MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA»
ZAPRASZA!



SPIS TREŚCI
Poezja
Proza
Dramaturgia
Publicystyka i krytyka
Muzyka
Malarstwo i grafika
Foto i video
Personalia
Wyszukiwanie
Linki
Księga gości
Kontakt

«Litera» по-русски


Valerij Kratohvil

JASNOWIDZENIE

Od magów starożytności do programów kosmicznych NASA

HISTORIA - TEORIA - PRAKTYKA

Rozdział 1
HISTORIA JASNOWIDZENIA

Człowiek posiada także siłę, która pozwala mu widzieć swoich przyjaciół i
szczegóły ich życia, mimo że ci ludzie oddaleni są o tysiąc mil.

Paracelsus

Wiele świadectw jasnowidzenia zawierają najstarsze zabytki kultury. Jeszcze przed początkiem piśmiennictwa, kiedy wiedzę o świecie przekazywano z pokolenia na pokolenie, z ust do ust, wśród dawnych mitów i legend znalazły się historie opisujące widzenie zdarzeń na odległość i przepowiadanie przyszłości.

Jeszcze przed naszą erą istniało wielu wróżbitów: pytii, wyroczni, wieszczów, magów. Dokumenty świadczą o tym, że za dawnych czasów władcy często zwracali się do nich, żeby podejmować najtrafniejsze decyzje w polityce wewnętrznej i zewnętrznej.

Według Herodota, jeden z najpotężniejszych władców Azji (chodzi o króla Libii - Krezusa) posłał gońców do różnych wieszczów, aby każdy z nich odpowiedział na pytanie: "Co określonego dnia robi władca?" Prawidłową odpowiedź dała Sybilla Delfijska, dlatego później Krezus zwracał się tylko do niej.

A kim są prorokowie?

Zgodnie z pojęciem starożytnych, prorok jest "zwiastunem przyszłości, przedstawicielem wyższych niebiańskich sił". Żydzi w starożytności traktowali proroka jako "wyrocznię woli Boga Jahwe". Warto zwrócić uwagę na to, że prorocy, jasnowidzowie, jak również kapłani występują praktycznie w każdej religii. Wieszcze-magowie istnieli i w dawnej religii Słowian. O jednym z nich pisał Aleksander Puszkin w "Pieśni o wieszczym Olegu".

Również autorzy ksiąg Starego Testamentu nie zaprzeczają istnienia proroków w innych religiach. Na przykład Księga Królewska Trzecia wymieniła 450 proroków Baala i 400 proroków gajowych, którzy współzawodniczyli z jedynym biblijnym prorokiem Eliaszem.

Ciekawe, że funkcję proroków często pełniły kobiety. Wystarczy przypomnić sobie ze Starego Testamentu takie żydowskie prorokinie, jak Debora: "A była Debora prorokini, żona Lapidoth, która sądziła lud czasu onego. A siedziała pod palmą, którą imieniem jej zwano, między Rama a Bethel, na górze Epharaj; i chodzili do niej synowie Izraelowi na każdy sąd."(Księga Sędziów IV,4,5); prorokini Anna (Ewangelie św. Łukasza,II,36); greckie i rzymskie wieszczki - Sybilla i Pytia, proroctwa których zostały zebrane w "Księgach Sybillińskich".

W starożytnym świecie praktykowano wróżbiarstwo również przez osoby prywatne. W mieście Filippi pewni właściciele niewolników trzymali jasnowidzącą jako służącą, wyzyskując jej umiejętności.

"I przydało się, gdyśmy szli na modlitwę, iż dziewka niektóra, co miała ducha Python, potkała się z nami, która zysk wielki panom swym czyniła, wieszcząc" (Dzieje Apostolskie XVI,16).

Wieszczbiarze wróżyli na różne sposoby: ze zjawisk atmosferycznych, z lotu ptaków, z zachowania zwierząt ofiarnych, z ich wnętrzności. Uprawiano również wróżbę "z wody". Przy tej ostatniej brało się pod uwagę kształt fali, pęcherzy, hałas, szmer, grę cieni. Wróżbiarze dostrzegali w nich jakieś obrazy, które kształtowały ich przepowiednie.

Każdy naród przywiązywał dużą wagę do snów. Powszechna wiara w prorocze sny została odtworzona w Piśmie Świętym. Wieszcze sny widzieli Abraham, Jakób, Józef i mnóstwo innych postaci biblijnych. Józef i prorok Daniel przedstawieni są w Biblii jako zawodowi tłumacze snów.

Z reguły prorocy widzieli przyszłość w rozmaitych marzeniach sennych. Być może dlatego proroków, jasnowidzów i somnambulików utożsamiano często ze sobą. (Warto przypomnieć, że samo francuskie słowo "somnambulik" znaczy "jasnowidzący".)

Autor biblijnej Księgi Liczb twierdzi, że Pan Bóg rozmawia z prorokami we śnie (Księga Liczb, XII,6). Wierzą w wieszcze sny i autorzy Nowego Testamentu. Na przykład ewangeliści twierdzą, że Józef, mąż Maryi, miał wieszczy sen. Prorocze widzenia senne mieli również mędrcy, którzy przyszli witać przyjście na Ziemię Syna Bożego Jezusa Chrystusa. "Dzieje Apostolskie", powołując się na proroka Joela, przepowiadają, że przed końcem świata starcy będą pouczani właśnie przez objawienia we śnie: "I będzie w ostateczne dni, (mówi Pan): Wyleję z Ducha mego na wszelkie ciało, a prorokować będą synowie wasi i córki wasze, a młodzieńcy wasi widzenia będą widzieć, a starcom waszym sny się śnić będą. A iście w one dni na sługi i służebnice moje wyleję z Ducha mego, i będą prorokować" (Dzieje Apostolskie, II, 17-18). Wiara w sny wieszcze była właściwa prawie wszystkim religiom świata, ponieważ uważano, że dusza podczas snu opuszcza ciało i ma możliwość wędrować osobno od swojej powłoki fizycznej. Wszystko, co dzieje się z nią podczas takich wędrówek, jest właśnie marzeniem sennym, na skutek samodzielnego doświadczenia duszy. Powstała nauka o wieszczych snach, która pozwolała na ich interpretację i przepowiadanie przyszłości. Znamienne jest to, że prorocze sny mają nie tylko ludzie pospolici, niewykształceni, ale również i władcy. Królowa Madagaskaru Ranawalana, która żyła w drugiej połowie XIX stulecia, specjalnym rozkazem zabroniła swoim podwładnym jawiać się jej we śnie. "Nie przestrzegających" tego zakazu oczekiwała wielka niełaska królowej. Ludzie przywiązywali zawsze dużą wagę do swoich snów.

Należy zauważyć, że było ku temu dużo ważnych podstaw. Na przykład z historii starożytnej wiadomo, że Kalpuria, żona Cezarza, widziała we śnie zabójstwo męża w przeddzień tego zdarzenia. Uratowani pasażerowie transatlantyckiego statku "Tytanik", który zatonął w 1912 roku, twierdzą, że w przeddzień zderzenia statku z fatalną górą lodową szesnastu osobom śnił się ten wypadek. Powszechnie znane są dokonane we śnie odkrycia, które były wielkimi osiągnięciami naszej cywilizacji. Dymitr Mendelejew we śnie zobaczył układ okresowy pierwiastków; Albert Einstein - teorię względności; noblista Niels Bohr - strukturę atomu; wybitny myśliciel starożytnej Grecji, Arystoteles - prawo dźwigni; James Watt - swoją maszynę parową.

Ludzie od dawna chcieli znać swoją przyszłość. Można przypuścić, że to dążenie jest zasadniczą cechą człowieka. Ze starożytnych źródeł, z mitów i legend dowiadujemy się, że niektóre osoby mogły skutecznie pokonywać trudności związane z przewidywaniem przyszłości (tzw. przejściem świadomości przez czas). Oprócz wyżej wymienionej wyroczni świątyni Apolla w Delfach, znane były również: wyrocznia boga Amona w Tebach, wyrocznia Zeusa w Dodonie i inne. W Dodonie wieszczbiarka Peliada piła wodę z gorącego źródła, które przepływało niedaleko śwątyni. Ta woda, jak przypuszczają dzisiejsi badacze odgrywała taką samą rolę, co dla współczesnych jasnowidzów wrzątek albo gorąca herbata.

Sybilla Delfijska, która po obowiązkowej trzydniowej głodówce dokonywała ablucji w gorącym źródle świątyni, siadała potem na trójnogu umieszczonym nad rozpadliną i, wdychając odurzające opary, wchodziła w trans, zdobywając w taki sposób zdolność przepowiadania przyszłości i odpowiadania na poprzednio zadawane pytania.

W dziełach wielkiego Homera w wielu miejscach mówi się o greckich wróżbitach, którzy mogli przepowiadać przyszłość nie używając środków narkotycznych.

Niektórzy autorzy piszą dzisiaj o prorokach, jak o szarlatanach oszukujących ludzi w celach komercyjnych. Czasem wyrocznia odmawiała odpowiedzi, nie tylko ludziom prostego stanu, ale również wielkim władcom. Aleksander Macedoński nic nie dowiedział się i musiał odejść, ponieważ Sybilla odmówiła mu odpowiedzi na pytanie o jego przyszłość. O tym, że przepowiednie kapłanek świątyni Apolla w Delfach nie miały "komercyjnego" charakteru, świadczy też fakt, że w zimie wróżby nie odbywały się w ogóle, to znaczy świątynia była nieczynna dla przepowiedni, a pod koniec II stulecia n.e. Sybilla Delfijska przepowiadała tylko sama i tylko raz w miesiącu...

Prorocy i prorokinie w dawnych czasach byli szeroko znani, chociaż więcej wiadomości pozostało o starożytnych prorokiniach, które zwały się sybillami. Jedną z najbardziej popularnych była Demofilla, która żyła w VI stuleciu przed n.e. w mieście Kume i dlatego nazywała się Sybilla Kumska. Związana jest z nią legenda o tym, jak król rzymski Tarkwiniusz Pyszny znalazł się w skomplikowanej sytuacji, kiedy Sybilla Kumska zaproponowała mu zakup dziewięciu ksiąg jej przepowiedni. Król odmówił, wtedy prorokini spaliła trzy z dziwięciu ksiąg i zaproponowała imperatorowi kupienie reszty za taką samą cenę, ale on znów odmówił. Wtedy prorokini spaliła jeszcze trzy księgi i znów zaproponowała pozostałe trzy, za taką samą cenę. Po długich namysłach i naradach ze swoimi powiernikami Tarkwiniusz w końcu nabył je. Tę legendę zwykle podaje się jako historię, która wyjaśnia pojawienie się "Ksiąg Sybillińskich".

Najbardziej obfitujące w jasnowidzów i wróżbiarzy okazało się średniowiecze. Wystarczy wymienić imię Michała Nostradamusa (1503 - 1566), który mieszkał na dworze Karola IX. Nostradamus zostawił po sobie księgę przepowiedni pt. "Centuries astrologiques" (1555). Książka przedstawia zbiór proroctw - napisanych prozą i czterowierszem - w których Nostradamus nawiązuje do wydarzeń poczynając od XVII w. n.e. do połowy IV tysiąclecia (tzn. prawie na dwa tysiące lat w przyszłość).

W latach siedemdziesiątych XX stulecia na przepowiednie Nostradamusa zwrócili uwagę zachodni badacze. Historycy porównywali jego przepowiednie z wydarzeniami, które już spełniły się. Chodzi o: I wojnę światową i zastosowanie w tym czasie samolotów, o październikowy przewrót w Rosji w 1917 roku, dojście do władzy nazistów, II wojnę światową, jej wynik, a również o losy poszczególnych jednostek w historii XIX - XX w.

W swoich czterowierszach Nostradamus, na przykład, szczegółowo opisał historię Napoleona Bonapartego, chociaż w tekstach "Centuries" nosi on imię Napolonor. Być może nie jest to nawet pomyłką Nostradamusa, tylko błędem drukarskim jego wydawcy (co często zdarza się i teraz). Nostradamus, opisując faszystowskich przywódców Trzeciej Rzeczy, wymienia nazwisko Hisler, jako jednego z nazistów, który zginie w XX w. razem z faszyzmem. Wielu badaczy "Centuries" (w tym i autor niniejszej książki) myśleli najpierw, że jest to niedokładnie napisane imie Hitlera. Tymczasem w 1990 roku w gazecie "Sowierszenno sekretno" ("Ściśle tajne") wydawanej przez Juliana Semionowa został opublikowany fragment tak zwanego "testamentu Hitlera", w którym mowa o tym, że osobistym rozkazem z 25 kwietnia 1945 roku Hitler usuwa ze wszystkich stanowisk Heinricha Himmlera i powołuje na stanowisko ministra spraw wewnętrznych Niemiec "gauleitera Paula Hislera". Jak więc okazało się, Nostradamus był absolutnie dokładny w przepowiedni imion i zdarzeń, które miały nastąpić za kilkaset lat (precyzyjność charakteryzuje również inne jego przepowiednie).

Michel de Nostre-Dame na królewskim dworze pełnił oprócz funkcji medycznych, również obowiązki nauczyciela przyszłej królowej Szkocji Marii Stuart, której przepowiedział tragiczny los i śmierć na szafocie w lutym 1587 roku.

Prorocze widzenia mieli w średniowieczu nie tylko tacy wybitni jasnowidzowie jakim był Nostradamus. Zostały również udokumentowane "dziwne widzenia" władców średniowiecznej Europy, wśród których szczególne miejsce zajmuje protokół "Widzenia Karola XI" (króla szwedzkiego, ojca Karola XII, który został pokonany pod Połtawą).

Jak twierdzi Prosper Merimee, autentyczny protokół widzenia poświadczony podpisami królewskich dworzan i osobistym podpisem Karola XI, przechowuje się w archiwum państwowym Szwecji. Treść jego była znana i wielokrotnie mówiono o nim zanim jeszcze spełniły się wszystkie opisane w nim zdarzenia.

Protokół jest datowany na 1693 rok. Niedługo przed tym zmarła trzydziestosiedmioletnia żona Karola XI Ulrika Eleonora...

"Późnym jesiennym wieczorem posępny i zadumany Karol siedział w szlafroku i pantoflach przed płonącym kominkiem w swoim gabinecie w pałacu w Sztokholmie. Byli przy nim jego kamerdyner - hrabia Brahe - i lekarz Baumharten, wolnomyśliciel i sceptyk. (Ich sygnatury widnieją na wspomnianym protokole.) Było późno, ale niezręczne milczenie nie pozwolało im odejść. Próby nawiązania rozmowy spełzły na niczym. Noc była ciemna. Księżyc znajdował się w pierwszej kwadrze. Karol XI mieszkał jeszcze w swym starym pałacu, znajdującym się na krańcu Riterholmu i wychodzącym na jezioro Melar. Był to olbrzymi gmach w kształcie podkowy. W jednym końcu mieścił się gabinet króla, a prawie naprzeciw sala, gdzie zbierali się przedstawiciele stanów, kiedy przychodziło im wysłuchać wypowiedzi króla.

Król się zdziwił, że o tak późnej porze okna tej sali świeciły jaskrawym światłem, które nie wyglądało na światło pojedynczej pochodni czy pożaru, bo nie było dymu, szyby były całe i nie dochodził żaden hałas. Wszystko to wskazywało, że ktoś oświetlał salę z jakiegoś powodu. Hrabia Brahe chciał zawołać pazia, żeby wyjaśnić przyczynę pojawienia się światła, ale król zatrzymał go.

- Chciałbym sam pójść do tej sali - powiedział i wyszedł z gabinetu. Dworzanie udali się za nim ze świecami w rękach. Stróż już spał. Obudzili go i kazali otworzyć salę zebrań. Gdy stróż otworzył pierwsze drzwi do galerii, swoistego przedpokoju, król, który wszedł jako pierwszy, był zaskoczony tym, że ściany zasłonięto czarną draperią.

Na gniewne pytanie króla o przyczynę tej zmiany nie padła żadna zadowalająca odpowiedź. Zaznaczono tylko, że obicie "nie pochodzi z królewskich magazynów".

Król spiesznie podszedł do drzwi sali i rozkazał otworzyć ją. Drżący stróż nie umiał trafić kluczem do dziurki. Król rozkazał hrabiemu otworzyć drzwi. Hrabia wylewnie odmówił, powołując się na lęk przed "siłami piekielnymi".

Król wyrwał klucz z rąk osłupiałego stróża i, własnoręcznie otworzywszy drzwi, wszedł do sali ze słowami: "Niech was Bóg pobłagosławi!" Osoby towarzyszące królowi podążyły za nim. Mnóstwo pochodni oświecało olbrzymią salę. Ściany zasłonięte były również czarnym suknem. Ze ścian zwisały sztandary pokonanych wrogich pułków. Szwedzkie sztandary były pokryte krepą żałobną.

Na ławach siedziało mnóstwo ludzi w żałobnych szatach. Żaden z wchodzących nie poznał żadnego z siedzących na sali.

Na wzniesieniu znajdował się królewski tron, na którym siedział zakrwawiony trup w królewskiej postaci. Po jego prawicy stał chłopczyk z koroną na głowie i berłem w ręku, a po lewej - starszy człowiek w galowym płaszczu starodawnych władców Szwecji, opierając się o tron. Naprzeciw tronu na biurku leżały foliały i zwoje pergaminu. Siedziało kilku sędziów w czarnych ubraniach. Między tronem a ławami znajdował się okryty czarną krepą szafot, obok leżała siekiera.

Karol i trzech towarzyszących weszli niezauważalni. Usłyszeli gwar. Przewodniczący wstał i trzykrotnie uderzył dłonią w otwarte foliały. Nastało milczenie. Z przeciwległych drzwi sali weszli do niej młodzi ludzi w bogatych szatach ze związanymi rękami. Ten, który szedł z przodu stał przed szafotem, opuścił się na kolana i wyciągnął szyję. Siekiera głośno opadła. Potok krwi trysnął na podłogę, a odrąbana głowa potoczyła się pod nogi Karola XI i ochlapała krwią jego pantofel.

