradzkiego”. ALEKSANDRA: Interesujące… ALEKSANDER (kontunując czytanie): „Czyny kurojeba nie podpadają pod żaden paragraf Kodeksu Cywilnego Federacji Rosyjskiej. W przypadku jego schwytania, kurojebu nie da się nawet wytoczyć powództwa majątkowego, ponieważ nic nikomu nie ukradł. Oceniać zaś jego czyny jako chuligańskie nie ma możliwości przez brak świadków”. ALEKSANDRA: Czyżby go nie schwytają? ALEKSANDER: Ale nawet jeśli schwytają, co z tego? ALEKSANDRA: Po takim wniosku prokuratora on może stać się na tyle bezczelnym, że zajmie się się tym wszystkim otwarcie… ALEKSANDER: Będąc pewnym swojej bezkarności. ALEKSANDRA: No właśnie! ALEKSANDER: Boję się! ALEKSANDRA: Nie bój się! ALEKSANDER: Tylko pomyśleć, w jak okrótnym świecie żyjemy! Wcześniej nie zdarzało się soś podobnego. Może, wyjedźmy do Niemiec? ALEKSANDRA: Jesteś naiwny! Konsulat niemiecki s Sankt-Petersburgu dawno wstzrymał wydawanie wiz emigracyjnych. Boją się wpuścić do swego kraju kurojeba. W Niemczech i bez niego wystarczy problemów. ALEKSANDER: To znaczy, żeśmy się spóźnili! Co mamy robić, jak postąpić? Czyżby nie było żadnego wyjścia? Boję się! ALEKSANDRA: Ja również się boję! ALEKSANDER: Może zapalmy światło? Późno już, ściemnia się… ALEKSANDRA: Ale kto pójdzie do wyłącznika? ALEKSANDER: Ty! ALEKSANDRA: Dlaczego ja? ALEKSANDER: Jesteś bliżej… ALEKSANDRA: Może lepiej kochajmy się? ALEKSANDER: Nie potrafię! ALEKSANDRA: Dlaczego? Przecież niedawno chciałeś? ALEKSANDER: Nie, nie potrafię! Póki kurojeb jest na wolności – nie potrafię! Będzie mi się wydawało, że pieprzę kurę… ALEKSANDRA: To niby ja jestem kurą? ALEKSANDER: Wybacz, ale będzie mi się tak wydawało! ALEKSANDRA: No dobrze, to wyobraź sobie, że mam małą muskularną dupcię… ALEKSANDER: Co też proponujesz? ALEKSANDRA: Głupek! ALEKSANDER: Od tyłu jeszcze nikogo nie pieprzyłem! ALEKSANDRA: Nie, jesteś kurojeb! ALEKSANDER: Jestem kurojeb? ALEKSANDRA: Tak, tak, jesteś kurojeb! Najprawdziwszy kurojeb! ALEKSANDER: A, to tak? W takim razie wychodzę! ALEKSANDRA: Dokąd? ALEKSANDER: Do miasta. ALEKSANDRA (zdenerwowana): A jeśli tam jest kurojeb? ALEKSANDER (zrezygnowany): A niech tam! ALEKSANDRA: Dobrze, idź! Ale już więcej nie wracaj! I gazetę swoją zabierz ze sobą! Aleksander zabiera gazetę i wychodzi.
Tłum. z rosyjskiego Anna Korol |
||||||||||||||||||||||||||||||||
| |