|
|
Stanisław Srokowski
MIŁOŚĆ I ŚMIERĆPOLA RÓŻ | NATCHNIENIE | NA KOŃCU |
DZIĘKUJĘ CI PANIE | NA PLAŻACH RETHIMNO | PUSTELNIK
POWRÓT POETY W PIĘKNYM
STYLU Pierwsze opinie o nowej książce
Stanisława Srokowskiego «Miłość i śmierć»
Ukazała się nowa, piękna i głęboko
poruszająca książka poetycka STANISŁAWA SROKOWSKIEGO - "MIŁOŚĆ I
ŚMIERĆ" ("Światowit" Izba Wydawnicza,2005). Tom wierszy
oryginalnych, pełnych dramatyzmu, przenikniętych wątkami
metafizycznymi. Autor, znany głównie z głośnych powieści ("Lęk",
"Repatrianci") i lektur dla dzieci i młodzieży( "Mity greckie",
"Przygody Odyseusza") przez 20 lat milczał jako poeta. Srokowski nie
uczestniczy w bieżących sporach i dyskusjach literackich. Nie
należał i nie należy do żadnej grupy twórczej, ani koterii
towarzyskiej. Jest samotnikiem i najbardziej ceni sobie
niezależność. Odzywa się rzadko, ale wtedy wiadomo, że ma coś nowego
do powiedzenia. O jego tworczości z wielkim uznaniem i szacunkiem
pisali tej miary krytycy i teoretycy literatury, co Michał
Głowiński, Jerzy Kwiatkowski, Jan Trzynadłowski, Wacław Sadkowski,
czy Piotr Kuncewicz. Jego wiersze tłumaczono na wiele języków.
Jan Klass -Wydawnictwo „Swiatowit”
"Bardzo piękne, przypominające wersety "Pieśni nad
pieśniami" są niektóre wiersze z tomu "Miłość i śmierć". Przejmujące
i znakomite są wiersze szpitalne, pomiędzy którymi kręci się Maria,
jako symbol życia i odczyniająca złe uroki. To oczywiście najlepszy
tomik, a może i jedna z najlepszych książek...Postawiłbym( te
wiersze) w jednym szeregu obok wierszy Poświatowskiej, Nowaka i
Białoszewskiego." Józef Baran (poeta)
"Wiersze szpitalne powinny się znaleźć w każdym
szpitalu, jako poetyckie zobrazowanie cierpień człowieka i duchowe
wsparcie w trudnych chwilach zmagań z chorobą. To bardzo ważne słowa
w pojmowaniu dramatu ludzkiej duszy". Janusz Telejko, radio
"Rodzina"
Najgoręcej dziękuję za "Miłość i śmierć". WSPANIAŁE!.
Boże, daj mi kiedyś pisać jak Pan. Wspaniałe, począwszy od "Marii,
za całe piękno, które mi dała", aż po: "Za dwadzieścia lat
milczenia, łąko, na której pasą się moje strofy i piją ze
źródeł czystej śmierci". GRATULUJĘ! Leszek Czuchajowski
(amerykański poeta i dramaturg polskiego pochodzenia)
"Znakomity (tomik), prawdę powiedziawszy dawno tak
świetnej książki poetyckiej nie czytałem...Pisał takie wiersze
Nowak, Grześczak, Nowicki..." Krzysztof Gąsiorowski
(poeta)
"To piękna i głęboka poezja. Będę do niej wracać.
Dziękuję." Barabara Lulkiewicz (czytelniczka z Bogatyni)
”Szczególnie poruszyły mnie wiersze „Dziękuję ci,
Panie” i „Nasłuchiwanie”. Mądra, przejmująca treść w jakże świetnej,
poetyckiej formie. Co za wspaniałe metafory!” Alicja
Patey-Grabowska (poetka)
”Miłość i Śmierć” - to z pewnością piękna i mądra
poezja. Dziękuję Pisarzowi, za niepowtarzalną formę obrazu,
przedstawienia ludzkiego dramatu. Dziękuję za zrozumienie, jak
wielkim darem, jest miłość. Halina Barań
(powieściopisarka). |
POLA RÓŻ
Gdzież te rozległe pola dzikich róż, strome przejścia
oddechu, gdzie spalone wzgórza Kissawos, którego
skały zanurzały się w płonącym błękicie chmur,
a z rozprutych żył nieba wyciekała krew słońca;
gdzież ta sygnaturka południa, kiedy
opieczętowywałem twoje piersi i brzuch wargami,
a ogromny fioletowy ptak zawisł nad nami i okrył
swoim cieniem; płonące cierniste krzewy raniły ci
duszę druzgocącym pięknem; czy to była
Makrinica, a może Kieramidi uchwycone w lasso
słońca, gdy oniemiałe z zachwytu plemię z północy
padało na twarz i cicho śpiewały żagle płynące
ku wyspie Skiathos; łowiliśmy kraby i jedli chłodne
dzadziki;
gdzież, Mario, te wielkie pola dzikich róż, w których
syczały węże i zakorzeniała się nasza tęsknota,
a na dole, w tawernie, słychać było pieśń żeglarzy;
nadchodziła noc pełna łowów
w błękitnych wodach zatoki, ze świecącą gwiazdą
ośmiornicy w głębi morza; niebieski księżyc tańczył
na twojej dłoni i targnął
mną nagły lęk, że czerwone wzgórza
są tylko zjawą.