Karol zrobił kilka kroków w kierunku tronu i, zwróciwszy się do sylwetki w galowym płaszczu, powiedział: "Jeśli zostałeś wysłany przez Boga, mów. Jeśli przez kogo innego - idź od nas!"

Zjawa odpowiedziała powoli i uroczyście: "Królu Karolu! Ta krew wyleje się nie za twoich rządów (w tym miejscu głos zrobił się mniej zrozumiały) ale po tym, jak upłynie pięć następnych. Biada, biada, biada dla domu Wazów!"

Sylwetki mnóstwa ludzi i światło pochodni zaczęły gasnąć aż całkiem zniknęły. Według zdania obecnych widmo trwało prawie dziesięć minut. Wszystko zniknęło... Tylko na pantoflu Karola XI została krwawa plama.

Po powrocie do gabinetu król kazał zapisać to wszystko, co zobaczyli, i wszyscy czworo relację tę podpisali. Mimo zastosowanych środków ostrożności dokument nabrał rozgłosu jeszcze za życie Karola XI (1655 - 1697).

Wiele wspólnego ma "widzenie Karola XI" z okolicznościami śmierci króla szwedzkiego Gustawa III (1746 - 1792), jak również szczegółami sądu nad jego mordercą, młodym szlachcicem Ankapstremem. Trup - to właśnie Gustaw III, chłopczyk - jego syn i następca Gustaw Adolf, starzec - to książę Sudermanlandzki, wuj Gustawa III. Interwał między zdarzeniami - 99 lat." (Prosper Merimee, Kroniki Karola IX).

Od 1745 roku miewał prorocze widzenia znany mistyk XVIII stulecia Emanuel Swedenborg, który opisał je potem w książce "O niebiosach, świecie duchów i piekle". Historycy twierdzą, że pewnego razu jego wyjątkowe zdolności jasnowidza zostały sprawdzone w obecności niemieckiego filozofa Kanta.

Również w XVIII stuleciu żył inny znany jasnowidz, wymieniony w I tomie encyklopedii Brockchausa i Efrona, gdzie czytamy: "Abel - mnich, wróżbita, chłopskiego pochodzenia. Za swoje przepowiednie dnia i godziny śmierci Katarzyny II i Pawła I, najazdu Francuzów i spalenia Moskwy wielokrotnie trafiał do więzienia, gdzie spędził ogółem około dwudziestu lat. Na rozkaz Mikołaja I został zamknięty w Spaso-Jefimiewskim klasztorze, gdzie zmarł w 1841 r."

Mimo prześladowania przez Kościół prorocy i prorokinie byli bardzo rozpowszechnieni w średniowiecznej Europie. Warto przypomnić sobie wybitną bohaterkę narodu francuskiego - która została spalona na stosie, a później kanonizowana - "Dziewicę Orleańską". Joannie d'Arc, prostej dziewczynie z chłopskiej rodziny z wioski Domremi, król francuski, z powodów zupełnie niezrozumiałych w XX stuleciu, powierzył armię francuską. Pod dowództwem kobiety z ludu, która bez wątpienia posiadała niezwykłe zdolnosci percepcji pozazmysłowej, znaleźli się nie tylko żołnierze i generałowie, lecz również i arystokracja księżęcej krwi. Jak wiadomo, Joanna d'Arc wygrała cały szereg bitew, wykazując się jako świetny dowódca (mimo, że była niepiśmienna). Później wydano ją Anglikom i po wyroku sądu inkwizycji została spalona jako czarownica. Biografowie Joanny d'Arc opowiadają, że od dzieciństwa miała "cudowne widzenia" i słyszała głosy aniołów, które pomagały jej zwyciężać w bitwach.

W średniowieczu jasnowidzenia i wróżbiarstwa nie uważano za coś dziwnego i niezwykłego. Wystarczy przypomnieć sobie dzieła Williama Szekspira, gdzie przepowiednie zdarzają sie dosyć często, na przykład, proroctwo Makbeta, które się spełniło.

Słynną postacią był również hrabia Saint-Germain, wymieniony przez Puszkina w "Damie pikowej" jako wróżbita, który odkrył starej hrabinie tajemnicę trzech kart...

Saint-Germain twierdził, że żyje na Ziemi już kilka tysięcy lat, że znał osobiście Sokratesa i Jezusa Chrystusa, że jest zdolny przepowiadać przyszłe wydarzenia. Jak wynika z dokumentów XVIII stulecia, hrabia Saint-Germain naprawdę zajmował się wróżbiarstwem przy pomocy dzieci. Doprowadzał swoje młode media do stanu hipnotycznego przez skupienie ich wzroku na kryształowej karafce, przenosząc w taki sposób świadomość "asystentów" do przyszłości. Dziecko zaś, będąc w stanie somnambulicznym, przepowiadało. Istnieje autentyczna rycina, na której został przedstawiony taki seans, prowadzony przez Saint-Germaina przed rodziną królewską. Saint-Germain stoi za chłopczykiem, trzymając rękę na jego głowie. Chłopczyk patrzy na karafkę i przepowiada przyszłość siedzącej przed nim królewskiej rodzinie i dworzanom.

Podobna psychotechnika jest opisana w książce W. Collinsa pt. "Kamień księżycowy", gdzie jedna ze scen przedstawia, jak Hindusi, którzy przyjechali do Anglii w celu odzyskania brylantu - skradzionej relikwii ich świątyni - pogrążają chłopczyka w transie przez skupienie jego wzroku na czarnym płynie, nalanym na dłoń. Jednocześnie wykonują nad nim passy, po czym zastyga on w bezruchu i jest już przygotowany, aby odpowiadać na pytania.

"- Tą czy inną drogą przejdzie Anglik, który przybył z dalekich krajów?

Chłopczyk odpowiedział:

- Tą drogą..."

Wielu wróżbiarzy cierpiało za swój dar, jak na przykład mnich Abel czy też znana prorokini, córka króla Troi Kassandra, która przepowiedziała upadek i zniszczenie Troi. Nie uniknęła nieprzyjemności i znana paryska jasnowidząca zeszłego stulecia Maria Anna Adelaida Lenormant, która mimo że była przyjaciółką żony Napoleona - Józefiny - była prześladowana i została zesłana z Paryża, dokąd wróciła dopiero po upadku cesarza. Po powrocie do Paryża Maria Lenormant spotkała się z przyszłym dekabrystą Sergiejem Iwanowiczem Murawjowem-Apostołem. Opowieść o tym spotkaniu została spisana z jego słów i opublikowano ją w czasopiśmie "Ruskie Archiwum" (1871, Nr 1, s. 262).

"Podczas zajęcia przez rosyjską armię Paryża w 1814 roku, które nastąpiło po odwrocie Napoleona z Rosji, wspaniały młody oficer gwardyjski Sergiej Iwanowicz Murawjow-Apostoł z przyjacielem odwiedzili znaną jako "Sybilla z przedmieścia Saint-Germain", paryską wróżkę Marię Lenormant (1772 - 1843). Oficerowie zapytali ją o swój los. Wróżka powiedziała, że obydwaj zginą śmiercią gwałtowną. Zwracając się do Murawjowa powiedziała: "Zostanie Pan powieszony!" Oburzony na wiadomość o haniebnej egzekucji młodzieńczo żywiołowy 18-letni Murawiow ostro sprzeciwił się jej, mówiąc, że nie jest "byle Anglikiem, tylko rosyjskim szlachcicem" (w Rosji wówczas została zniesiona kara śmierci dla przedstawicieli szlachty). Jednak okropna przepowiedź spełniła się po dwunastu latach, kiedy wśród pięciu powieszonych dekabrystów znalazł się i Sergiej Iwanowicz Murawjow-Apostoł."

Ciekawe jest, że współcześni Puszkina byli przekonani, że słynna petersburska wróżka tamtych lat Aleksandra Filipowna Kirchgof, około 1818 roku przepowiedziała Aleksandrowi Puszkinowi "skore otrzymanie pieniędzy, dwa zesłania, ożenek, rozgłos" oraz, że może żyć długo, ale "w 37 roku życia powinien wystrzegać się wysokiego jasnowłosego człowieka, białego konia i białej głowy". Niedługo przepowiednie zaczęły się spełniać, co naturalnie zwróciło uwagę Puszkina, który, według świadectw współczesnych, mocno ją zapamiętał i nawet żartował na ten temat. Z dziennika A.N. Wulfa wiadomo, że przygotowując się do pojedynku z hrabiem Tołstojem, który miał przezwisko "Amerykanin", Puszkin kilka razy powtórzył: "Ten mnie nie zabije, a zabije jasnowłosy, tak wieszczyła czarownica!.." Skończywszy 37 lat Puszkin prawdopodobnie wypróbowywał los, sam usiłował zaczepiać "wysokich blondynów" i niebawiem został zabity przez wysokiego (180 cm) kawalerzystę Dantesa, który nosił biały mundur i miał białego konia.

Michał Lermontow również posiadał dar jasnowidzenia. Istnieje jego wiersz, który przerażająco dokładnie opisuje wydarzenia mające nastąpić po roku 1917. Ciekawe jest, że sam poeta zatytułował go "Przepowiednia":

Nadejdzie rok, rok czarny krwi pożarów
Gdy padnie w proch korona z głowy carów
Zapomni tłum o dawnej czci dla pana
I karmą wielu będzie krew przelana;
Gdy czystych żon przed nożem i niesławą
Zwalone w gruz już nie osłoni prawo,
Ni dzieci ich niewinnych - gdy wśród sioła
Zarazy duch powstanie i wywoła
Z zapartych chat ukryty trwożnie lud...
I będzie żarł wnętrzności twardy głód,
I ogniem łun zapłonie każda rzeka...
Zabłyśnie wtedy władcza twarz człowieka
I poznasz go, i pojmiesz, patrząc z bliska,
Dlaczego nóż w prawicy jego błyska...
I biada ci! twój lęk, twej widok trwogi
Zbudzi w nim, wiedz! li tylko śmiech złowrogi;
I wszystko w nim okrutne i ponure,
Jak jego płaszcz i skroń wzniesiona w górę...

(Tłum. z ros. T. Stępniewski)

Nic dziwnego w tym, że w październiku 1989 r. z okazji 175-lecia urodzin M. Lermontowa "Literaturnaja Gazeta" opublikowała artykuł Larisy Wasyljewoj, który miał właśnie tytuł "Jasnowidz".

W 1987 roku w numerze 6. popularnego czasopisma "Ogoniok" ukazały się wspomnienia żony Bucharina - A.M. Łarinej. "Latem 1918 r. M.I. Bucharin przebywał w Berlinie. Oddelegowano go w celu przygotowania dokumentów związanych z Pokojem Brzeskim. Mikołaj Iwanowicz opowiadał w domu, że pewnego razu usłyszał historię o zadziwiającej wróżce, która przepowiada los. Z ciekawości, wraz z G. J. Sokolnikowem, postanowili odwiedzić wróżkę, która mieszkała na przedmieściu. To, co wywróżyła mu chiromantka, było przerażające:

- Zostanie Pan stracony w swoim kraju.

Bucharin zmieszał się. Wydało się mu, że się przesłyszał.

- Czy Pani sądzi, że władza radziecka zginie?

- Nie umiem powiedzieć, za jakiej władzy Pan zginie, ale będzie to niewątpliwie w Rosji."

Czy warto przypominać, że za dwadzieścia lat proroctwo berlińskiej chiromantki spełniło się...

Jednym z najbardziej znanych naukowców zajmujących się eksperymentalnym badaniem jasnowidzenia jest Szafika Karaguła, Amerykanka tureckiego pochodzenia, która mieszka w Los Angeles. Swoje wieloletnie doświadczenia zebrała w książce pt. "Wyłom do twórczości", w której opisuje amerykańskich biznesmenów, posługujących się w pracy swoimi zdolnościami jasnowidzenia. Jednym z nich jest niejaki pan Ray, wybitny amerykański przemysłowiec. Od rana w swoim gabinecie skupia się on na jednym ze swoich przedsiębiorstw, które są porozrzucane po całym terenie Stanów Zjednoczonych, widzi wszystkie problemy które wymagają jego natychmiastowej interwencji i stosuje środki do ich usunięcia, zanim jego pracownicy zameldują o trudnościach, które naprawdę następują. Zdolny jest również na kilka miesięcy wcześniej dowiedzieć się kiedy i z jakiego powodu, z jego firmy zwolni się odpowiedzialny pracownik. Mając taką informację Ray ma możliwość zawczasu przygotować mu odpowiedniego następcę.

Naukowcy, którzy badają historię takich zjawisk twierdzą, że zdolności jasnowidzenia posiada wielu działaczy politycznych. Na przykład, prezydent Stanów Zjednoczonych Abraham Lincoln miał dar przewidywania przyszłych wydarzeń politycznych.

Wiadomo również, że prezydent USA Jerzy Waszyngton w roku 1777 miał widzenie, w którym pokazano mu przyszłość kraju. Potem to widzenie podtrzymywało go na duchu podczas wojny. Waszyngton opowiadał generałowi Antonowi Sheridanowi, jak pewnego razu w 1777 roku pracował przy biurku, podniósł głowę i zobaczył nieznaną piękną kobietę, stojącą przed nim. Bardzo się zdziwił, ponieważ kilka godzin przed tym rozkazał nikogo nie wpuszczać. Poczuł się nagle jak obezwładniony, zaniemówił, coś sparaliżowało jego myśli. Ogarnęło go coś tajemniczego i potężnego. Powoli otoczenie zrobiło się promieniste, kobieta stała się eteryczną, a on poczuł, że umiera. Potem prezydent usłyszał głos, który ogłosił: "Synu republiki, patrz i ucz się!" Kobieta wyciągnęła rękę na wschód i Waszyngton przez rozproszającą się mgłę zobaczył obraz. Przed nim, na jednej płaszczyźnie leżały wszystkie kontynenty. Między nimi przetoczały się fale oceanów. Potem, na tle amerykańskiego kontynentu pojawiły się obrazy wydarzeń trzech wielkich kryzysów w życiu narodu amerykańskiego. Gdy obrazy zniknęły, postać powiedziała: "Synu republiki, to co zobaczyłeś tłumaczy się w sposób następujący. Trzy wielkie niebezpieczeństwa czyhają na twój kraj. Najbardziej okropne będzie trzecie, którego świat nie pokona, jeśli nie zjednoczy się. Niech każde dziecko republiki nauczy się żyć dla swojego Boga, swojego kraju i związku." Tak mówiąc widmo zniknęło i prezydent zrozumiał, że widział przyszłość, postęp i wielkie przeznaczenie Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Stalin również interesował się percepcją pozazmysłową. Kiedy dowiedział się, że do ZSRR przybył ukrywający się przed nazistami Wolf Messing, zaprosił go do siebie. Z inicjatywy Stalina zostały sprawdzone zdolności Messinga. Miał pobrać z banku 100 000 rubli, korzystając zamiast czeku z kartki papieru. Zrobił to. Były także inne testujące go zadania. Wolf Messing opisał to wszystko w swoich autobiograficznych książkach.

Jak twierdzą astrologowie Tamara i Paweł Głobowie, Stalin studiował dzieła Gurdżyjewa, jednego z wybitnych nauczycieli okultystycznych XX stulecia. W swej książce pt. "Róża świata" Danił Andrejew twierdzi, że Stalin sam umiał wchodzić w unikalny stan "choch-cha", który stanowi szereg stanów pośrednich, różniących się tylko stopniem hierarchicznym ciemnych sił świata astralnego, w kontakt z którym wchodzi jasnowidz. Najprawdopodobniej właśnie to pomagało Stalinowi wywierać bardzo mocny wpływ na ludzi, których ujarzmiał swoją wolą.

Wiadomo, że przez długie stulecia stosunek do zjawisk tego rodzaju był dwojaki. Z jednej strony, posiadających takie zdolności kanonizowano, z drugiej - prześladowano, wypędzano, palono na stosach. W badaniach percepcji pozazmysłowej brali udział Fryderyk Engels i Dymitr Mendelejew, który wygłosił odczyt naukowy na podstawie wyników badań tych zjawisk w carskiej Rosji.

Ponieważ wiedza ta była chroniona pod osłoną tajemnicy i mistycyzmu, religia, będąc przez stulecia podstawą ideologii, z jednej strony wykorzystywała te zjawiska, z drugiej - walczyła z nimi. Co do nauki, to z powodu niewytłumaczalności niektórych zjawisk, starała się "nie zauważać" ich.

Jednak, mimo że te zjawiska są niewytłumaczalne, jako pierwsi w XX wieku zaczęły korzystać z nich służby specjalne - wywiad i kontrwywiad.

W związku z tym interesująca staje się cytowana już książka Szafiki Karaguły, w której opisany został jeden z jasnowidzących pracowników kontrwywiadu Stanów Zjednoczonych "pułkownik Jim". Kiedy chciał on ocenić sytuację lub konkretną osobę, w jego świadomości wybuchał pewien symbol, charakteryzujący człowieka lub sytuację. Na przykład podczas rozpatrywania sprawy nominacji na poważne stanowisko jednego z pracowników systemu obrony USA, w świadomości "pułkownika Jima" wybuchł symbol, który wskazywał na to, że życiorys tego kandydata "nie jest w porządku". Doskonałe sprawdzenie kandydata ujawniło, że jest on szpiegiem obcego kraju...

W 1970 r. w tygodniku "Niediela" został opublikowany wywiad korespondenta A. Jewsejewa z radzieckim wywiadowcą, pułkownikiem Łonowem, którego praca za granicą częściowo została odtworzona w filmie "Martwy sezon", gdzie wystąpił pod nazwiskiem Lonsdale. Oto fragment tego wywiadu:

"ŁONOW: Bardziej ufam moim osobistym uczuciom, niż temu, co jest napisane w kwestionariuszach i opiniach.

