MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA»
ZAPRASZA!



SPIS TREŚCI
Poezja
Proza
Dramaturgia
Publicystyka i krytyka
Muzyka
Malarstwo i grafika
Foto i video
Personalia
Wyszukiwanie
Linki
Księga gości
Kontakt

«Litera» по-русски


Sergij Motenko
DESZCZYK
bajka

W olbrzymich szarych niebiosach białe puszyste obłoki zderzają się łbami z czarnymi kosmatymi chmurami. Mocne wiatry rzucają je jedno na drugie, tocząc wielkie kamienia niebiańskie, wykrzesując błyskawice. Czasami tam bywa cicho i jasno. Pośród chaosu burz, wody i mgieł żył sobie na niebieskiej łące Deszczyk - maleńki, drobny deszczyk. Jak wichrzaste, psotne, piegowate chłopczysko - wesołek i śmieszek. Aby latać w niebie musiał prosić Huragan, żeby zabrał go ze sobą. Nie było to zbyt wygodne. Huragan pędził dokąd chciał, tam gdzie pioruny, ciemno i nie ma słońca. Deszczykowi to nie podobało się. Któregoś dnia Deszczyk poznał Młody beztroski wiatr bez określonych zajęć. Młody Wiatr zgodził się wozić Deszczyk na sobie, kiedy tylko zapragnie. I zaczęło się. Przez całe dnie uganiali się po niebu, wyszukując łąki i ogrody, zmywając z polnych kwiatów przydrożny kurz. Zawsze natrafiali na słoneczne miejsca, gdzie nie było pochmurno, lecz lśniła bezdenna taca błękitnego sklepienia. Dzieci zwą taki deszczyk ślepym. On zaś patrzył, obserwował Ziemię z wysokości i cieszył się. Nigdy nie płakał. Nawet kiedy rozrzucał krople-łezki - śmiał się. Kiedyś przypadkiem, Deszczyk zauważył, że kropelki lecące do ziemi przypominają szkiełka. Może spróbować ustawić je jedną po drugiej? Ciekawie, spróbujmy. Co się dzieje? Ziemia się przybliża. Przecież to lorneta. Można oglądać Ziemię z bliska. Oto ludzie idą w pola, a oto ruda krowa leniwie żuje soczystą zieloną trawę. Patrz, Wietrze, dzieci grają w palanta. Jeden upadł, rozbił sobie nos i zapłakał. Zaczekaj, mały, nie płacz, umyję cię kropelkami, tylko nie rozmazuj brud po twarzy... Wietrze, Wietrze, dmuchnij mu na stłuczone miejsce, jeszcze mocniej, jeszcze. I już się uśmiecha. Znów wszystkim jest wesoło i fajnie.

Pewnego razu przyjaciele postanowili polecieć na Północ, zobaczyć inną przyrodę, odmienny świat. Długo lecieli. Pod nimi przemykały się miasta i wsie, wielkie rzeki i małe jeziora, doliny i lasy. Aż wreszcie pokazało się dużo, dużo wody - to było zimne morze. Nagle kropelki deszczu zaczęły się przekształcać w śnieżynki. "Co jest? - krzyknął Deszczyk.- Co się ze mną dzieje? Wietrze, Wietrze, padam śniegiem. Hej, patrz, Wietrze, stado jeleni niby mrówki chodzą w koło. Jak dziwne są tu ptaki: czarne z czerwonymi dziobami, białe, patrz jak dużo ich siedzi na tamtej skale". Wiatr odpowiadał mu: "Pora już wracać, już stałeś się śniegiem, jeśli polecimy dalej, kropelki zlodowacieją, spadną na ziemię, i nie dam rady cię podnieść i zabrać do domu." - "Jeszcze trochę", - odpowiadał Deszczyk i chichotał. Wówczas młody Wiatr z silą chwycił śnieżynki i popędził tak szybko jak mógł. Jak najdalej od zimnej Północy . Trzeba było rozgrzać śnieżynki, czyli musiał lecieć na ciepłe Południe. Stawało się co raz cieplej. Wiatr ciągle leciał. Już śnieżynki zamieniały się w kropelki deszczu, a Wiatr pędził. "Zatrzymaj się, - szeleścił Deszczyk,- już jest fajnie i ciepło." - "Nie, jeszcze trochę", - świstał Wiatr, i wciąż leciał. Nagle zauważył, że krople deszczu zmniejszają się i parują. "Ciekawostka, - śmiał się Deszczyk, - staję się wilgocią, wodnym pyłem, cha-cha-cha..." Jeszcze bardziej wystraszył się Wiatr i poniósł pozostałe kropelki w przeciwną stronę, w kraj ojczysty.