NATCHNIENIE
O smutne muzy, pieśniarki bogów, córy miłości
Mnemosyny i Zeusa, siostry elegancji i wdzięku,
nie śpiewacie już
Wesołych pieśni mieszkańcom Olimpu, zostałyście
wygnane z gór Tracji i Beocji, z wyżyn Helikonu
i szczytów
Parnasu, nie spotykacie się na zboczach Pierri,
gdzie pasą się dziś kozy i jak we mgle
snują się turyści.
Gdzież wasze liry, gry na aulosie, zwoje papirusu,
atrybuty tajemnicy.
Gdzie wasze niewidzialne tchnienie, które zapalało
gęsie pióra i otwierało drogi do wieczności;
nie uczestniczycie
W nowych zaślubinach Tetydy i Peleusa, Harmonii
i Kadmosa, nie kochacie się wśród gajów oliwnych
i na skałach
Attyki, nie mkniecie jak złote strzały nad wodami
Morza Egejskiego i nie stajecie nad głowami poetów,
by szeptać
Słodkie melodie, bowiem dzisiejsi poeci nie wiedzą,
co to jest natchnienie. Dzisiejsi poeci mają pomysły
i twórczą inwencję,
Zdolności i talent, i twardo stąpają po gruncie
żelaznej logiki sławy, tylko czasami spłoszy ich myśl
jakiś dziwny jęk w sercu
I zdławione gardło skomlącej pieśni.
I zdziwi wyciągnięta dłoń
nieistnienia.
NA KOŃCU
Przepraszam za niepocałunek
przepraszam za nieuśmiech
przepraszam za niespojrzenie
przepraszam za niechcenie
Jeźdźcy nieistnienia okrążają
nasze życie
i cwałuje kawaleria niebytu
pośród naszych niedowidzeń
by ujawnić niepojętość świata
który się spełnia w niemożliwościach
i niedopowiedzeniach
A twoje niedotknięcie
parzy moje nieme usta
a twoja niepamięć
pogrąża mnie
w smutku
Jestem na końcu
niczego
DZIĘKUJĘ CI PANIE
Za ten cios w życie, które pękło
na drobne kawałki i zawyły szakale
na końcu każdej drogi
Za ból myśli, która tonęła
pośród majaków,
gdy ścięta głowa mego dziadka
Ignacego spadła mi u nóg
Za pustkę, gdy z dna oczu
wyłaniały się urojenia
Za nicość,
kołyskę nocnych lęków
Za mrok duszy i cierpienie,
którego nie rozumiałem
Za wzgardliwe usta sprzedajnych
przyjaciół
Za dwadzieścia lat milczenia
Łąko, na której pasą się
moje strofy i piją ze źródeł
czystej śmierci
Pustynio wielu śladów
ciszo w zgiełku świata
I za to dziękuję Ci, Panie,
że Cię nie pojmuję,
pętlo wisząca
nad moją głową,
koło ratunkowe.
NA PLAŻACH RETHIMNO
Twoje ciało nabrzeże pełne muszelek
pyłków słońca płatków złotych liści
i ścieżek moich warg
archipelag w centrum którego płonie
czerwona figa
dzika konnica świetlistych jeźdźców
pędzi w głąb twoich płynów
u twoich stóp śpiewają drobne kamyczki
tańczą ziarnka piasku a w płomieniach
skóry skaczą jelenie moich palców
i kołysze się potężny konar eukaliptusa
a światło twoich oczu przeciąga linę
między moimi udami i do Zatoki
wpływa nagi księżyc
mego języka
PUSTELNIK
Ja pustelnik ciszy
mamroczę w półśnie twoje imię
pusta klatka z której wyfrunął ptak
rosną kolce twojego milczenia i bolą
zaciągam się do armii mroków
której rytmiczny krok wybija noc
ślepe światło gwiazd gaśnie
a pyłek księżyca spada na powiekę
która zwisa jak odcięta ręka
i skradają się halucynacje
siostra śmierć przecieka
przez żyły do moich oczu
a u wezgłowia świtu staje zjawa
i otwiera usta
widma są moimi
braćmi
|
© Stanisław Srokowski Strona internetowa: http://free.art.pl/srokowski
|