MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA»
ZAPRASZA!



SPIS TREŚCI
Poezja
Proza
Dramaturgia
Publicystyka i krytyka
Muzyka
Malarstwo i grafika
Foto i video
Personalia
Wyszukiwanie
Linki
Księga gości
Kontakt

«Litera» по-русски


Aleksander Lewczenko
WALONKI SAMURAJA
Na górze – niebo bez kresu | Wszytko przyjdzie w tym świecie | Jesień | Samurai za miastem | MOTYLEK | Na ławeczce siedziałem | Letnia noc | WYPADEK | Gęsta mgła nad rzeką | W MIEŚCIE | Pewnego późnego wieczoru | Zima wypala mi duszę | W gorącej dyskusji | Czyżby Milość istnieje? | Do tej samej rzeki | Tyle życiowej mądrości | Nagle zauważyłem | Po co są słowa | Przechodziłęm przed oknem sąsiada | Nocna śnieżyca zasypała drogi | Nad głową - niebo czyste | Jak przystało na romantyka | Na zapotniałem szkle | Tam, gdzie kończy się niebo |


*  *  *

Na górze – niebo bez kresu
Na dole – przestreń ziemi nieobjęta,
Wprost przed oczami – moja ręka z kielichem.
Aż dech mi zapiera.




*  *  *

Wszytko przyjdzie na świat
I odejdzie,
Żeby później powrócić.
Tylko piwo właśnie skończyło się,
I nie przywrócić go już, nie przywrócić…




*  *  *

Jesień.
Stoję na moście.
W ciemnej wodzie wśród liści 
Moje odbicie.
W mordę sam sobe pluję.
Co pozostawię po sobie w Wieczności?




*  *  *

Samuraje za miastem 
Z odwagą w sercach
I z hołoblami w rękach
Bitwę nierówną toczą
Z oddziałem milicji.
Lecz są pokonani bohaterowie
I zamknięci w zimnych katowniach
Izby wytrzeźwień.
                             … A rano
Do domu, do bab swoich
Wracać – strach ich ogarnia,
Choć rób harakiri.




MOTYLEK

Zdarza się, trochę wypiję
I wydaję mi się, że zamieniam
W motylka o lekkich skrzydełkach,
Lecącego prosto ku światłu
Lotem pełnym natchnienia.

A potem na twardym łózku
Izby wytrzeźwień
Budzę się, pełęn smutku,
I o gównianej swej karmie
Rozmyślam,
                  stękając w katuszach.



				  
				  
				  
				  
				  
				  
				  
				  

*  *  *

Na ławeczce siedziałem
           dręczony przez kac i brak pieniędzy,
I rozmyślałem o nikczemności bytu,
           o braku wszystkiego, co zwie się cudem,
Lecz przechodzący obok milicjant
           popatrzył na mnie spojrzeniem surowym,
Westchnął ze zrozumieniem
           i wyjął ze swojej  kabury
		   buteleczkę z kieliszkiem.
A mi się zdawało, że nie ma cudów na świecie…





*  *  *

Letnia noc,  cichy pokój nad wsią.
Gdzieś furtka stuknęła, pies szczeka półgłosem.
Subtelny zapach czeremchy w powietrzu,
Dziewki  śpiewają w oddali.
Ostrząc topór pilnikiem,
Siedzę na ganku z tomikiem Nietzschego.
W ciszy letniej nocy tak fajnie jest porozmyslać…





WYPADEK

Siedzę na ganku, patrząc dookoła w zadumie.
Wieczór... Psy szczekają i pachnie łajnem.
Sąsiad rąbie drzewo,  wyzywając polana od kurew,
Dzieci grające w piłkę klnią nieudolnie…
Sąsiad-traktorzysta z nieokrzesaną czułością
Swoją żonę klepie po cycach.
Tam ciocia Wala, kurze łeb odrąbawszy,
Patrzy ze śmiechem na drgawki ptaszyska…
Jak nagle na niebie jakiś facet się zjawił,
O skrzydłach i w starożytnych sandałach, cały w ogniu,
Śmierdząc piórem spalonym i parafiną,
Leciał nad wsią, wierzgając nogami.
I z krzykiem: - Ludzie, jestem Ikarem odważnym! –
W bagno za wsią się wywrócił.









*  *  *

Gęsta mgła nad rzeką.
Plusk wioseł roznosi się w ciszy…
Stojąc na brzegu wiersze układam,
Klnę ze złości, gdy rym nie pasuję.
Nagle z krzaków przybrzeżnych
           Muza się wzniosła,
Z lirą w ręku,
           w greckim ubraniu półprzyzwoitym,
Krążac nade mną, zagrała 
            cudowną melodię antyczną.
Rozpalila we mnie natchnienie,
            rymy dopasowała.
Plasnęła mnie mocno w tył głowy
            cyckiem olbrzymim
I odleciała
            innych poetów obdarzać natchnieniem.





W MIEŚCIE

Tajemnicza dziewczyna
       z trzecim okiem na czole
                  mnie zatrzymała,
Proponując poznać
       duchową głębię
                  Kama-Sutry.

Młoda para przedstawiła się
        jako niepełna swedzka rodzina,
Proponując mi brak uzupełnić,
        w Urzędzie Stanu Cywilnego.
Dziwaczny facet
        ze szminką na ustach
                uśmiechnął się do mne figlarnie
                            i w tyłek uszczypnął…

Jak wiele jest w świecie fajnego,
             interesującego i nieznanego…
Lecz kupiłem sobie walonki i nowe grabie,
Żonie i dziecku – cukierki w precencie,
Ze smutkiem do domu na wieś powracam.





