Pól dnia minęło. Nie skończono spraw.
Lecz lekkie kartki książek trzepotliwych
ledwie słyszalnym szmerem cichych traw
dotknęły duszy. Ale nie olśniły.
Przez pozostały z zimy w oknach kurz
Wiosna porusza pokój promykami.
I po co przyszła zza dalekich mórz?
Po co tak głośno brzęczy strumykami?
I nadal błądzić w lochach ciemnych słów,
jak liczby wyliczając prawdy w męce
rzemiosło tępe doskonalić znów i znów.
Marzenie puste, nieuchwytny cień -
rozłożyć sztukę po szufladkach sensu.
Ale skończona gra. I minął dzień...
|