DZIENNIKARZ: Czy wierzy Pan w nieomylność swojej intuicji?

ŁONOW: Na 90 procent. Nie widzę w tym żadnej mistyki. Dla wywiadowcy dobrze rozwinięta intuicja jest niezbędna."

Nie ryzygnują z usług jasnowidzów i astrologów również współcześni działacze polityczni. Jasnowidząca Joanna Quingley, osobisty astrolog prezydenta Ronalda Reagana, przepowiedziała dzień, w którym przestrzelą mu lewe płuco, po czym prezydent zaczął poważnie traktować jej prognozy.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Astrologów i Jasnowidzących udziela konsultacji wielu politykom, i teraz znany jest już fakt, że Johna Kennedyego zabito w przepowiedziany zawczasu dzień.

W latach pięćdziesiątych w Pradze pracował najsłynniejszy psycholog Milan Ryzl, który zajmował się szkoleniem jasnowidzących. Pracując ze studentami praskich szkół wyższych wybierał dla swoich badań młodych ludzi, u których nie występowało mimowolne jasnowidzenie (o szczegółach jego metody opowiemy później).

Milan Ryzl wprowadzał badanych w "stan zmieniony" i miał możliwość sterowania ich świadomością, wysyłając ich do ustalonych punktów czasoprzestrzeni, a później przekazywał sterowanie tym procesem samemu badanemu. W roku 1967 Miłan Ryzł w kijowskim Instytucie Psychologii wygłosił odczyt naukowy o swojej pracy zatytułowany: "Trening percepcji pozazmysłowej za pomocą hipnozy." Autorowi tej książki zdarzyło się spotkać z Milanem Ryzlem w 1967 r., a później przygotowywać jasnowidzących jego metodą. W 1968 r. podczas wydarzeń w Czechosłowacji Milan Ryzl wyemigrował do USA, i podjął pracę w NASA. Została tam wówczas utworzona grupa do badań kosmicznych za pomocą parapsychologii: telepatii, jasnowidzenia i metody "projekcji astralnej". Po trzech latach, w roku 1971 amerykańskie gazety poinformowały, że wykonano cztery seanse telepatyczne między statkiem kosmicznym "Apollo" a Ziemią podczas jego lotu na Księżyc. Z dwustu wizerunków talii kart Zenera nadanych z kosmosu przez astronautę Edgara Mitchella 51 okazało się zgodnych (tzn. że zobaczył je jego partner telepatyczny w Huston). Prawdopodobieństwo przypadkowości tego wyniku, według oceny amerykańskich badaczy, wynosi 0,0003.

Przez ostatnie 20 lat badania kosmosu przeprowadza się w NASA za pomocą metody "projekcji astralnej", to znaczy kiedy "astronauta-operator", znajdujący się w Huston, wysyła swego "sobowtóra astralnego" do innych światów. W taki sposób zostały uzyskane wizerunki powierzchni planet (w szczególności Marsa), które później potwierdziły się na zdjęciach ze statków kosmicznych programu "Wiking".

Amerykańscy badacze kosmosu za pomocą jasnowidzenia nie ograniczają się do badania planet systemu słonecznego. Metodą "projekcji astralnej" uzyskano wizerunki planet innych gwiazd. Biorąc pod uwagę precyzyjność, z którą "sobowtóry astralne" opisują powierzchnię Marsa, Wenus, Merkurego, precyzyjność wynikającą ze zdjęć tych planet, można spodziewać się, że badania te potwierdzą swoją przydatność w przyszłości, kiedy statki kosmiczne Ziemian dotrą do tych odległych obiektów.

Nie mniej sensacyjna wiadomość została opublikowana w gazecie "Komsomolskaja Prawda" z 25 marca 1989 r. w artykule Warsegowa pt. "Latająca Lela". Opisuje w nim 12-letnią dziewczynkę, która - to wynika z jej słów - podróżuje w przestrzeni kosmicznej i zwiedza różne planety, a później opowiada, co tam zobaczyła.

W b. ZSRR zjawiska percepcji pozazmysłowej są stosowane w pierwszej kolejności przy diagnostyce.

Jasnowidząca z Doniecka J. F. Worobiowa, po śmierci klinicznej, na skutek porażenia prądem wysokiego napięcia, nabyła zdolności do jasnowidzenia i nauczyła się obserwować organy wewnętrzne ludzi. Worobiowa została przebadana przez profesora donieckiego instytutu medycyny L. Taranienkę. Doktor Taranienko pisze, że "przez przypadek, co się przydarzył J. Worobiowej, zdobyliśmy poważny materiał naukowy". Worobiowa zaś opowiada, że w trakcie jasnowidzenia, kiedy ona ma prowadzić diagnostykę i obserwować organy wewnętrzne człowieka "wszystko się odbywa niemal mimowolnie. Odczucie to nie znika, ale również nie jest trwałe [...] nie można go wywołać na zawołanie [...] widzę wnętrzności jak na ekranie telewizora. Nie mogę opisać swoich uczuć, ale one są zupełnie realne, żadnej mistyki w nich nie ma. Jestem materialistką."

Wyróżnia się swymi wyjątkowymi zdolnościami jasnowidzenia, diagnostyki i uzdrawiania Teodora Koniuchowa, zamieszkała w białoruskiej wsi Pilszyczy. Koniuchowa, będąc w Moskwie lub w Mińsku "widzi", prowadzi diagnostykę i uzdrawia chorych, którzy mogą wówczas znajdować się na drugim końcu kraju. (Jeden z takich seansów odbył się w Nowosybirsku). Do tego wystarczy telefoniczne połączenie ją z chorym.

Inny znany bioterapeuta Piotr Utwenko, zamieszkały sto kilometrów od Kijowa, we wsi Diweń, zdobył szeroki rozgłos dzięki swemu wyjątkowo rozwiniętemu darowi jasnowidzenia i bezinteresownemu uzdrawianiu ludzi za pomocą środków od dawna stosowanych w znachorstwie. Piotr prosi pacjenta aby dał mu chustkę do nosa, przykrywa nią pustą szklankę i... opowiada o pacjencie wszystko, włącznie z informacją o jego chorobach, defektach anatomicznych, faktach biografii itd.

Na pytanie o to, co widzi na chusteczce, P. Utwenko odpowiada: "Spostrzegam człowieka jako białe tło, na którym, jak na papierze fotograficznym, pojawiają się, występują plamy chorób".

W książce S.Karaguły opisana jest wieloletnia praca jednej ze znanych jasnowidzących ze Stanów Zjednoczonych - Diany, która posiada zdolność obserwowania organów wewnętrznych człowieka i precyzyjnego diagnozowania ich stanu. "Obserwuje życiowe ciało energetyczne, czyli pole, które znajduje się w podstawie ciała fizycznego, przeszywając go jak błyszcząca pajęczyna albo promień światła. Ta tkanina wibracji świetlnych ciągle porusza się niby linie światła na ekranie telewizora, kiedy wizerunek nie znajduje się w ognisku. Ciało energetyczne przenika do wnętrza ciała fizycznego, przeszywa go, występuje z niego na 1 - 2 cali, i jest precyzyjną kopią ciała fizycznego. Twierdzi, że każda usterka w samej strukturze fizycznej ludzkiego organizmu jest poprzedzana, a później występuje jednocześnie z usterką w tym ciele energetycznym, czyli polu. W polu energetycznym obserwuje osiem większych wirów sił i dużo mniejszych, które wyglądają jak spirala w kształcie stożka. Mogą ruszać się szybko albo powoli, rytmicznie albo szybkimi skokami. Obok tego występują również rozdarcia tkaniny energetycznej. Każdy wir składa się z kilku mniejszych spiralopodobnych stożków energii. Większe wiry różnią się między sobą ilością mniejszych spiralopodobnych stożków.

Pięć dużych wirów znajduje się wzdłuż prostej linii kręgosłupa: jeden u jego trzonu, drugi prawie w środku, między pępkiem a kością łonową, trzeci obok pępka, czwarty na linii środkowej części mostka w okolicach serca, piąty obok krtani albo jabłka Adama. Szósty duży wir, który znajduje się po lewej stronie ciała, w okolicach śledziony i trzustki, widocznie nie jest związany z łańcuchem wirów umieszczonych wzdłuż kręgosłupa. Dwa ostatnie duże wiry znajdują się: pierwszy mniej więcej między brwiami, drugi - na czubku głowy. Według stanu tych wirów Diana przeprowadza diagnostykę chorób."

Te wiry energetyczne umieszczone wzdłuż kręgosłupa przerażająco zgadzają się z "czakrami", wzmiankowanymi w hinduskich księgach tysiąc lat temu. Autorzy hinduscy również opisują siedem centrów energetycznych - "czakr" ("czakra" w sanskrycie znaczy koło), które według hinduskiej tradycji odtwarzają się w postaci kwiatów lotosa, umieszczonych wzdłuż kręgosłupa i mających różną ilość płatków. Ilość tych płatków odpowiada ilości mniejszych stożków, łączących się w jednym dużym wirze, który to właśnie widzi Diana. Dolna czakra, znajdująca się przy kości guzicznej, nazywa się "muladchara"; następna, trochę wyżej wzgórka łonowego - "swadchistana"; trzecia, w okolicach splotu słonecznego - "manipura"; czwarta, na piersi, na linii serca - "annachata"; piąta czakra w okolicach jabłka Adama - "wiszudcha"; szósta, trochę wyżej linii nadbrwiowej - "adżna" (właśnie tu, według hinduskiej tradycji, znajduje się trzecie oko, które odpowiada za jasnowidzenie); siódma czakra, która znajduje się nad czubkiem trochę wyżej głowy i łączy, zdaniem Hindusów, człowieka z kosmosem, nazywa się "sachasrara".

Ciekawe, że dawny system "czakr", znajdujących sie tam, gdzie obserwowała "wiry energetyczne" Diana, nawet w szczegółach zgadza się ze współczulnym układem nerwowym, który został opisany przez Lengley'a. Ten układ (wielki rosyjski fizjolog I. Pawłow nazywał go "pierwszym układem sygnałów") odpowiada za najbardziej precyzyjną regulację przemiany materii, energetycznych i informacyjnych procesów w organizmie człowieka. Znany fizjolog XIX stulecia Testu w dziele pt. "Anatomia człowieka" pisze: "Współczulny układ nerwowy składa się z dwóch dużych nerwów, które idą wzdłuż kręgosłupa i przylegają do niego z obu stron. Zaczynają się na dole, przy ostatnim kręgu krzyżowym i kończą w mózgu. Dzielą się one na następne grupy: a) cztery pary nerwów krzyżowych, które stanowią splot krzyżowy; b) cztery pary nerwów lędźwiowych, unerwiających duże naczynia i śledzionę; c) dwanaście par piersiowych nerwów i nerwów na plecach, stanowiących razem splot trzewny; d) trzy pary nerwów prowadzących do serca i stanowiących splot sercowy; e) splot gardłowy i dwa na głowie; f) porowate (w przedniej części głowy); g) szyszynka. Te nerwy znajdują się wzdłuż nerwu trójdzielnego..."

Badania jasnowidzenia na dużą odległość prowadziła Akademia Nauk ZSRR w październiku 1984 roku wspólnie z amerykańskim instytutem "Bay Research". Przeprowadzono dwa eksperymenty na dystansie dziesięciu tysięcy mil. W tych badaniach brała udział bioenergoterapeutka Dżuna (Eugenia Dawitaszwili). W autobiograficznej książce "Słucham swoich rąk" Dżuna pisze o tych badaniach: "Russel Targ i Elizabeth Targ zaproponowali mi "zobaczyć" i opisać dwa miejsca na terenie San Francisco.

Pierwsze zadanie Elizabeth Targ sformułowała w następujący sposób: "Niech Pani opisze miejsce w San Francisko, gdzie za 6 godzin ma pojawić się nasz pracownik Keith Harary". Krótko mówiąc, gdy Keith Harary słodko spał u siebie w Kalifornii, ja już opisywałam Elizabeth to miejsce, które on wybierze za 6 godzin, posługując sie generatorem liczb przypadkowych. Wybierze z sześciu interesujących, chociaż i nie bardzo znanych miejsc swego miasta, gdzie ja, oczywiście, nigdy nie byłam...

Trudno, prawie niemożliwie, opisać stan, w którym przebywałam podczas eksperymentu. Niby z oddali słyszałam pytania Elizabeth i, przykrywszy oczy dłonią, widziałam jak naprzeciw mnie, z prędkością światła - nie, chyba prędzej, z prędkością ciemności - lecą przestrzenie, nabywając niewyraźnych kształtów jakichś obiektów. Elizabeth powiedziała do mnie: "Jutro nasz kolega w San Francisco będzie w miejscu, o którym nic nie wiemy. Proszę myśleć o nim i opowiadać, co Pani przy tym odczuwa, jakie pojawiają się obrazy?"

Głucho, prawie nie poznając swego głosu, odpowiadam: "Widzę jakiś plac... ten plac znajduje się przed dużymi domami. Jeden dom jest w kształcie kopuły... nie, raczej jest podobny do trójkąta." (Narysowałam ten dom na papierze i potem, żeby odtworzyć dokładniej to, co "zobaczyłam", rysowałam inne rzeczy.) "Od domu idzie duża droga, skręca... ta droga jest jak krąg."

Potem Elizabeth prosiła, żebym opowiedziała jak wygląda to miejsce z punktu, gdzie będzie stał Keith.

Jednym słowem, opisałam 93 znaki, wymieniłam mnóstwo szczególów tego miejsca. Wśród nich były takie, jak: "profil i oczy zwierzęcia ze spiczastymi uszami" czy "biała kanapa"...

Już o północy czasu moskiewskiego Amerykanie zadzwonili do San Francisco i dowiedzieli się, że Harary w ciągu pół godziny znajdował się w obiekcie nr 4. Moskiewscy organizatorzy eksperymentu otworzyli kopertę z tą cyfrą i zobaczyli zdjęcie na którym była... karuzela przy przystani 39. Jedną z postaci był zabawkowy koń "o dużych oczach i spiczastych uszach" i "biała kanapa" - siedzenie."

W książce W.N. Puszkina i A.P. Dubrowa "Parapsychologia i współczesne przyrodoznawstwo" opisano wiele eksperymentów, z których część miała miejsce w Moskwie w latach osiemdziesiątych.

"Obserwowaliśmy, na przykład, zdolności jasnowidzenia jednej kobiety, Heleny Agarkowej, która w szczegółach opisała przez telefon wnętrze pokoju, w którym znajdowaliśmy się. Przedtem nigdy nie była w tym pokoju. Wśród obiektów, znajdujących się tutaj, były i dość dziwne rzeczy. Na przykład kompozycja korali przywieziona z Wietnamu. Jasnowidząca wymieniła miejsce w pokoju, gdzie znajdowała się ta kompozycja, i scharakteryzowała ją. Opisała również relief, wiszący na ścianie, wymieniła metal, z którego został zrobiony, ściśle oznaczyła osobliwości wizerunku."

Zdolności jasnowidzenia naszych współczesnych występowały również podczas tragicznych wydarzeń ostatnich lat. Tak w tydzień przed katastrofą amerykańskiego statku kosmicznego "Challenger" jasnowidzący z Kijowa O.N. Komow, pracownik jednego z instytutów naukowo-badawczych, powiedział autorowi tej książki, że widział to wydarzenie w szczegółach i odczuwał to tak, jak gdyby tydzień później naprawdę znajdował się na pokładzie "Challengera" w tym fatalnym czasie.

Inny jasnowidzący, moskiewska artystka Larisa Korabielnikowa, z którą prowadzi badania doktor nauk I.M. Kogan, skutecznie odnalazła na mapach miejscowości ludzi, którzy trafili pod gruzy na skutek tragicznego trzęsienia ziemi w Leninakanie i Spitaku.

"Po wielkim trzęsieniu ziemi w Armenii L.Korabielnikowa, czwartego dnia swego pobytu w Erewaniu, korzystając z map rejonów przekazała szczegółową informację o uwięzionych pod gruzami ludziach: kto i gdzie znajduje się, w jakim stanie. Na mapach zaznaczyła obiekty, gdzie jej zdaniem zostali żywi ludzie."

Informacje, otrzymane od L. Korabielnikowej, pozwoliły uratować kilkadziesiąt osób.

Te i inne udokumentowane świadectwa prowadzą nas do niezbitego wniosku, że ludzkość w przeciągu całej swojej historii z powodzeniem posługuje się fenomenalnymi możliwościami jasnowidzenia.

Ten krótki przegląd historii jasnowidzenia chciałbym zakończyć słowami Dżuny Dawitaszwili z wyżej wymienionej książki: "Jeszcze raz przekonałam się, że ludzkość stoi na progu najbardziej ważnych odkryć, które przyniosą mu nieznane dotychczas korzyści i możliwości."

Rozdział 2
TEORIA JASNOWIDZENIA

Tych zjawisk nie można ignorować - trzeba je uważnie obejrzeć,
dowiedzieć się, co w nich należy do kategorii znanych zjawisk fizycznych,
co do dziedziny ludzkich halucynacji, co do oszustw a co,
w końcu, do kategorii zjawisk obecnie niewytłumaczalnych,
odbywających się zgodnie z nieodkrytymi jeszcze prawami natury.