"Ale napuściliśmy strachu, - wył Wiatr, - nie będę już nigdy nosił cię tak daleko." - "Przecież nic się nie stało, - śmiał się Deszczyk - było wesoło." - "W domu będziemy szukali przygód, nic nie szkodzi", - odpowiadał Wiatr. I od razu znaleźli. Znaleźli w ruinach starego domu malutkie lusterko. Kiedy słońce natrafiało na nie, lusterko go odbijało, i powstawał Zajączek. Deszczyk bardzo polubił malutkie lusterko. Łapał nim odrobinkę słońca i wysyłał dzieciom na ziemię. A one się śmiały, opędzały się, mrużyły oczy i uciekały . Najważniejsze zaś było to, że dzieci się śmiały. Śmiały się i krzyczały: "Ślepy Deszczyk, ślepy Deszczyk, nie widzi, że słońce świeci, cha-cha-cha." A Zajączek gonił je, wywołując jeszcze więcej śmiechu i radości. Śmiali się Deszczyk i Wiatr, dzieci i dorośli, kwiaty i trawy, krzaki i drzewa. Wszystkim-wszystkim było wesoło. Tak, w grach i zabawach mijały dni. Dwóch przyjaciół latali nad ziemią, niosąc radość i ulgę. Wiatr - przez lekki powiew, a Deszczyk - ciepłymi kroplami. I zawsze słali na ziemie Zajączki.

Dorosłe wielkie Deszcze karciły mały Deszczyk, grzmiały grzmotami, straszyły błyskawicami: "Czyżbyś był ślepy, - szumiały, - żadnego pożytku z ciebie. Ziemię nie zraszasz, chmurami nie gnieciesz, błyskawice nie wykrzesujesz. A teraz jeszcze te głupie Zające."

"Przecież niosę pociechę, - odpierał Deszczyk, - ludzie się śmieją. A przy chmurach, wybaczcie, nie da się wysłać na ziemię Zajączki."

"Wyrośniesz, zostaniesz Wielkim Deszczem, Ulewą-Grzmotem, nie przeżyjesz bez chmur, burz i błyskawic."

"Nie chcę zostać Grzmotem-Ulewą, chcę na zawsze pozostać małym, ślepym, wesołym Deszczykiem, cha-cha-cha," - śmiał się, i kropelki, śmiejąc się spadały na ziemię.

Pewnego pochmurnego dnia Deszczyk i Wiatr zebrali się szukać słoneczną polankę. Wlazł Deszczyk na plecy przyjaciela, i już zahuczał Wiaterek, jak Deszczyk nagle zakrzyczał: "Stój, zaczekaj, nie mogę znaleźć lusterka, to dziwne. Gdzie się podziało? - Zdziwił się, zamyślił Deszczyk. - Być może, zgubiłem go wczoraj, za opłotkami wsi, lećmy tam". Przylecieli, obejrzeli wszystkie zakamarki - lusterka nie było. Polecieli na brzeg jeziora, ale i tam nie znaleźli.

"Popatrzmy jeszcze przy wiatraku". Nie ma.

"Co jeśli Wielkie Deszcze porwały go? Lećmy do nich. Deszcze, Deszcze, czy nie widziałyście mego lusterka?"

"Nie, nie widziałyśmy," - grzmiały Deszcze.

"Burze i Grzmoty, czy nie spotkałyście mego lusterka, którym łapałem słońce?"

"Nie, nie spotkałyśmy, "- huczały Burze i Grzmoty.

Znowu przyjaciele rzucili się na poszukiwania. Szukali długo. Gdzie tylko nie zaglądali. Wszędzie byli: na placach zabaw i budowlach, za garażami i szopami, patrzyli w jarach i na kopcach. Daremnie. Nigdzie lusterka nie było. I Deszczyk po raz pierwszy się rozpłakał. Ponuro zawył Wiatr, zbierając burzowe chmury. Deszczyk płakał co raz to gęściej. Kropelki-łzy stawały się większe. Deszczyk szlochał. Zaciągnęło niebo ciemną powłoką. Wiatr stawał się kujący i parzący. Ludzie chowali się po domach, szczelnie zamykając drzwi, opatulali się w ubrania i śpieszyli schować przed Ulewnym Deszczem i Złym Wiatrem. I nikt, absolutnie nikt się już nie śmiał.

"Teraz jestem ślepy, - myślał Deszczyk, - i jeszcze gęściej płakał. - Żadnej pociechy na całej ziemi. Tylko chlapa, chłód i błoto."

Od tamtej pory Deszczyk lata po niebu z chmurami, szuka swojego lusterka. I płacze, płacze, płacze...

A może dzieciństwo się skończyło?..

Z rosyjskiego przełożyła Anna Korol

© Sergiusz Motenko





web design © alias