*  *  *

Pewnego wieczoru
         wyrzygać się na dwór wyszedłem,
Nagle widok cudowny ujrzałem:
         samotnych wędrowców – 
Sto dwadzieścia osiem ich naliczyłem – 
         w milczeniu brnących w ciemnościach.
W rękach trzymali księgi pradawne,
         w których wiedza tajemna,
Prawda życia siermieżna.
Każdy miał trzecie oko, co lśniło w półmroku..

Długo wślad za nimi patrzyłem
         w zadumie,
Prawie że zapomniałem,
         po co to z domu wyszedłem…




*  *  *

Zima wypala mi duszę
       beznadziejną lodową tęsknotą…
Zanurzyłbym się w butelkę z wódką
I siedziałbym tam aż do wiosny
       wynurzając się co jakijś czas 
Aby brzydkie słowo wykrzyknąć.

A gdy kwiecień nadejdzie – 
       znów będę konikiem polnym
                      skakał po łąkach
Kacem okropnym dręczony.




*  *  *

W gorącej dyskusji o tajemnicach ezoterycznyh
Wczoraj wiele mi zębów wybito.
Siniec pod trzecim okiem
Jakiś skurwiel mi zrobił.

Patrzę w sufit niewidzącym wzrokiem
I widzi mi się
Czy to znak Iń i Jang,
Czy to czyjaś dupa skrzywiona.




*  *  *

Czyż Milość istnieje? 
                 –  ktoś mi powie z goryczą.
Lecz cicho uśmiechnę się,
          i spojrzę na moją żonę –
Oto ona, krząta się, taka chuda,
patrzy wzrokiem szalonym …

A ty mówisz, że nie ma Milości.




*  *  *

Do tej samej rzeki wejść dwókrotnie nie można.
Ciężko jest wypić dwókrotnie tę samą wódkę.
Mocno stoję na ziemi, trzymając się płotu,
Dogłębnie wstrząśnięty modrąścią swej myśli.




*  *  *

Tyle zyciowej mądrąści
W opowiadaniach Starego kamikadze…




*  *  *

Nagle zauważyłem, że trzymam w ręku
Kawałek gówna…
Skąd mam go? Dokąd niosę?
Czyżby ktokolwiek potrafił powiedzieć!




*  *  *

Po co są słowa,
Gdy jabłoń ubrała się w kwiaty,
Gdy słońce lśni na krawędziach szklanki,
Gdy burza uczuć wiosennych
Serce z piersi wyrywa,
Lecz  rana jest wyleczona balsamem lub winem.
Po co są słowa – 
Z nich już i zdania skliecić nie można.




*  *  *

Przechodziłem pod oknem sąsiada
I zobaczyłem, jak stoi przed lustrem,
Założywszy biustonosz, spódnicę,
Usta maluje na gębie nieogolonej.

Zdziwiłem się bardzo, lecz pomyślałem,
Że, pewnie, sąsiad mój jest filozofem.
Prawo jedności przeciwieństw
Chce poznać w praktyce.

„Coś podobnego – znów się zdziwiłem – 
Przecież z wyglądu jest prostym facetem...”




*  *  *

Nocna śnieżyca zasypała drogi.
Nikt mnie dzisiaj już nie odwiedzi,
W dwójkę z kotem spędzam ten wieczór
Przy stole za skromną kolacją.
Rybną konserwę po bratersku dzielimy,
Opowiem kotowi o całym swym życiu.
Kot będzie kiwał ze zrozumieniem,
A gdy trochę zmyślę – ramionami wzruszy.




*  *  *

Nad głową – niebo czyste, bezbrzeżne,
Na dół popatzeć – ziema wymieszana ze świństwem,
Między nimi na słupie – elektryk.
Spojrzy w niebo marzycielsko,
Butelkę wódeczki wyciągnie, łyknie,
Na ziemię popatrzy w zadumie,
Głową pokiwa, machnie ręką
I znów zapatrzy się w niebo.
A w drutach, porzuconych przez elektryka
Śpiewają swe pieśnie
              chłodne wiatry jesienne.




*  *  *

Jak przystało na romantyka,
Idealny obraz kobiety w sercu stworzyłem.
Niech czas zmienia ludzi i losy,
Obraz moich marzeń pozostanie ze mną na zawsze!
Budzi mnie teraz co ranku i grozi rozwodem,
Jeśli choć raz jeszcze do domu
                        pijany się zjawię.




*  *  *

Na zapotniałem szkle kwiat narysuję,
Obok - motylka, delikatnego, pełnego wdzięku,
Potem pomyślę i słowo „gówno” obok napiszę,
Od razu w duszy wszystko się zrównoważy...




*  *  *

Tam, gdzie kończy się niebo,
I zaczyna się diabeł wie co,
Śpię pośrodku brudnej kałuży.
Krowy mnie podejżliwie ominą,
Traktorzysta przeklnie i ostrożnie objedzie.
Uśmiecham się we śnie – 
Śnię, że wreszcie się obudziłem
Tam, gdzie kończy się diabeł wie co,
              i zaczyna się niebo.




Wiersze i ilustracje: © Aleksander Lewczenko 2000

Tłum. z rosyjskiego Vladimir Stockman





web design © alias