Dymitr Mendelejew     

Przekonaliśmy się, że jeszcze w starożytności ludzie stosowali jasnowidzenie do celów praktycznych. Jednak miniona, a do niedawnych czasów i współczesna nauka traktowała te zjawiska jako cuda. Oczywiście, ludzie próbowali jakoś wytłumaczyć swoje wyobrażenia o mechanizmach jasnowidzenia, usiłowali pogodzić je ze swym systemem światopoglądowym. Najbardziej rozpowszechnione były teorie o duszy, oddzielającej się od ciała fizycznego, o czym była mowa w poprzednim rozdziale. Nie trzeba zapominać o tym, że starożytni rozpatrywali Wszechświat jako składający się z czterech żywiołów: ziemi, wody, powietrza i ognia. Ta, wydawałoby się, prymitywna teoria znalazła swoje potwierdzenie w XX wieku, kiedy okazało się, że materia może znajdować się tylko w czterech stanach skupienia: w stałym, ciekłym, lotnym i w postaci plazmy, co całkowicie zgadza się z przedstawieniami starożytnych o czterech żywiołach. Uważając człowieka za nieodłączną część Wszechświata, mędrcy starożytności konkretnie wpisywali go w ten świat i zupełnie logicznie twierdzili, że oprócz widocznego ciała fizycznego, składającego się z żywiołów "ziemi" i "wody", człowiek posiada również dwa niewidoczne ciała - sobowtóry, które nie umierają wraz ze śmiercią ciała fizycznego. Miały one odpowiednio nazwy: "dusza" (należąca do żywiołu powietrza i odpowiadająca za sferę emocjonalną) i "duch" (należący do żywiołu "ognia" i odpowiadający za intelektualną, tzn. za mentalną działalność.)

O tym, jakie istotne znaczenie ma dla nas substancja w fazie płynnej, świadczy fakt, że organizm człowieka w 70% składa się z płynów (mózg - w 90%). Oprócz tego wiadomo, jaką ważną rolę gra oddychanie, nie tylko płucne, ale również i komórkowe, oraz wymiana tlenu we krwi wewnątrz samego organizmu. W taki sposób znajduje swoje wyjaśnienie starożytne przedstawienie o żywiole "powietrza", tzn. o duszy.

Co do czwartego żywiołu "ducha", czyli "ognia", to trochę światła rzuca na to zagadnienie odkrycie, dokonane przez badaczy z Krasnodaru Siemiona i Walentynę Kirlianów, którzy w 1949 roku opatentowali swój sposób rejestracji zjawisk energetycznych, występujących w postaci pulsującego świecenia wokół żywych obiektów w polach wysokiej częstotliwości. "Świecenie kirlianowskie" zdobyło później nazwę "bioplazmy", a jego obecność świadczy o tym, że wymiana informacyjna człowieka odbywa się właśnie na poziomie tej energetycznej "koszuli", tzn. filmy nakręcone w polu wysokiej częstotliwości przy różnych stanach emocjonalnych obiektów ukazywały, że "świecenie" zawsze zmienia się zgodnie ze stanem psychicznym człowieka. Na przykład w stanie spokoju występuje równe świecenie, natomiast podczas rozwiązywania nawet najbardziej łatwego problemu intelektualnego bioplazma wchodzi w intensywny ruch.

Starożytne nauki o niewidocznych "ciałach-sobowtórach" człowieka, włączone do obrazu Wszechświata składającego się z czterech żywiołów, zostały potwierdzone tysiące lat później w dziełach współczesnych naukowców. Niestety, w późniejszym czasie ta kompleksowa wiedza o układzie świata została utracona, a w miarę rozwoju i wzmocnienia roli religii (w szczególności chrześciańskiej), poglądy te były tępione jako nie odpowiadające filozifii ortodoksyjnej.

Pod koniec XIX wieku, w roku 1882 w Londynie, zostało utworzone "Stowarzyszenie Badań Psychicznych" pod kierownictwem Henry'ego Sedgwicka i Fryderyka Meyersa. Współpracowali z nimi tacy znani badaczy jak W. James, W. Prince, a również znany fizyk sir W. Crooks. Można powiedzieć, że były to pierwsze próby dostosowania badań tych zjawisk do podstaw naukowych.

Badania, w których brali udział Engels, Mendelejew, Bechteriew, Aksakow, Wagner były tylko odrębnymi próbami. Systematyczne badania tych zjawisk rozpoczęto dopiero po powstaniu "Stowarzyszenia Badań Psychicznych" w Londynie.

Jednak naukowcy, którzy przystąpili do badań percepcji pozazmysłowej od samego początku napotkali na to, co dzisiaj nazywamy "nieodtwarzalnością".

W nauce przyjęło się, że jeśli występują wydarzenia A i B, obowiązkowo nastąpi wydarzenie C. To znaczy, że jeśli zjawisko istnieje, to przy obecności A i B zawsze będzie występował efekt C. Zjawisk nieodtwarzalnych nauka nie rozpatruje, jako nieistniejących.

Przeciwko temu paradygmatowi wystąpił jeden z największych fizyków teoretyków XX wieku Wolfgang Pauli: "Ta właśnie okoliczność, że regularność należy do odtwarzalnej strony zjawisk, zmusza nas do uznania tego, że w zjawiskach fizycznych są również takie cechy, które są istotnie jednokrotne."

Gdy zaczęto badać te zjawiska w laboratoriach okazało się, że nawet u osób posiadających niezwykłe zdolności percepcji pozazmysłowej (jasnowidzących, bioenergoterapeutów itd.) powstawała jakaś blokada w wypełnieniu zadań narzuconych przez badaczy. To znaczy, że ilość zgadnięć przedstawianych w innym pomieszczeniu kart Zennera (krąg, krzyż, kwadrat, gwiazda, faliste linie) przy wystarczająco dużej liczbie powtórzeń nie przekroczała prawdopodobnych wartości.

Ta nieodtwarzalność posłużyła za podstawę krytyki samego faktu istnienia u ludzi zdolności jasnowidzenia, tym bardziej, że jasnowidzenie przez czas w ogóle nie układa się w żadne teorie.

Eksperymenty, powtarzane przez dziesiątki lat w różnych krajach, okazały się być "nieodtwarzalne" i ortodoksyjna nauka je odrzuciła.

Dopiero zupełnie niedawno wyjaśniło się, że nie wystarczy umieścić jasnowidzącego w laboratorium i zaproponować mu wypełnienie tego czy innego zadania. Okazało się, że główną rolę w wykazaniu tych fenomenów gra stan psychiczny badanego. Nawet tacy utalentowani jasnowidzowie jak Wanga , W. Safonow lub Dżuna nie zawsze mogli wykazać się rezultatami. Musieliby wejść w specjalny "stan zmieniony", czyli - jak go teraz określają - "stan nadświadomości".

Po spostrzeżeniu tego faktu sytuacja natychmiast się zmieniła, ponieważ zjawiska okazały się odtwarzalnymi. Opowiemy, w jaki sposób można osiągnąć stan nadświadomości.

Jakie mechanizmy działają podczas jasnowidzenia? Żeby to pojąć, trzeba znów zrewidować nasze poglądy na układ wszechświata, ponieważ istniejące paradygmaty nie zawsze dają możliwość zrozumienia tego, co od dawna było uważane za cud.

Wiadomo, że w czasie trwania całej swojej historii ludzkości niejednokrotnie zdarzało się łamać stare poglądy na świat. Mimo to, praktycznie zawsze, ludzie uważali, że poprzednie błędy nauki już zostały poprawione, a dzisiejsza suma wiedzy stanowi szczyt możliwości. Nie warto się łudzić. To samo odbywa się dzisiaj, tzn. i w naszych czasach na studiach wyższych i doktoranckich, w narodowych Akademiach Nauk obecny (tymczasowy) poziom wiedzy przedstawiany jest jako prawda w ostatniej instancji, przy czym zapomina się o tym, że w chwili obecnej operujemy nie tylko sumą naszej wiedzy, ale również sumą... naszych błędów.

Jak powiedział w swoim czasie jeden z wybitnych fizyków W. Aleksandrow: "Obecnie zagadnienie wydaje się nam zupełnie jasne, co świadczy o tym, że jest skrajnie mało zbadane". Rzeczywiście, pozorna jasność naszych (bardzo skąpych) wyobrażeń o układzie wszechświata okazuje się bardziej szkodliwa niż "przeklęte pytania", które zadaje dociekliwy umysł, pytania, które są tak niemiłe dla przedstawicieli tradycyjnej nauki.

Wspomniana wcześniej monografia Dubowa i Puszkina "Parapsychologia i współczesne przyrodoznawstwo" traktuje, że "Brak znajomości nowych, postępowych fizycznych modeli czasoprzestrzeni, opracowanych przez współczesnych naukowców, prowadzi do tego, że najbardziej skomplikowane zjawiska "parapsychologiczne" tłumaczą i rozumieją z pozycji jawnie błędnych, a czasem nawet mistycznych".

Która zaś ze współczesnych teorii kosmogonicznych mogłaby bezsprzecznie dostarczyć do obrazu świata te udokumentowane zjawiska?

"Dla wyjaśnienia jasnowidzenia poprzez czas można skorzystać z hipotezy niemieckiego naukowca H. Minkowskiego. Opracowany przez niego model świata przypuszcza istnienie czterowymiarowej czasoprzestrzeni, jako jedynej rzeczywistości, w której różne zjawiska, wydarzenia, procesy, a w tym również losy ludzi, zawczasu są określone pewną linią geometryczną.

Ta linia, która ma nazwę "linii światowej", stanowi, na przykład, nieprzerwany łańcuch wydarzeń w życiu każdego człowieka. Więc, w "świecie Minkowskiego" wszystkie wydarzenia mają ustalony z góry, przeznaczony charakter. Na podstawie tej hipotezy można przypuścić, że człowiek, mający zdolności jasnowidzenia, dzięki właściwościom swojej psychiki, potrafi w pewien sposób wchodzić w "świat Minkowskiego" i otrzymywać w nim odpowiednią informację o przyszłości.

Oczywiście, w naszym wieku racjonalizmu i praktycyzmu trudno od razu zgodzić się z takim poglądem na złożone życie społeczne i z tym przeznaczeniem, które określa wydarzenia i procesy w czterowymiarowej czasoprzestrzeni H. Minkowskiego.

Ten ostatni wniosek można udowodnić przez następujący przykład: nasz czytelnik, w zależności od własnej chęci, a nie od woli losu, może albo kontynuować czytanie tej książki, albo rzucić je. Więc, wydaje się, że dane wydarzenie (czytanie książki) chyba nie ma ścisłego związku z łańcuchem wydarzeń "linii światowej" czytelnika."

W tym miejscu powstaje kontrargument: sprawa polega na tym, że (mimo pozornej "wolnej woli" - kontynuować czytanie książki czy przerwać je) gdy wydarzenie już się odbyło, bezwzględnie jest jednoznaczne i okazuje się być umieszczone w pewnym ciągu wydarzeń. Spróbujmy wyjaśnić tę myśl. Znamy czas w trzech jego jakościach: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Chodzi o to, że, jak wiadomo, kategorie wszechświata zwykle zachowują pewne właściwe dla nich cechy. W odniesieniu do czasu, warto zwrócić uwagę na fakt, że każde minione wydarzenie naszego życia zawsze jest inwariantne, teraźniejszość też zawsze jest jednoznaczna. Na jakej zaś podstawie ludzie pozbawiają tej cechy (jednoznaczności, inwariantności) czas przyszły? Widocznie, dzieje się tak jedynie dlatego, że z reguły nie znamy swojej przyszłości i na skutek tego zakładamy, że jest ona wielowariantowa. Jednak ta urojona wielowariantowość przyszłości (w której, wydaje sie, mamy wolną wolę) zawsze przekształca się w jednoznaczną teraźniejszość, a potem - w jednoznaczną przeszłość. To są ogólniki. Wróćmy jednak do układu wszechświata według teorii Minkowskiego i jej eksperymentalnych potwierdzeń.

Jesienią 1908 roku, w swoim znanym odczycie naukowym w Kolonii, Hermann Minkowski, nauczyciel Alberta Einsteina, oświadczył: "Teorie o Przestrzeni i Czasie, które zamierzam rozwinąć przed Państwem, wyrosły na gruncie fizyki eksperymentalnej. Na tym polega ich siła. Doprowadzą one do radykalnych skutków."

Te słowa Minkowskiego były proroctwem, ponieważ w odczycie po raz pierwszy została przedstawiona teoria, która zupełnie w inny sposób opisywała nasz wszechświat.

Układ świata według Minkowskiego, naprawdę, wygląda niezwykle.

Zgodnie z jego teorią, geometria rzeczywistej przestrzeni różni się od geometrii Euklidesa i wspólnie z czasem stanowi pewną "czterowymiarową wielokształtność", tzn. "czasoprzestrzeń".

Z punktu widzenia teorii Minkowskiego wszystko , co może się zdarzyć, już istnieje w przyszłości i nadal istnieje w przeszłości. Czas jest nieruchomy. My natomiast, poruszając się wzdłuż osi czasu, napotykamy po prostu na zdarzenia ze swojej teraźniejszości. Rzeczywiście, wniosek, że "czas wszechświata jest nieruchomy" mógłby nas zaskoczyć, gdyby nie fakt, że taki układ świata pozwala wyjaśnić wiele fenomenów percepcji pozazmysłowej, w tym również udokumentowane fakty jasnowidzenia poprzez czas, tzn. "przepowiadanie przyszłości".

Całkiem zrozumiałe, że możliwość obserwowania w przyszłości czegokolwiek jako realne, już istniejące zjawisko, a nie jako prognozę, wymaga osobliwych, dokładnie przygotowanych badań.

Badania tego typu po raz pierwszy zostały wykonane w Związku Radzieckim przez znanego astrofizyka z Pułkowa profesora Mikołaja Kozyriewa i jego współpracownika Wiktora Nasonowa za pomocą pięćdziesięciodecymetrowego teleskopu "MTM-500" z Krymskiego obserwatorium astrofizycznego od wiosny do jesieni 1978 r. Dzięki wynalazkowi Kozyriewa i Nasonowa - "detektora czasu" - zostały przebadane obiekty astronomiczne: galaktyka M-31 (mgławica Andromedy), gromada kulista M-2 w Wodniku i gromada kulista M-13 w Herkulesie. (Kozyriew N.A., Nasonow W.W. "O niektórych właściwościach czasu, ujawnionych przez obserwację astronomiczną.")

Badania obiektów kosmicznych za pomocą "detektora czasu" ujawniły, że to urządzenie daje możliwość obserwowania wyżej wymienionych masywnych zgromadzeń gwiazd nie tylko w tych punktach nieba, gdzie one są widoczne przez teleskop (tzn. tam, gdzie one znajdowały się w przeszłości), lecz i w tych - gdzie one są niewidoczne, ale gdzie znajdują się obecnie lub będą znajdować się w przyszłości.

Sprawa polega na tym, że te wybrane do badania obiekty, które zostały wymienione wyżej, posiadają względnie duży ruch własny, więc znając ich wektor i prędkość ruchu jak również odległość do tych obiektów, łatwo obliczyć położenie tych punktów nieba, gdzie one są obecnie i gdzie będą znajdować się w przyszłości. Tak na przykład Kozyriew i Nasonow skierowali swój "detektor czasu" na ten punkt nieba, w którym galaktyka M-31 znajduje sie teraz, i otrzymali efekt, który świadczy o obecności w tym punkcie dużej masy. Mało tego, kiedy "detektor czasu" został skierowany w miejsce, w którym galaktyka M-31 znajdzie się za 2 miliony 300 tysięcy lat (tzn. kiedy do niej dotarłby promień światła, wysłany z Ziemi podczas eksperymentu), Kozyriew i Nasonow zaobserwowali taką samą reakcję detektora na obecność dużej masy, tak, jak gdyby ta galaktyka w tym punkcie już się znajdowała (!). Więc wszystkie przyszłe zdarzenia z istotami żywymi zasiedlającymi planety należące do gwiazd tej galaktyki, już się odbyły (!). Oprócz tego, reakcja detektora na masę galaktyki M-31 w miejscu, które ona zajmowała 2 miliony 300 tysięcy lat temu (tzn. tam, gdzie ona jest obecnie widoczna przez teleskop), świadczy o tym, że przeszłe zdarzenia dla mieszkańców jej planet istnieją nadal i odbywają się w tej kolejności, w której się odbyły już w odległej od nas o 2 miliony 300 tysięcy lat przeszłości.

Nie ma żadnych wątpliwości, że obserwując galaktykę, do której należą nasze Słońce i nasza planeta, z galaktyki M-31, otrzyma się równorzędne do eksperymentu Kozyriewa i Nasonowa wyniki. Jest to świadectwo prawidłowości poglądu H. Minkowskiego wobec naszego świata, w którym wszystkie przeszłe, obecne i przyszłe wydarzenia ludzkiej historii istnieją "jednocześnie", my zaś, poruszając się wzdłuż osi czasu, tylko napotykamy na nie w swojej teraźniejszości.

Ale skoro świat jest taki, jak to wynika z teorii Minkowskiego, to właśnie w tym świecie możliwe są "wędrówki poprzez czas", w postaci "projekcji astralnych", jasnowidzenia, czyli odczytywania informacji z odległej przeszłości. Te efekty są możliwe tylko w świecie determinowanym (przeznaczonym), i właśnie taki pogląd na wszechświat został odzwierciedlony w poglądach starożytnych, którzy uważali, że istnieje los, fatum, przeznaczenie, inaczej mówiąc - determinizm.

W roku 1987 autor tej książki wystąpił z hipotezą determinizmu naszego wszechświata. Hipoteza polega na tym, że wszechświat, w którym żyjemy, jest superolbrzymią "czarną dziurą".

A czym jest czarna dziura?

Jeśli ciało pewnej masy M ścisnąć do wymiarów promienia grawitacyjnego Rg, który definiuje się według wzoru Rg = 2GM/C2, gdzie G - stała grawitacji Newtona, M - masa ciała, C - prędkość światła w próźni, to zaczyna się kollaps, tzn. materia ściska się na skutek kolosalnego zwiększenia sił grawitacyjnich. Przy tym w granicach "sfery Schwarzschilda" (sfery opisanej promieniem grawitacyjnym Rg) promień światła krzywi się tak bardzo, że już nie może opuścić jej granic.

Dlatego dla zewnętrznego obserwatora taki obiekt będzie wyglądał jako zupełnie czarny. Każda masa, każdy kwant energii, który trafił do pola grawitacji tego obiektu, zapadnie jak do dziury. Właśnie dlatego te obiekty mają nazwę "czarnych dziur". Wymiary "sfery Schwarzschilda" są wyjątkowo małe.

