My komuś tylko się śnimy...
Ulica jak widmo ze śniegu.
Szare okruchy zimy
ciężko spadają z nieba.
Gęba rdzawego wozu,
Mur, betonowe płyty.
Sto stopni gęstego mrozu
Skuły biegun ukryty.
Życie kotwicą czepną
pogrąża się w morze spokoju,
w mieszkania, gdzie cicho i ciepło,
w szklankę z mętnym napojem,
i w czarną otchłań kotłowni,
i w białą płaszczyznę papieru...
A tam - wszystko jedno. Zapomnij.
My śnimy się komuś na pewno...
|