W przypadku naszego Słońca - to jest sfera z promieniem około trzech kilometrów, a dla masy Ziemi kula o promieniu Rg wynosi mniej niż 1 cm.

Oczywiście gęstość takiej masy musi być kolosalna. Dla naszej planety gęstość krytyczna, przy której nieuchronnie zaczyna się kollaps i powstaje "czarna dziura", wynosi 1027 g/cm3.

Wartość gęstości krytycznej zmniejsza się w miarę zwiększenia pierwotnej masy ciał. Dla Słońca jest ona już mniejsza i wynosi 1016 g/cm3 .

Jest oczywiste, że dla masy galaktyki albo dla obiektów mających jeszcze większą masę (metagalaktyki albo cały wszechświat), gęstość krytyczna jest jeszcze mniejsza, ponieważ one posiadają większą masę pierwotną.

Według istniejących teorii znany nam wszechświat rozszerza się od bardzo ściśniętego i bardzo gorącego stanu. Zdaniem astrofizyków J. B. Zeldowicza, I. D. Nowikowa i A. G. Połtoranina na wcześniejszych stadiach rozszerzania wszechświata gęstość jego substancji wynosiła 1093 g/cm3, tzn. była o kilkanaście rzędów powyżej gęstości krytycznej, przy której nieuchronnie zaczyna się kollaps i powstaje "czarna dziura". Jest oczywiste, że w takich warunkach nasz wszechświat musiał skollapsować się i zostać superolbrzymią "czarną dziurą".

Tu powstaje logiczne pytanie: Czy hipoteza, że znajdujemy się wewnątrz "czarnej dziury", zgadza się ze zjawiskiem przesunięcia widma galaktyk w kierunku podczerwieni, które zostało odkryto przez E. Hubbla w 1929 r. i które, zdaniem astrofizyków, świadczy o rozszerzaniu się wszechświata; z istnieniem promieniowania reliktowego, odnalezionego przez A. Pensiasa i R. Wilsona w 1965 r. (zgodnie z teorią pozostało po pierwotnym supergęstym i supergorącym stanie materii); a również z faktem, że większą część przestrzeni wszechświata zajmuje "próźnia kosmiczna" (którą jeszcze niedawno uważano za pustkę)?..

Czy można pogodzić wymienione wyżej fakty z założeniem, że wszechświat jest olbrzymią "czarną dziurą"?

Z teorii względności wiemy, że w pobliżu masy grawitacyjnej czas zwalnia swój ruch wprost proporcjonalnie do zwiększenia sił grawitacyjnych. Na granicy "sfery Schwarzschilda" (tzn. na granicy "czarnej dziury") te siły są tak duże, że czas zatrzymuje się i jego ruch równa się zeru. Oczywiście, wewnątrz tej sfery, w miarę zbliżenia do centrum "czarnej dziury", czas koniecznie powinien zmienić swój znak na przeciwny. Więc, wewnątrz sfery opisanej promieniem Rg, wewnątrz "czarnej dziury", powinien wystąpić wsteczny ruch czasu.

To znaczy, że obraz rozszerzania wszechświata, który obecnie obserwujemy, może okazać się obrazem ściskania się "czarnej dziury" obserwowanej w odwrotnej kolejności.

Ale czy mamy podstawy sądzić, że w odległej przeszłości czas naszego wszechświata zmienił swój znak na odwrotny?

Warto przypomnić sobie, że prawie wszystkie mity starożytności o stworzeniu wszechświata i o początkach czasu zawierają informację o "kosmicznym jaju", podejrzanie podobnym do "sfery Schwarzschilda". Takie mity mieli starożytni Grecy i Egipcjanie, Babilończycy i Fenicjanie, Chińczycy i Inkowie. W szczególności orficy starożytnej Grecji przedstawiali pierwotny Chaos jako otchłań, w której przebywają "noc i mgła". Mgła zgęstniała i nabyła kształtu "jaja kosmicznego", z którego urodził się smok Chronos - czas naszego wszechświata.

Za jedną z najbardziej ważnych przyczyn tego, że czas wszechświata zmierza właśnie w tym kierunku, kosmologia XX w. uważa termodynamiczną "strzałę czasu", tzn. dążenie materii i energii od porządku do entropii, rozproszania się, inaczej mówiąc - od kosmosu (co z greckiego znaczy "porządek") do chaosu. Jednak u początków naszego wszechświata podczas jego kształtowania, strzała czasu, widocznie, musiała mieć inny kierunek, a właśnie - zmierzała od chaosu do kosmosu, wskutek czego ten ostatni powstał. Dziś procesy idą wstecz - od porządku do chaosu, przyczyną czego jest obecny kierunek, w którym porusza się czas naszego wszechświata.

W jednym z tzw. "ciemnych miejsc" dialogu "Sofista-Polityk" wielki Platon mówi o czasie, który nagle "popłynął wstecz", o dziwnych zjawiskach kosmicznych, które towarzyszyły temu zdarzeniu.

Przez długie stulecia ta informacja nie ulegała rozszyfrowaniu, dopóki we współczesnej kosmologii nie pojawiły się dane, które pozwoliły zrozumieć ją z pozycji naszych czasów.

Poza tym, na skutek obecnego dążenia energii do rozpraszania się (entropii), wszechświat nasyca się rozproszoną energią, i jego temperatura powinna z czasem zwiększać się. Właśnie tym objaśnia się mikrofalowe promieniowanie, wynalezione przez A. Penziasa i P. Wilsona.

Wiadomo, że entropia, tzn. chaos, dąży do swego maksimum tylko w systemach, izolowanych przed światem zewnętrznym, nie wymieniających się z nim ani materią, ani energią. To odpowiada wyobrażeniom o wszechświecie jako o "czarnej dziurze", która jest idealnie izolowanym systemem. Właśnie w takich warunkach, tylko wewnątrz "czarnej dziury", może mieć miejsce wzrost entropii, jaki obecnie obserwujemy w naszym wszechświecie.

Nareszcie, według istniejących teorii fizycznych, próźnia kosmiczna jest ni czym innym, jak pewnym supersprężonym stanem materii, spakowanej tak gęsto, że nie ujawnia się w żaden sposób, dlatego, że wszystkie ładunki są skompensowane, a pola - zrównoważone.

Ale jeśli czas wszechświata w przeszłości naprawdę zmieniał swój znak, to oznacza, że przyszłe wydarzenia w tym wszechświecie mają być ściśle przeznaczone wskutek tego, że one już odbyły się raz jeden w przeszłości i tylko powtarzają się w odwrotnej kolejności. Dlatego przy zmianie znaku czasu, wszystkie przyszłe wydarzenia już od początku istnieją w gotowej postaci (będąc jakby utrwalonymi raz i na zawsze). Gdyby to przeznaczenie przyszłych wydarzeń zostało udowodnione przez eksperyment, to mogłoby powstać poważne świadectwo tego, że czas naszego wszechświata w przeszłości rzeczywiście zmieniał swój znak. Za takie potwierdzenie determinizmu wszechświata można uważać eksperymenty Kozyriewa i Nasonowa, przeprowadzone w roku 1978.

Chciałbym podkreślić, że pośrednim potwierdzeniem determinizmu wszechświata może być obecność w nim spełniających się praw fizyki. Chodzi o to, że każde wynalezione przez naukę prawo fizyki jest świadectwem nie tylko poznawalności, ale również przeznaczenia wszechświata. Bo w niezdeterminizowanym wszechświecie w ogóle nie mogą istnieć żadne prawa. Nasz świat właśnie dlatego jest poznawalny, że jest zdeterminizowany, wskutek czego prawa, wynalezione w ubiegłym stuleciu, koniecznie spełniają się obecnie, i, prawdopodobnie, będą spełniały się w przyszłości. Determinizm wszechświata przejawia się wreszcie faktem jasnowidzenia poprzez czas.

Tu należy przypomnieć wypowiedż Cycerona, który nie poddawając wątpliwości proroctwa wyroczni i pytii, oświadczył w senacie: "Po co chcemy znać przyszłość, jeśli nie możemy jej zmienić?"

Rzeczywiście, próby wtrącania się do przyszłości nigdy nie będą miały powodzenia; ten fakt całkiem przekreśla przypuszczalną wolną wolę.

W roku 1967 w Kijowie przebywał profesor Milan Ryzl. Autor tej książki spotkał się z nim w kijowskim Instytucie Psychologii, gdzie M. Ryzl w odczycie pt. "Trening percepcji pozazmysłowej (za pomocą hipnozy)", opowiedział o próbach wtrącania się do przyszłości i o bezskuteczności tych prób.

Pewnego razu jedna z koleżanek Ryzla, z którą razem pracowali nad rozwojem jej jasnowidzenia (ukrywa się pod inicjałami J.K.), "zobaczyła", będąc w transie (była wysłana do przyszłości, w której znajdowała się przez dwie doby), jak do jej koleżanki w małym miasteczku niedaleko Pragi przyjechał chłopak na czerwonym motocyklu, odwiózł ją do lasu, a tam zgwałcił. Badana dostała szoku, i natychmiast została wyprowadzona z transu hipnotycznego. Współpracownicy laboratorium postanowili zmienić bieg tych wydarzeń. Ale kiedy następnego dnia przyjechali do miasteczka, okazało się, że są spóźnieni... M. Ryzl miał jeszcze jedną próbę zmiany przyszłości, która również nie powiodła się, po czym z takich prób zrezygnował, a w rozmowie ze mną powiedział, że nie radzi wtrącać się w przyszłość nikomu, kto bada czas.

Przypomnijmy sobie "Pieśń o wieszczym Olegu", historię o księciu, któremu przepowiedziano śmierć przez własnego konia. Ten książę kijowski robi, jak się zdaje, wszystko, żeby tej śmierci uniknąć, ale jednak umiera "przez własnego konia", jak było przepowiedziano.

Determinizm przyszłych wydarzeń potwierdza się i przez doświadczenia znanej bułgarskiej jasnowidzącej Ewangelii Dimitrowej. Wangę niejednokrotnie pytano: "Jeśli którejkolwiek osobie Pani przepowiada śmierć albo coś fatalnego, czy można tego uniknąć?" - "Nie - stanowczo odpowiada Wanga - nikt nie jest w stanie tego zmienić. Życie człowieka jest przeznaczone i nie ma na to rady."

"Pewnego razu Wanga powiedziała znajomemu młodzieńcowi, kierowcy ciężarówki: "Bez względu na wszystko, piętnastego maja musisz być w moim domu." Ale tego dnia przyjaciel poprosił go o przywiezieniu materiałów budowlanych. Nie wypadało odmówić, więc postanowił przyjechać do Wangi dopiero siedemnastego maja. Jednak wyznaczonego dnia na przejeździe kolejowym został potrącony przez pociąg i zginął. Nikt nie mógł powiedzieć, jak to się stało, twierdzono tylko, że zawiodły hamulce i katastrofy nie dało się uniknąć. Wanga widziała ten obraz, nie chciała dopuścić do śmierci chłopaka, ale, niestety, nie była w stanie." (K. Stojanowa. "Wanga")

Dosłownie wszyscy wybitni i jasnowidzowie, magowie, pytie, wyrocznie, prorocy i wieszczbiarze, którzy żyli w różnych czasach, zgodnie twierdzili: "Przyszłości nie da się zmienić!"

W listopadzie 1988 r. czasopismo naukowe "Nature" (Anglia) opublikowało wiadomość o eksperymentach grupy amerykańskich fizyków-teoretyków z kalifornijskiego Instytutu Technologicznego w Pasadenie. Kip Thorn, Michael Morris i Ulvi Kurtsever matematycznie uzasadnili możliwość "wędrówek przez czas".

Prawdopodobnie nie jest przypadkowe, że w jednym z najstarszych zabytków piśmiennictwa - Talmudzie - powiedziano: "Mówicie, że czas idzie? Szaleńcy, to wy przemijacie!"

Jestem przekonany, że napisanie tej książki było również przeznaczone na długo przed moim urodzeniem w 1942 r., jak przyznaczono było i to, że właśnie Państwo i właśnie w tej chwili przeczytają akurat to zdanie. Przeczytanie tego zdania było nieznaną dla Państwa przyszłością i okazało się przeszłością jednoznaczną...

Badając obiekty kosmiczne za pomocą "detektora czasu", N. Kozyriew i W. Nasonow wychodzili z założenia, iż czas, tzn. jeden jego moment, nie rozpowszechnia się przez przestrzeń wszechświata (chociażby z prędkością światła, jak każdy inny proces falowy), a następuje jednocześnie w całej przestrzeni wszechświata.

Jeden z wniosków, wynikających z teorii N. Kozyriewa, jest następujący: "W przyrodzie nie istnieje "kanał czasowy", przez który przekazywana jest informacja przyczynowo-skutkowa. Pamiętajmy, że ta informacja stanowi pewną deformację czasoprzestrzeni wszechświata, powodującą jego wibrację. Te mikrograwitacyjne wibracje wypełniają sobą całą przestrzeń wszechświata, i w naszym realnym świecie mają postać hologramu, przy czym hologram ten jest trójwymiarowy. Aby zrozumieć jego strukturę przypomnijmy sobie, jak wygląda zwykły hologram.

Jeśli zwykłe zdjęcie jest tylko zapisem intensywności światła i stwarza dwuwymiarowy wizerunek przedmiotu, to negatyw holograficzny stanowi zapis czoła fali, gdzie razem z intensywnością przechowuje się zapis fazy każdej fali sygnału świetlnego. Jeżeli oświetlić dwuwymiarowy hologram przez światło koherentne, to w przestrzeni za nim powstanie trójwymiarowy obraz przedmiotu: pewien rodzaj "widma", bowiem samego przedmiotu tam wcale nie ma. Hologram posiada jeszcze jedną niezwykłą cechę. Po rozdzieleniu go na kilka części, każda z nich będzie odtwarzała trójwymiarowy obraz przedmiotu, z nieznaczną stratą dla jakości wizerunku. Tak samo w przypadku czterowymiarowego hologramu, składającego się z przyczynowo-skutkowych zniekształceń czasoprzestrzeni, gdzie każdy trójwymiarowy fragment przestrzeni zawiera informację o całej przestrzeni. Można więc odczytać tę informację, będąc w szczególnym stanie psychicznym. Badając zjawiska jasnowidzenia naukowcy w XX wieku przekonali się, że odczytywanie informacji może odbywać się w warunkach kompletnego ekranowania przed falami elektromagnetycznymi, na przykład przez metalowe ściany łodzi podwodnej w otchłani oceanu".

Istnieją ludzie, zdolni do patrzenia przez przeszkody, nie przepuszczające promieniowania świetlnego, także z dużych odległości. Oto co pisze na ten temat fizyk z Sankt-Petersburga A. Martynow w książce pt. "Droga wyznania": "Fakt, że od podobnych zjawisk odwraca się ortodoksyjna nauka, świadczy o tym, że nie pasują one do ustalonych koncepcji, obronionych w tysiącach prac doktorskich i habilitacyjnych. Ale świat jest nieskończenie szerszy od koncepcji naukowych. Dlatego próby przyciągania teorii elektromagnetycznej dla wyjaśnienia fenomenów parapsychicznych są skazane na niepowodzenie. Bowiem nietrywialnego problemu nie można rozwiązać trywialną metodą. Do jego rozwiązania konieczne jest podniesienie się na metapoziom nad istniejącymi pojęciami i, prawdopodobnie, wyjście za granicę trójwymiarowości."

Ostatnimi laty na skutek rozwoju nauki, w szczególności fizyki i psychologii, coraz częściej występują fakty, które nie mieszczą się w granicach klasycznych teorii. Nie można wyjaśnić ich z punktu widzenia powszechnie przyjętego pojęcia czasoprzestrzeni. W związku z tym coraz częściej pojawiają się przypuszczenia i próby rozwiązania powstałych trudności z punktu widzenia liczniejszych wymiarów przestrzeni. W tej chwili również podejmujemy taką próbę...

Zależność między systemami wymiarów można zilustrować w sposób następujący. Punkt to jest system zerowymiarowy, który nie ma żadnych wymiarów. Jeśli punkt przesuniemy, powstanie linia - system jednowymiarowy, tzn. system z jedną osią współrzędną. Przy przesuwaniu linii powstaje system dwuwymiarowy - płaszczyzna, która ma już dwie współrzędne. I wreszcie, przez przesunięcie płaszczyzny powstaje system trójwymiarowy, czyli objętość. To wszystko jest dobrze znane i nie powoduje żadnych sprzeciwów.

Hipoteza o wielowymiarowości zakłada, że ilość wymiarów przestrzeni jest większa niż trzy. To założenie już powoduje sprzeciw, dlatego, że nie potrafimy nawet wyobrazić sobie, jak przejawia się chociażby czwarty wymiar. Ponieważ do stworzenia przestrzeni czterowymiarowej trzeba przesunąć objętość trójwymiarową, ale dokąd?! Świadomośc człowieka odmawia posłuszeństwa i nie chce wyobrazić sobie takiej możliwości, bo jest zmonopolizowana przez trzy wymiary przestrzeni i na wymiar czwarty w niej po prostu nie ma żadnego miejsca. Zazwyczaj, przeoczamy ten fakt, że i my, i nasz świat istnieje nie tylko w przestrzeni ale również w czasie, tzn. można wyobrazić sobie wszechświat jak szereg ciągów trójwymiarowych przestrzeni, umieszczonych wzdłuż osi czasu. Tak właśnie postąpił Herman Minkowski.

Wyobraźmy sobie pewne ciało trójwymiarowe i spróbujmy umieścić go w systemie dwuwymiarowym. Prawdopodobnie nie uda nam się tego dokonać. Jedynie na co możemy liczyć to otrzymanie w systemie dwuwymiarowym pewnego rzutu tego ciała objętościowego, jego śladu, w pewnym stopniu odtwarzającego jego istotę. To cięcie będzie przypominało rysunek trójwymiarowego ciała, które ma tylko jeden rzut na dwuwymiarową płaszczyznę. Trudno rekonstruować rzeczywisty obraz ciała wykorzystując ten rysunek, szczególnie jeśli ma ono skomplikowaną konfigurację. Załóżmy, że jako ciało objętościowe będzie występować regulator odśrodkowy Jamesa Watta, przy czym w płaszczyźnie rzutu systemu dwuwymiarowego będą znajdowały się jego oś i ciężary. Mieszkańcy tego systemu, badając te obiekty, nie będą w stanie odnaleźć widocznego połączenia między istniejącymi niezależnie od siebie trzema obiektami. Oni będą mogli tylko stwierdzić fakt, że prędkość obrotowa osi centralnej równa się prędkości obrotowej ciężarów, a odległość od osi do ciężarów również zależy od prędkości obrotowej.

Ale dlaczego?

Trudno będzie wytłumaczyć to mieszkańcom tej płaszczyzny (nazwałem ich "płaszczyźniakami"), dlatego że trójwymiarowy (objętościowy) mechanizm systemu jest przed nimi ukryty. Płaskie odbicie obiektu objętościowego nie pozwala pojąć całego systemu. Prawdopodobnie, ażeby wytłumaczyć to zjawisko, musieliby wprowadzić pewne umowne pojęcia, podobne do naszego pojęcia "pole", które odzwierciedlałoby rzeczywistość, ale nie wyjaśniało natury zjawisk.

Sprawa polega na tym, że w naszym realnym świecie istnieją zjawiska, które nie da się wytłumaczyć za pomocą pojęć przestrzeni trójwymiarowej. Chodzi o efekt Einstena- Podolskiego-Rozena, który polega na tym, że przy anihilacji pozytonu i elektronu powstające fotony, rozlatując się w różne strony od punktu anihilacji, zachowują dziwną niewidoczną więź. A właśnie przy zmianie polaryzacji jednego z tych fotonów, drugi natychmiast tak samo zmienia swoją polaryzację. To zjawisko jest eksperymentalnym potwierdzeniem hipotezy o tym, że nasz świat jest bardziej złożony i prawdopodobnie ma większą liczbę wymiarów, niż ta, z którą spotykamy się w swoim codziennym życiu.

Idea wielowymiarowości wszechświata nieoczekiwanie znalazła swoje potwierdzenie w dziełach naukowca z Sankt-Petersburga, doktora nauk technicznych, profesora Genadija Siergiejewa. Eksperyment, który przytaczam, jest opisany w jego książce pt. "Etiudy wielowymiarowego świata". Jednym z elementów przestrzeni, mającej więcej wymiarów niż nasz świat, jest przyjęta w matematyce "dupleks-sfera", tzn. sfera czterowymiarowa. W statyce (w stanie nieruchomym) można ją wyobrazić sobie w postaci szeregu sfer o różnych promieniach, włożonych jedna w drugą. Topologia matematyczna rozwiązała problem o trójwymiarowym cięciu czterowymiarowej sfery i znalazła optymalny wyraz, który w naszym trójwymiarowym świecie opisuje ciało, mające kształt objętościowej kardioidy (kardioida z greckiego znaczy "podobna do serca"). Wiec, objętościowa kardioida stanowi rezonator holograficznego typu, który jest nastawiony na promieniowanie, powstające w świecie czterowymiarowym. Oto co pisze Siergejew: "Przyroda zatroszczyła się o to, żeby nasze serce nabyło kształtu objętościowej kardioidy. W roku 1975 przeprowadziliśmy eksperyment, związany z badaniem efektu oscylacyjnego kondensatora, mającego kształt objętościowej kardioidy. Wewnętrzna powierzchnia tego kondensatora była pokryta substancją ciekłokrystaliczną o nieliniowych cechach dielektrycznych. Objętościowy czujnik podłączyliśmy do elektroencefalografu. Urządzenie rejestrujące wyraźnie odnotowało sygnały impulsowe o charakterze szeregu impulsów, bardzo podobnych do kardiogramu (zapisu prądów bioelektrycznych serca człowieka). W taki sposób został stworzony elektryczny model serca. Kiedy człowiek wchodził do zaekranowanej komory, gdzie znajdował się objętościowy czujnik, częstotliwość impulsów zmieniała się, jak gdyby odtworzało się zjawisko sztucznej tachikardii. Napromienianie ultrafioletem również powodowało zmianę częstotliwości impulsów. Więc, staje się zrozumiałym ten fakt, że nasze serce jest odbiornikiem sygnałów powstających w przestrzeni wielowymiarowej."

Rzeczywiście, odbieramy dzieła sztuki albo nieszczęścia bliskich w pierwszej kolejności przez serce, a nie przez rozum. W związku z tym warto przypomnić sobie słowa Jezusa Chrystusa: "Dobry człowiek wydobywa ze swego serca niby ze skarbca pełnego dobroci, dobre rzeczy, a zły człowiek wydobywa złe rzeczy, niby ze złego skarbca." (Mt. XII,35)

W książce S. Karaguły pt. "Wyłom do twórczości" jest przytoczony zadziwiający przykład zdalnego oddziaływania, związanego z odczuciami w sercu. Jeden arabski naukowiec, jeszcze za czasów studenckich, służył w Damaszku jako sekretarz szejka, który posiadał niezwykłe zdolności. Ten naukowiec opowiedział bardzo interesującą historię.

Jego ojciec zmarł nagle w Damaszku. Wschodnia tradycja wymaga, żeby na pogrzeb przyszło jak najwięcej członków rodziny. Brat narratora mieszkał w Jordanii i nie było praktycznej możliwości zawiadomić go dlatego, że pogrzeb miał odbyć się następnego dnia, a połączenie między Syrią a Jordanią zostało przerwane wskutek napięć politycznych. I tu nasunęła się myśl o szejku i decyzja zwrócenia się do niego z prośbą o pomoc i radę. Szejk uważnie wysłuchał rozpaczającego młodzieńca. Po czym nastąpiła pauza i szejk dokonał dziwnej rzeczy: wziął koniec jedwabnego sznura opasującego jego talię i podniósł go do ucha, jak gdyby rozmawiał przez telefon. Przy tym kiwał głową niby słuchając kogoś albo czegoś. Po tym obrócił się do młodego człowieka i powiedział: "Twój brat przyjedzie. Tak, przyjedzie. Wiem, że nie ma możliwości przekroczenia granicy, ale przyjedzie nieoczekiwanie."

Następnego dnia, na godzinę przed pogrzebem brat naprawdę przyjechał. Podczas pogrzebu nie było możliwości zapytania go jak to się stało. Ale kiedy później wyjaśnił okoliczności swego przyjazdu, historia okazała sie niezwykła.

Dzień wcześniej nagle poczuł silny ból w okolicach serca. Wraz z tym nadeszło silne uczucie trwogi, że coś stało się z ojcem...

W tym miejscu chciałbym przytoczyć wiersz dziewiętnastowiecznego poety rosyjskiego Fiodora Tiutczewa:

Natchniona, wieszcza duszo ma,
O serce, przepełnione trwogą.
O jak ty miatasz się na progu,
Rozdzielającym byty dwa...

(Tłum. z ros. Tadeusz Stępniewski)

Na początku lat osiemdziesiątych XX w. w kijowskim Instytucie Psychologii prowadzono badania percepcji pozazmysłowej. Przewodniczył tej pracy Oleg Bachtijarow. Podczas nauczania grupy młodych ludzi percepcji pozazmysłowej (w tym jasnowidzenia) okazało się, że w ciągu dnia ilość "zgadnięć" zmniejszałą się zgodnie z pewną krzywą zstępującą. Przy tym zostało odnotowane, że podczas kontrolnych eksperymentów w trybie egzaminacyjnym wyniki nagle pogorszały się nawet u najbardziej zdolnych. Wyjaśniając przyczyny obniżenia wyników, pewnego rodzaju ich blokady, badaczy doszli do wniosku, że tę blokadę powoduje podwyższona chęć wykazania się wynikiem przez jasnowidzącego. Mogło to wydać się dziwne, ponieważ duża chęć zwykle jest bodźcem do skutecznego wykonania zadania. Jednak okazało się, że dotyczy to każdej innej działalności człowieka oprócz percepcji pozazmysłowej.

Rzecz polega na tym, że ludzie nie potrafią chcieć. Ludzie "pragną" czegoś przez rozum. Narzucają sobie cel albo problem, nie wiedząc, że chęci, skierowane z rozumu, są blokadą dla wykonania zadania percepcji pozazmysłowej. Tylko pragnienia serca, dążenia serdeczne są podstawą dla skutecznej realizacji fenomenów. Widocznie, w tym mechanizmie kryje się wyjaśnienie wielu przypadków przeczuć wydarzeń, związanych z naszymi bliskimi, drogimi naszemu sercu ludźmi.

W rozdziele trzecim, który jest poświęcony jasnowidzeniu stosowanemu, wrócimy jeszcze do tego zjawiska.

Interesująca hipoteza dotycząca mechanizmu jasnowidzenia przez czas została wysunięta kilka lat temu przez pracownika moskiewskiego Instytutu Gospodarki Narodowej profesora B. Iskakowa. Ta hipoteza polega na poważnej roli, którą odgrywa w zjawiskach bioenergetycznych i percepcji pozazmysłowej gaz mikroleptonowy składający się z neutrina i fotonów. Autor hipotezy przypuszcza, że "tak samo jak pojedynczy falowy pakiet elektromagnetyczny rozszczepia się w przestrzeni na serię słabych "przedsygnałów" i "posygnałów" zawierających informację zgodną z informacją głównego sygnału, ale mających znacznie mniejszą energię (tzn. amplitudę), może zdarzyć się również w przypadku innych zjawisk, w tym zjawisk paranormalnych.

Z hipotezy Iskakowa wynika, że wydarzenia informacyjne również mają swoje "przedsygnały" i "posygnały", i mogą być odbierane przez ludzi, którzy mają podwyższoną wrażliwość, niski próg percepcji, słowem, przez jasnowidzących. Takie osoby, odbierając słabe przedsygnały, potrafią dowiadywać się zdarzeń bliskiej albo nawet odległej przyszłości, jak też zdarzeń dawno minionych, ponieważ struktura informacji w "posygnałach" i "przedsygnałach" jest identyczna, jak w głównym sygnale, tzn. w momencie wydarzenia.

Ta hipoteza została rozbudowana i na jej podstawie powstało jeszcze jedno założenie o "antysygnałach" i ich słabszych sobowtórach - "antyprzedsygnałach" i "antyposygnałach". Antysygnały i ich sobowtóry wskutek inwersji czasu (odwrotnego ruchu czasu) przychodzą z przyszłości, a najbardziej wrażliwi ludzie - jasnowidzowie - potrafią je odebrać. Na podstawie tych słabych sygnałów mogą przepowiadać wydarzenia odległe o wiele lat naprzód (tzn. przepowiadać wydarzenia, które nie tylko jeszcze nie nastąpiły, ale jeszcze długo nie nastąpią).

Zgodnie z hipotezą profesora B. Iskakowa, myśli i emocje człowieka są materialne. Według ostatnich danych ich masa wynosi od 10-39 do 10-30 g, a dzięki wysiłkowi woli człowiek może nawet promieniować swego "sobowtóra leptonowego" o masie 10-35 - 10-30 g, wysyłać go na duże odległości i za jego pomocą zdobywać albo przekazywać informację dotyczącą wydarzeń i ludzi.

Tu powstaje skojarzenie z wyobrażeniem starożytnych o "ciele astralnym".

Jak informuje jeden z francuskich badaczy początku stulecia G. Durvill w książce pt. "Widmo żyjących":

"Ciało astralne jest przybytkiem wrażliwości, wyobraźni, zwierzęcych namiętności i mało wzniosłych pragnień. Myśli, ale bardziej uczuciowo niż rozsądkiem. O nim razem z Paskalem można powiedzieć: "Serce rozumuje bezrozsądnie". Przez niego odbywają się te kwestionowane zjawiska telepatii, nasze marzenia senne i większa część wypadków z widmami... Filozofowie Indii określają go jako ciało pragnienia, ciało kamiczne czyli "kama rupa".

Jeden z najbardziej znanych okultystów Europy Charles Ledbiter w dziele pt. "Człowiek widzialny i niewidzialny" pisze: "Dla jasnowidza sobowtór eteryczny jest wyraźnie widzialny w postaci jasnej masy pary koloru szaroczerwonego, przenikającej do gęstszej części ciała fizycznego i występującej poza jego granice".

Występująca poza granice ciała fizycznego część "sobowtóra eterycznego", o nazwie aura, również została opisana przez amerykańską jasnowidzącą Dianę w wyżej wymienionej książce "Wyłom do twórczości".

Inna znana okultystka przełomu wieków Annie Besant również sądzi, żę "sobowtór eteryczny jest widzialny dla przyzwyczajonego oka. Ma szarofioletowy kolor i w zależności od jakości - grubą lub cienką budowę".

W książce "Człowiek i jego ciało" Annie Besant pisze: "Łatwo wyobrazić sobie człowieka w dobrze rozwiniętym ciele astralnym. Można go przedstawić jako odrzucającego swe ciało fizyczne i pozostającego w bardziej subtelnym, bardziej błyszczącym "ciele astralnym", które spostrzegają jasnowidzowie, lecz nie zauważają zwykli ludzie. Dobrze zbudowane "ciało astralne" wskazuje na wystarczająco wysoki poziom inteligencji, kultury i duchowego rozwoju człowieka. Wygląd ciała astralnego świadczy więc o osiągniętych przez człowieka sukcesach. Obserwujemy jak "ciało astralne", czyli "sobowtór eteryczny" przenika do ciała fizycznego i rozpowszechnia się na wszystkie strony dookoła niego jak kolorowy obłok. Zmienia kolor w zależności od natury człowieka, natury niższej, zwierzęcej, namiętnej. Część "ciała astralnego", która występuje poza ciało fizyczne ma nazwę "aura kamiczna" ponieważ "ciało astralne" jest narzędziem "kamicznej świadomości" człowieka, przybytkiem wszystkich jego pragnień; jest centrum, w którym się rodzi każde uczucie. Drgając od stykania się z myślami, ciągle zmienia swój kolor: jeśli człowiek gniewa się - szkarłatne błyskawice przeszywają go; jeśli kocha - występuje różowa gra barw."

Przytoczone wypowiedzi okultystów końca XIX stulecia znalazły swoje potwierdzenie w badaniach "plazmy biologicznej" metodą małżeństwa Kirlianów. Okazało się, że "plazma biologiczna" tzn. blask energetyczny wokół ciała człowieka ciągle się porusza, zmienia swój kolor w zależności od emocjonalnego stanu człowieka.

W związku z tym warto przytoczyć opis eksperymentów, które po raz pierwszy były wykonane w Brazylii. Do pola wysokiej częstotliwości został umieszczony świeżo ścięty liść rośliny. Od razu wokół niego zapaliło się mieniące światło, któremu zrobiono zdjęcie. Potem liść obcięto o jedną trzecią i znów umieszczono do "kirlianowskiego urządzenia". W polu wysokiej częstotliwości znów się zapalił pełny kontur całego liścia. W związku z tym nasuwają sie skojarzenia z bólem fantomnym. Chodzi o zjawisko, na które napotkali chirurdzy jeszcze w zeszłym wieku. Mówię o przypadkach, kiedy po amputacji kończyny człowiek nadal odczuwał ból w palcach amputowanej nogi lub ręki. Te zjawiska zostały udokumentowane w różnych krajach, ale nie było dla nich wytłumaczenia. Teraz, po otrzymaniu podczas eksperymentów zdjęcia plazmy biologicznej, na którym został odtworzony pełny energetyczny sobowtór obciętego liścia, można przekonać się, że te zjawiska mają swoje podstawy fizyczne, dające się wytłumaczyć z pozycji energetycznych.

Znana niemiecka dziewiętnastowieczną jasnowidząca pani Goff, która umiała widzieć "sobowtórów eterycznych", opowiadała doktorowi Kernerowi, który z nią współpracował, że "kiedy ma do czynienia z człowiekiem, który utracił jakikolwiek członek, nadal widzi odjętą część ciała. To znaczy, widzi kształt członka odtworzonego przez fluid nerwowy, jak widzi fluidyczne kształty zmarłych ludzi. Tym ciekawym zjawiskiem można chyba wytłumaczyć doznania osób po operacji, które czują obecność usuniętego organu." Więc, jeszcze długo przed odkryciem Kirlianów zostały zaobserwowane podobne zjawiska.

Ale jeśli widzenie przez panią Goff nieobecnych amputowanych organów człowieka zostało potwierdzone za pomocą zdjęć w polu wysokiej częstotliwości według metody Kirlianów, to najprawdopodobniej w końcu znajdzie też swoje potwierdzenie fakt obserwowania przez nią kształtów zmarłych ludzi, czyli sobowtórów astralnych. Bardziej szczegółowa opowieść o metodach doprowadzających do wyłonienia "astralnego", "eterycznego", czyli "leptonowego" sobowtóra znajdzie się w rozdziele trzecim.

Spróbujmy wyciągnąć pewne wnioski. Zobaczyliśmy, że starożytni mieszkańcy Ziemi mieli całościowe poglądy na wszechświat, złożony - ich zdaniem - z czterech żywiołów. Dowiedzieliśmy się, że według tych poglądów oprócz widzialnego ciała, składającego się z "ziemi" i "wody", człowiek posiada niewidzialne ciało, stworzone z "ognia" i "powietrza". Teraz już wiemy, że wyobrażenia starożytnych można zestawić z badaniami naukowymi ostatnich lat, które wykazują obecność wokół każdej żywej istoty pewnej struktury energetycznej, nie znikającej po usunięciu odrębnego organu.

Warto przytoczyć wypowiedź jednego z największych mędrców starożytnej Grecji, zarazem jednego z prekursorów teorii atomistycznej, Heraklita, który twierdził, że "siła myślienia człowieka znajduje się zewnątrz jego ciała".

Ta bardzo głęboka myśl dawnego filozofa potwierdziła się w pracach radzieckich naukowców, w których znajdujemy twierdzenia o tym, że "bezpośrednią strukturą materialną, funkcjonowanie której stwarza myśl jako obraz informacyjny, jest formacja pola biosystemu". Czyli mowa tu znów o zjawiskach energetycznych znajdujących się poza człowiekiem widzialnym, poza granicami jego ciała fizycznego.

Może powstać logiczne pytanie: Jaką funkcję pełni, zgodnie z tymi przedstawieniami, mózg człowieka? W ostatnich pracach naukowych z lat dziewięćdziesiątych udowadnia się, że myślący mózg można traktować jako urządzenie "odczytu informacji, która przechowuje sie w systemie biopola".

Zwróćmy uwagę na przytoczoną w poprzednim rozdziale wypowiedź amerykańskiej jasnowidzącej Diany, gdzie mówi o tym, że "każda usterka w samej strukturze fizycznej ludzkiego organizmu jest poprzedzona, a później występuje jednocześnie z usterką w tym ciele energetycznym, czyli polu", to znaczy, spostrzeżenia jasnowidzącej Diany świadczą o tym, że ludzkie choroby są spowodowane przede wszystkim zakłóceniami całokształtu "kokonu energetycznego" człowieka, jego energetycznego, czyli "astralnego sobowtóra".

Opisując zdjęcia "energetycznego sobowtóra" człowieka, otrzymane za pomocą specjalnie opracowanego w Kijowie urządzenia (na zasadzie odkrytej przez małżeństwo Kirlianów), naukowcy mówią o różnych stanach powłok tych ciał astralnych, czyli sobowtórów, w tym przypadku, kiedy w ognistym błyszczącym "kokonie" człowieka są dziury, uszkodzenia, które wyglądają jako ciemne plamy.

Można mieć pewność: to są miejsca lokalizacji przyszłych chorób. Z dużej ilości zdjęć wynika, że choroba powoli wpełza wewnątrz tej ochronnej powłoki człowieka, jeśli jest ona uszkodzona.

Jeden z organizatorów tych badań, pracownik Ministerstwa Zdrowia Ukrainy, doktor nauk medycznych Wasylij Mielnik zwraca uwagę na moralną higienę jako niezbędny warunek zachowania zdrowia fizycznego. Inaczej mówiąc, starożytne wyobrażenia o moralności, czystości myśli i pragnień nie są hasłami pozbawionymi podstaw materialistycznych, lecz koniecznymi warunkami zdrowia fizycznego.

Wasylij Mielnik mówi: "Zdrowe myśli, które promieniuje organizm, są naszą mocną osłoną polową, której trzeba pilnować. Nie mięśnie, lecz ognista fala nerwów zasługuje na uwagę. Właśnie tą energię trzeba odnawiać i ładować."

Na pytanie: Czym zasilać swoją energetykę? - kierujący badaniami odpowiedział: "Dobrymi, czystymi myślami i emocjami. Krótko mówiąc, popełniajcie tylko moralne czyny a mocna tarcza energetyczna jest zagwarantowana... Przekonaliśmy się naocznie, jak w zależności od myśli zmienia się aura. Na przykład jedną kobietę poprosiliśmy aby przed obiektywem pomyślała po kolei o ukochanym synu, o swoim zaciękłym wrogu i o życiowych niepowodzeniach. Efekt był przerażający. W ostatnich przypadkach strumień energii jakby przerywał się. W ogóle zauważyliśmy, że energetyka ludzi pobudliwych, roztrzęsionych jest niby pogryziona, pocięta bliznami."

Na pytanie: Czy aura ma kolor? - W. Mielnik odpowiedział: "Tak. Dobra sieć ochronna, z reguły, jest szkarłatna, ale odcienie kolorów zmieniają się od srebra do rubinu. U ludzi, którzy prowadzą niezdrowy tryb życia, ogień z czasem opuszcza wnętrze "kokonu", aura staje się słaba, nierówna, niewyraźna, szara... Zrozumieliśmy że ogień w ciele dostajemy od urodzenia. Z wiekiem zgromadzić go trudno, a zniszczyć można błyskawicznie, przez kłótnię, bijatykę, podejrzenie, lęk albo żal do siebie."

Na koniec tego przeglądu teoretycznych modeli wielowymiarowego, polowego, energetycznego świata, świata z nieruchomym czasem chcielibyśmy sądzić, że zapoznanie się z wyżej wymienionymi hipotezami i niektórymi wynikami eksperymentów, stanie się dla czytelników pewnego rodzaju bodźcem do dalszego bardziej pogłębionego studiowania tych nadzwyczajnych możliwości jednego z rozumnych mieszkańców wszechświata - człowieka z planety Ziemia.

Rozdział 3
PRAKTYKA JASNOWIDZENIA

Do skanowania otoczającego środowiska każdy człowiek bez przerwy
posługuje się, obók zwykłych zmysłów, percepcją pozazmysłową.

Srenford     

Na pewno wielu poznało na sobie tak zwane jasnowidzenie spontaniczne czyli mimowolne. Autor tej książki jest przekonany, że większość czytelników kiedyś przyłapywało się na myśli o tym, że "to mi już się przydarzyło". Te rzadkie chwile rozpoznawania sytuacji, w której przecież Państwo nie mogli być przedtem ma właśnie nazwę "spontanicznego jasnowidzenia".

Co to jest?

Zwykle, kiedy u człowieka nagle pojawia się odczucie, że on "już widział" w najdrobniejszych szczegółach to, co właśnie się odbędzie chwilę później, łącznie z najdrobniejszymi niuansami (odwrócenie głowy, replikę, zapach, jakiś drobiazg), nie trwa to długo. Potem "okienko" do przyszłości zatrzaska się i wszystko toczy się tak, jak zwykle, tzn. Państwo już w tej sytuacji "nie byli", Państwo już żyją, jak zawsze, poznawając świat jakby po raz pierwszy.

W wielu przypadkach ludzie opisując takie wydarzenia (autor również do nich należy, bo i sam wielokrotnie przeżywał "rozpoznawanie sytuacji"), przypominali sobie, że jakby widzieli te sytuacje we śnie...

Ortodoksyjna psychologia uważa, że ludzie oglądają sny tylko w niegłębokich fazach snu. Ustalono to podczas specjalnych badań. Badanych podłączano do czujników encefalografu - przyrządu rejestrującego bioelektryczne prądy mózgu (w szczególności jego alfa-rytmy). Jeśli badacze widzieli, żę alfa-rytm nie jest zbyt spłaszczony (jego amplituda jest jeszcze dość wielka), a u śpiącego można zaobserwować ruchy źrenic pod zamkniętymi powiekami, to człowieka budzono i pytano "czy widział marzenie senne?" Odpowiedź zawsze była pozytywna. Ale kiedy badany pogrążał się w bardziej głębokim śnie, tzn. kiedy amplituda alfa-rytmu wyrównywała się, zmniejszała się do niedużych wartości (co świadczyło o głębokiej fazie snu), a ruchów oczu pod powiekami nie stwierdzano, to po obudzeniu odpowiedź na pytanie "czy widział marzenie senne?" była negatywna. Eksperymenty powtarzano wielokrotnie, ale wyniki zawsze były jednakowe. W fazach powierzchownych ludzie opowiadali, co zobaczyli we śnie, w głębokich - nie.

Na tej podstawie współczesna psychologia uważa, że ludzie mają marzenia senne tylko podczas niegłębokiego snu.

Ten wniosek można podważyć. Sprawa polega na tym, że badacze marzeń sennych ominęli ten powszechnie znany fakt, że między głębokimi fazami snu i stanem czuwania (w procesie budzenia się), człowiek koniecznie przechodzi tak zwane "dwunaste stadium" (zanik pamięci). Skala Devisa i Husbanda głębokości hipnotycznego transu wygląda w sposób następujący:

  • stan czuwania nazywa się stadium zerowym;
  • drugie stadium - rozluźnienie się;
  • trzecie - trzepotanie powiek;
  • czwarte - zamknięcie oczu;
  • piąte - pełne fizyczne rozluźnienie się;
  • szóste - katalepsja powiek;
  • siódme - katalepsja kończyn;
  • dziesiąte - kataleptyczny most;
  • jedenaste - anestezja, zanik odczucia bólu w rękach;
  • trzynaste - częściowe luki w pamięci, "częściowa amnezja";
  • piętnaste - pohipnotyczna anestezja, tzn. kiedy człowiekowi sugerują, że po wyjściu z transu nie będzie odczuwał bólu;
  • siedemnaste - zmiana osobowości;
  • osiemnaste - bezpośrednie sugestie hipnotyczne;
  • dwudzieste - iluzja, całkowita amnezja (pełny zanik pamięci);
  • dwudzieste pierwsze - otwarcie oczu bez wyjścia z transu;
  • dwudzieste trzecie - fantasmagoryczne sugestie pohypnotyczne;
  • dwudzieste piąte - pełny somnambulizm;
  • dwudzieste szóste - halucynacje wzrokowe;
  • dwudzieste ósme - pohipnotyczne luki świadomości;
  • dwudzieste dziewiąte - iluzje nieobecności (słuchowe);
  • trzydzieste stadium - wzrokowa iluzja nieobecności, a również jasnowidzenie.

Ze skali wynika, że człowiek podczas głębokich faz snu (trzydzieste stadium) może zobaczyć swoją przyszłość (co się zdarza dość często. Ale w trakcie wychodzenia z tych głębokich stanów koniecznie przechodzi przez stadium dwudzieste, tzn. pełną amnezję, pełny zanik pamięci.

Dlatego, budząc się, tzn. przechodząc do stanu czuwania, człowiek wraca już nie pamiętając o tym, co zobaczył za granicami "dwudziestego stadium".

Kiedy się zdarza sytuacja, którą Państwo już znacie, to rzeczywiście widzieliście to we śnie, ale po obudzeniu nic nie zapamiętaliście, póki bodźcem do "rozpoznawania" nie okazało się nadejście tego wydarzenia, które już Państwo przeżyliście podczas snu, kiedy świadomość znajdowała się w przyszłości...

Ta "szczelinka" otwiera się tylko na jakieś mgnienie, które przeżyło wielu... Mimo to że większość ludzi uważa siebie za niezbyt uzdolnionych w jasnowidzeniu, można z pewnością stwierdzić, że prawie każdy z nas, jeszcze przed zapoznaniem się z tą książką, bezwzględnie miał doświadczenia w "widzeniu przyszłości", które pozostaje tylko rozwinąć...

Jak tego dokonać?

Ludzie praktykowali jasnowidzenie na przestrzeni całej historii cywilizacji. Rzecz jasna, że psychotechniki, które wyjaśniają tę ludzką zdolność, też mają swoje korzenie w starożytności.

Przyjęte jest rozróżniać kilka form jasnowidzenia w zależności od stosowanej psychotechniki: a) jasnowidzenie z wyróżnieniem "sobowtóra astralnego"; b) praca z medium; c) działanie z "rurą astralną" albo z "magicznym zwierciadłem".

W kijowskim Muzeum Historycznym, w jednej z sal, wśród starodawnych zwierciadełek z brązu, używanych w stosownych celach, znajduje się pięć specjalnych "magicznych zwierciadeł". (pozwolę sobie wątpić, czy pracownicy muzeum wiedzą, co wyeksponowano w gablocie.)

Czym się różni "magiczne zwierciadło", stosowane w VI w. p. n. e., od zwykłego zwierciadła z brązu?

Każde z nich ma kształt patelni, na jej dnie (w odróżnieniu od "kosmetycznych zwierciadeł") znajduje się jakiś ornament.

Po co wykonano je w ten sposób?

W zwierciadełka te wlewano zwykle wodę i magowie-wieszczbiarze, skupiając spojrzenie na powierzchni wody w centrum "czarodziejskiego zwierciadełka" mogli wysyłać swoją świadomośc w określone miejsce przestrzeni i czasu, tzn. widzieć wydarzenia, które odbywają się tam w danym momencie czy odbędą się w przyszłości. Właśnie stąd biorą początek liczne bajki różnych ludów o "czarodziejskim zwierciadełku", w którym można zobaczyć wydarzenia odbywające się w odległych miejscach. Tu właśnie bierze początek porzekadło ludowe "jak do wody patrzyć".

Zanim przystąpimy do opisywania psychotechnik stosowanych przy odkrywaniu zdolnosci jasnowidzenia, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że niezbędnym tłem zjawiska jasnowidzenia jest stan absolutnego spokoju świadomości. Widocznie właśnie z tym jest powiązana trudność, nawet niemożliwośc opisania odczuć podczas realizacji fenomenów parapsychologicznych, na którą napotykają nawet bardzo silni jasnowidzowie. Tajemnica polega na tym, że właśnie nie ma nic do opisania, chodzi o stan absolutnego spokoju świadomości, który buddyzm określa jako "stan próżni". Nie przypadkowo do Buddy należą słowa: "Opróżnij się! I ja cię wypełnię..." Wypada wspomnieć również początek starodawnego dzieła poświęconego jodze. Mam na myśli "Joga sutrę" Patandżalego. "Joga - to jest powstrzymanie "czytty" (materii myśli) przed wirowaniem." Właśnie w tym widzimy główny sens wszelkich ćwiczeń związanych z wywołaniem jasnowidzenia. Sprawa polega na tym, że człowiekowi jest bardzo trudno "nie myśleć". W środku nas zawsze płynie "wewnętrzny monolog", tzn. stały strumień myśli. Ale jeśli się nauczyć zatrzymywać go, można osiągnąć doskonałe efekty. Przywołując epigraf do tego rozdziału: "każdy człowiek bez przerwy posługuje się - obok zwykłych zmysłów - również percepcją pozazmysłową...", można od siebie dodać:"...którą on nierozważnie tłumi w sobie".

Takie podejście do mechanizmów percepcji pozazmysłowej logicznie dostosowuje się do koncepcji Patandżalego, do wyobrażeń starożytnych Indii o "osłonie maji", która ukrywa głębinowy porządek świata, do starodawnego przedstawienia o tym, że niezbędnym warunkiem dla przejawienia się zdolności do percepcji pozazmysłowej jest absolutny spokój świadomości.

Znany jasnowidz Włodzimierz Safonow w książce "Nić Ariadny" doradza trzystopniowe wejście do stanu jasnowidzenia (czyli nadświadomości): silna, płynąca z serca chęć wiedzy; zatem - "stan próżni" (absolutnego spokoju) - około pięciu minut; i w końcu - spokojna chęć przy pełnej pewności realizacji widzenia.

Podczas przygotowań kosmonautów stosuje się ćwiczenia w surdokomorze. Surdokomora - to pomieszczenie, izolowane od świata zewnętrznego, dźwięków i innych bodźców zewnętrznych. Wieloletnia praca z kosmonautami pokazała, że przy takiej izolacji człowiek zaczyna mieć halucynacje, pojawiają się tak zwane "zmiany schematów ciała" i poczucie "sobowtóra", tzn. otwierają się naturalne zdolności pozazmysłowe. Podstawą do pojawienia się tych zdolności jest "głód sensoryczny", tzn. brak bodźców zewnętrznych. Nie przypadkiem, jak widać, wielu cudotwórców - uzdrowiaczy ze starożytności żyło jako anachoreci. Zamurowywali się oni w jaskiniach lub długo medytowali w zamkniętych celach. Można nawet stwierdzić, że, jak na ironię losu, kiedy wrzucali do więzienia mnicha rosyjskiego, wieszczbiarza Abla, to tylko przespieszano rozwój jego naturalnych zdolności jasnowidzenia.

WIESZCZE SNY. WYŁONIENIE "SOBOWTÓRA ASTRALNEGO"

Na początku zeszłego stulecia wielki rozgłos zyskały doświadczenia Charlesa Lanselaina związane z "sobowtórem astralnym". W swoim dziele "Metoda rozdwajania jaźni" Lanselain przytacza badanie eksperymentalne z panem X., który po zapoznaniu się z literaturą okultystyczną ("Wiedza tajemna"), postanowił wypróbować na sobie rozdwojenie, tzn. "wyłonić sobowtóra astralnego". Z przeczytanych książek dowiedział się, że wszelakie zjawiska parapsychologiczne poprzedzane są przez osobiste przygotowanie, przy czym podstawą tych przygotowań jest wegetarianizm. Tu warto zaznaczyć, że wegetarianizm stosowali magowie, jogowie, pytie, kapłani świątyń egipskich jeszcze w czasach starożytnych. Stosowano wegetarianizm w średniowieczu, jak również w XX wieku. Zwykle zaczyna się od czterdziestodniowego żywienia wegetariańskiego, a na trzy dni przed eksperymentem obowiązuje zupełna głodówka.

Pan X. przeszedł przez takie przygotowanie i co wieczór w ciągu czterech dni rozmyślał w skupieniu nad swoim projektem aż do wpół do drugiej w nocy, po czym kładł się spać z twardym postanowieniem wyłonienia "sobowtóra astralnego" za określoną liczbę dni. Z początku przygotowania szły dobrze, spokojnie, dążenie do osiągnięcia efektu nie słabło. Czuł, jak zwiększa się siła jego woli i to jak inaczej odbiera świat, czyli zaczynał być bardzo wrażliwy i delikatny. Ale kiedy zbliżył się wyznaczony termin, jego entuzjazm ustąpił miejsca poważnym refleksjom, pan X. zaczął zastanawiać się nad tym, na jakie niebezpieczeństwa można napotkać podczas tego eksperymentu. Jedną z myśli, która nim zawładnęła było: "a jeśli nie będę mógł z powrotem wcielić się w swoje ciało fizyczne". Na skutek tych zmartwień, w przeddzień wyznaczonego terminu, pod wpływem głębokiego lęku, o godzinie dziesiątej wieczór postanowił wszystko porzucić i położył się spać z przygnębiającym zmartwieniem, że już przygotował wszystko do eksperymentu, z którego teraz przyjdzie zrezygnować w ostatniej chwili...

Warto dodać, że w sposób niezamierzony trafił w najbardziej sprzyjające sukcesowi eksperymentu warunki, ponieważ jego nerwy były nadzwyczajnie pobudzone przez strach i irytację, co dręczyło go i odbierało sen. Zasnął jak zwykle o wpół do drugiej, ale oto co się stało potem...

"Nie wiem, ile czasu spałem, możliwe że dwie minuty, a może kilka godzin, nie wiem. Wróciła do mnie świadomość jakby we śnie. Chodziłem w nocy po swoim pokoju i, mimo ciemności, rozróżniałem najmniejsze przedmioty i szczegóły. Samopoczucie miałem dobre, ogarnęła mnie przerażającą lekkość. Wydawało mi się, że przy każdym wdechu moje ciało jakby podnosiło się, a przy każdym wydechu opadało, że niby płynę w powietrzu. W tamtej chwili nie wątpiłem: przeżywam "jasnowidzący sen". Pomyślałem o swojej córce, wydawało mi się całkowicie naturalnym, że w tym samym momencie zobaczyłem ją przed sobą, chociaż jej pokój dzieliły od mojego dwie ściany z zamkniętymi drzwiami. Moja myśl powróciła do żony, którą ujrzałem w tej chwili, ale obok niej zobaczyłem kogoś... Kogo? Nie wiem... Spiące ludzkie ciało... Nagle pojawiła się myśl, że to ciało zajmuje moje miejsce, że było to moje ciało!.. Z prędkością błyskawicy zrozumiałem wszystko: to moje ciało leżało w łóżku... ja zaś... Albo nie żyję, albo mnie eksterioryzowano, tzn. wyłoniono! Ogarnęło mnie przerażenie, że nie potrafię przyoblec się znów w swoje ciało. Przerażenie wzmocnione myślą o wszystkich niepokojących sprawach, jeśli nie żyję. W rozpaczy, z szalonym porywem najsilniejszej woli zechciałem znów wejść do swego ciała... Dalej nie pamiętam. Widzę siebie jak stoję na łóżku i zamierzam uciec. Moja żona, która nagle się obudziła, wczepiła się we mnie, usiłując zatrzymać.

Następnego dnia obudziłem się zmęczony. Żona żartowała z powodu mojej nocnej ucieczki, której prawdziwą przyczynę zataiłem. Ale obiecałem sobie nie powtarzać podobnych wybryków.

Z czasem bezładne wspomnienia ustąpiły. Zastanawiałem się: "W jaki sposób myśl o córce wywołała przede mną widmo jej, spokojnie śpiącej w swoim łóżku? Czy to moja myśl doprowadziła mnie do niej, czy rzeczywiście widziałem ją przez dzielące nas dwie ściany?

Ta myśl prześladowała mnie coraz bardziej w miarę tego, jak przygasał początkowy lęk. Przeistoczenie się odbyło z łatwością. Dlaczego miałbym nie powtórzyć doświadczenia, żeby upewnić się, czy sprawdza się w tym przypadku wyłącznie moja myśl, czy rzeczywiście moje ciało astralne było porwane przez moją myśl?

Myśl ta stawała się natarczywa, aż zdecydowałem się przeprowadzić nowy eksperyment w jedynym celu: wyjaśnić dręczący mnie szczegół...

Znów ćwiczyłem przez kilka dni, i pewnego wieczora położyłem się spać ze stanowczym zamiarem wywołania sobowtóra astralnego, żeby móć spojrzeć na śpiącą córkę...

I znów nie mogę przypomnić sobie pierwszych chwil mego rozdwojenia. Zobaczyłem jak stoję, całkiem świadomy siebie, przy łóżku córki i uważnie patrzę na nią; nie umiem, zresztą, powiedzieć, jak to się stało. Dobrze zdawałem sobie sprawę, że znajduję się w jej pokoju, widziałem meble, doznawałem jeszcze strachu, ale mętnym i przeważającym uczuciem była ciekawość. Uważnie oglądałem meble, żeby się upewnić, czy rzeczywiście jestem w pokoju córki, a nie tylko w myślach widzę te przedmioty, że one obiektywnie znajdują się przed moimi oczyma, a nie subiektywnie w moim mózgu. Potem pojawiła się myśl, że doświadczenie to jest jednak niebezpieczne i należy go zaprzestać. Nabrałem ochoty wejść do swego ciała fizycznego, i dalej już nic nie pamiętam...

Następnego dnia obudziłem się z całkiem jasnym wspomnieniem o tym, co się wydarzyło..."

Zanim przejdziemy do opisu ćwiczeń w celu wyłonienia "sobowtóra astralnego", przytoczymy jeszcze dwa przykłady samorzutnego (mimowolnego) rozdwojenia jaźni.

W książce "Widmo żyjących" G. Durvill pisze o przypadku wyłonienia takiego sobowtóra podczas operacji pod narkozą ogólną. Doznał tych wrażeń pan Roger D. S. który opowiada: "Zobaczyłem, jak stoję przed oknem w wielkiej sali. Słońce świeciło, niebo było błękitne, za oknem były drzewa, kwiaty, śpiewające ptaki. Widok wydawał mi się znajomy, ale nie mogłem go rozpoznać. Podszedłem bliżej do okna, stanąłem na palcach. Wiał lekki wiatr, a słońce było takie ciepłe, że wysunąłem się z okna. Moje nogi nie dotykały już podłogi, ciało do połowy znajdowało się za oknem, chciałem przytrzymać się za coś, żeby nie spaść, ale zobaczyłem tylko samo powietrze. Nie spadłem. Ze zdziwieniem zobaczyłem, że wiszę w powietrzu... Po przeciwnej stronie sali poruszały się postacie wokół czegoś, co leżało na stole. Podszedłem. Nikt nie zauważył mojej obecności. Było kilku mężczyzn i dwie kobiety, wszyscy uważnie patrzyli na stół. Ręka jednego z mężczyzn była czerwona od krwi. Położył nóż na stole. Zrozumiałem, że odbyła się operacja.

- Co z tętnem? - zapytał chirurg.

- Słabnie.

- Trzeba się śpieszyć, proszę o kompres.

Pielęgniarka podała mu to, czego żądał. Ręka chirurga przeszła przeze mnie, żeby wziąć kompres.

- Wystarczy eteru, doktorze, jestem gotów. Bandaż.

To słowo było zwrócone do pielęgniarki, która podała zwinięty bandaż doktorowi też przeze mnie, nie powodując żadnych nieprzyjemnych uczuć.

Postać pod prześcieradłem na stole wydawała mi się bardzo znajoma. Twarzy, przykrytej ręcznikiem i inhalatorem, nie dało mi się obejrzeć. Miałem wrażenie, że już przeżyłem dokładnie taką operację. Chciałem podejść do okna, ale nie mogłem.

- Szybciej - powiedział chirurg, rozrywając bandaż i zawiązując supeł.

Asystent zdjął ręcznik i inhalator. Zobaczyłem twarz. Niby poznałem ją, ale nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie ją widziałem. Gdy oglądałem rysy, wpadłem na myśl, że to ciało należy do mnie, że jestem jego właścicielem. Ta myśl niedługo została twardym przekonaniem. Ciało wracało do przytomności, rzęsy drgały i na twarzy pojawił się wyraz bólu. Ogarnęło mnie nieodparte pragnienie zapanowania nad tym ciałem.

I wtedy zdarzyła się dziwna rzecz, jak gdyby to ciało zostało mocno związane ze mną, jakby zrobiło się częścią mnie samego. Nagle straciłem przytomność i przestałem istnieć, a postacie na sali zrobiły się mętne i wszystko zniknęło z moich oczu. Kiedy obudziłem się, leżałem w łóżku i odczuwałem męczący ból po przeprowadzonej operacji."

Mimowolne wyłonienie sobowtóra zdarza sie czasem również przy autotreningu (w głębokich stanach), gdy medytujący przestaje czuć swoje ciało. To znaczy, że nastąpiło częściowe albo całkowite wywołanie ciała astralnego. Interesujący przypadek został opisany w reportażu W. Rozowa "Wędrówki do różnych krajów świata" ("Junost", 1985, Nr 4). Wchodząc w stan głębokiej relaksacji podczas autotreningu, bohater reportażu "nagle poczuł, że unosi się nad podłogą. Obserwując pokój zobaczył swe ciało fizyczne leżące na podłodze, w pozie autotreningu".

Podczas snu ludzie często wędrują w postaci ciał astralnych i ich sny są odzwierciedleniem tych wędrówek. Ten pogląd podzielają specjaliści z zakresu psychologii stosowanej i te modele całkiem naśladują wyobrażenia starożytnych o doświadczeniu duszy, wędrującej we śnie osobno od ciała fizycznego. Specjaliści z zakresu przygotowywania jasnowidzów sądzą, że dla rozwijania zdolności świadomego wyłonienia "sobowtóra astralnego" trzeba posiadać silną wolę i umiejętności skupiania się. Uważa się również, że do rozwijania tej zdolności mają lepszą predyspozycję ludzie, którzy "latają we śnie".

Jako główną podstawę jasnowidzenia (oprócz otwarcia szóstej czakry", tzn. "oka Szywy"), uważa się dobrze rozwiniętą wyobraźnię. Można ją rozwinąć do takiego stopnia, że zostanie bezpośrednio "astralną", czyli "mentalną" materią. Dlatego ćwiczenia w jasnowidzeniu (w tym przypadku wywołania sobowtóra astralnego) zaczynają się od ćwiczeń rozwijających wyobraźnię. Temu właśnie poświęcone są niżej wymienione polecenia Zaocznej Szkoły Ekstrasensów w Kijowie (ekstrasens - osoba posiadająca zdolności percepcji pozazmysłowej, pojęcie szersze niż "bionergoterapeuta", od angielskiego "extrasens of perception" - percepcja pozazmysłowa).

ĆWICZENIE 1. Umieście jakiś przedmiot na poziomie oczu w odległości jednego do trzech metrów. Na początek niech to będze prosty przedmiot: pudełko zapałek, długopis. Zamknijcie oczy, wyobraźcie sobie białą, pustą, błyszczącą przestrzeń. Utrzymujcie jej wyraźny obraz w swojej wyobraźni przez trzy do pięciu minut. Potem otwórzcie oczy i przez trzy do pięciu minut obserwujcie przedmiot. Nie myślcie przy tym o nim, a tylko patrzcie jakby przez niego, niby patrząc w dal, i usiłujcie ogarnąć przedmiot w całości. Zamknijcie oczy i przez trzy do pięciu minut rysujcie w wyobraźni ten przedmiot, jakby był umieszczony w białej, błyszczącej przestrzeni. Wykonajcie ćwiczenie kilka razy, próbując wykonać go spokojnie, bez napięcia i wysiłku woli.

ĆWICZENIE 2. Przed snem, leżąc w łóżku, zamknijcie oczy, wyobraźcie sobie czarną literę "A" na białym tle. Utrzymujcie obraz litery przez kilka minut. Litera może zmieniać kształt, "pływać" - spokojnie zawracajcie ją na miejsce. Następnego dnia w ten sam sposób wyobraźcie sobie literę "B" itd., dopóki obraz nie będzie utrzymywał się trwale i wyraźnie. Następnym etapem ćwiczenia niech będze utrzymywanie liter "AB", potem "BC" itd. Później zacznijcie utrzymywać już trzy litery. Niektórzy potrafią od razu utrzymywać na swym ekranie umysłowym po pięć i więcej liter.

Ćwiczcie dalej, stopniowo zwiększając ilość liter. To ćwiczenie rozwija koncentrację uwagi, poszerza objętość pamięci i umiejętność postrzegania.

ĆWICZENIE 3. Wyobraźcie sobie niewielki czerwony kwadrat, utrwalcie go. Kwadrat zwiększa się, rozszerza w nieskończoność. Teraz przed wami pojawia się czerwona przestrzeń, obserwujcie ją. Następnego dnia wykonajcie ćwiczenie z pomarańczową przestrzenią, potem z żółtą, zieloną, niebieską, granatową i fioletową. Po nauczeniu się tego można przejść do bardziej skomplikowanych rzeczy. Na przykład wyobraźcie sobie najpierw czerwień, powoli przechodzącą w pomarańczowy kolor itd., do fioletowego, potem z powrotem. Albo narysujcie w myślach na białym tle paski różnych kolorów, wypełniając wewnętrzną przestrzeń plamami różnych kolorów.

ĆWICZENIE 4. Wyobraźcie sobie, na przykład, jabłko. Zacznijcie obracać nim w przestrzeni. Wyobraźcie sobie jak ono wylatuje s waszej głowy i lata po pokoju. Umieście go koło nasady nosa, patrzcie na nie. Ostrożnie spróbujcie w myślach wejść do niego, poczuć siebie w jego wnętrzu, kształcie, odlecieć z ciała w górę o metr i obserwować świat z tego miejsca, zobaczyć ciało na dole ściany pokoju, meble. Ćwiczenie wykonujcie ostrożnie, bowiem istnieje zagrożenie wyjścia do astrału. Konieczne jest, żeby obok znajdował się ktoś, kto mógłby pomóc od razu odzyskać przytomność przez naciskanie punktu "pogotowia", który znajduje się u nasady nosa. Mocne naciśnięcie na ten punkt wyprowadzi z każdego stanu nieprzytomności. Bardzo ważne podczas ćwiczenia jest nie tracić kontroli nad sobą. Gdy poczujecie się niedobrze, od razu otwierajcie oczy.

ĆWICZENIE 5. Spójrzcie na jakikolwiek przedmiot, zamknijcie oczy i spróbujcie zobaczyć go w tym samym miejscu. Otwórzcie oczy, porównajcie obraz przedmiotu z oryginałem. Dążcie do maksymalnej identyczności. Jeśli patrzycie z zamkniętymi oczyma na człowieka (po opanowaniu tego ćzwiczenia), to z czasem można zobaczyć świecenie, a nawet organy wewnętrzne.

ĆWICZENIE 6. Nauczcie się z otwartymi oczyma stwarzać w przestrzeni obraz jakiegokolwiek przedmiotu. Na przykład wyobrażcie sobie, że na stole stoi wazon. Postarajcie się go zobaczyć.

ĆWICZENIE 7. Róbcie wędrówki w myślach. Wyobraźcie sobie jak wychodzicie z domu, wsiadacie do autobusu, jedziecie do lasu itd.

Koniecznie notujcie codziennie swoje wrażenia po każdym czwiczeniu!

Rozwijanie zdolności jasnowidzenia przez wyłonienie "sobowtóra astralnego" należy poprzedzić kilkutygodniowym przygotowaniem. Pożądane jest wyrobienie w sobie "uczucia spadania", powtarzając ćwiczenie 7.

Należy obowiązkowo ćwiczyć po 15 - 20 minut dziennie. Wywołujcie u siebie uczucie niby lotu w przepaść. Nauczcie się wywoływać je na własne życzenie. Zapamiętajcie swoje wrażenia przed "spadnięciem" (ważne są właśnie wrażenia przed spadnięciem).

W następnym ćwiczeniu trzeba położyć się na kanapie, rozluźnić się, zamknąć oczy, zatkać uszy watą i wyobrazić sobie, że wstaliście i chodzicie po pokoju. (Zamknąć oczy i zatkać uszy trzeba po to, żeby usunąć bodźce zewnętrzne; przypomnijmy sobie ważną rolę głodu sensorycznego). Przy tym usiłujcie zobaczyć wyraźnie detale pokoju i swoje leżące ciało fizyczne. Później wybierzcie dla swoich wędrówek zamiast pokoju znany wam dom lub ulicę.

W książce I. Iwanowa "Jak zostać ekstrasensem" (Moskwa, 1990) dalsze ćwiczenia z jasnowidzenia są opisane w następujący sposób: "Po ćwiczeniach wstępnych możecie Państwo przystąpić bezpośrednio do wywołania ciała astralnego. Trzeba położyć się, rozluźnić, zamknąć oczy i uszy, skoncentrować uwagę na swoim "Ja" i zapomnieć o ciele. Pragnąc wyłonić ciało astralne błyskawicznie napnijcie wszystkie mięśnie ciała i utrzymujcie je w tym stanie przez 3 - 4 sekundy. Potem gwałtownie całkowicie rozluźnijcie się, wywołując wrażenie lotu w otchłań. Po wywołaniu sobowtóra astralnego zobaczycie Państwo swoje leżące ciało fizyczne jakby z boku. Następnego dnia można przeprowadzić spacer ciała astralnego w granicach mieszkania, wykonując przy tym jakiekolwiek czynności w sąsiednim pokoju. Zapamiętajcie te czynności, żeby potem sprawdzić je (na przykład przenieście drobne rzeczy z jednego miejsca w inne, przewróćcie stronę książki). W dalszych seansach wyłonienia "sobowtóra astralnego" przeprowadźcie spacer w myślach do mieszkania jednego z waszych znajomych. Poobserwujcie i posłuchajcie, co wówczas dzieje się w jego mieszkaniu, a później sprawdźcie wiarygodność tego.

Świadome wywołanie swego zespołu informacyjno-energetycznego można dokonać podczas snu.

Zawczasu określijcie datę, kiedy to się odbędzie. Załóżmy, że określiliście Państwo, że za miesiąc odbędzie się wywołanie "sobowtóra astralnego". Aby nastawić się psychicznie, codziennie o tej samej porze notujcie ile dni i godzin pozostało do tego momentu. Wskutek tego nastawienia psychicznego wyłonienie "sobowtóra astralnego" obowiązkowo odbędzie się właśnie oznaczonego czasu. Dla ułatwienia tego procesu, dzień wcześniej trzeba stworzyć pewnego rodzaju psychologiczne tło, kiedy wola powstrzymuje pobudliwość psychiki, rozum zostaje zimny, wola nieprzychylna i nie popełnicie nic takiego, co mogłoby rzucić cień na Państwa reputację.

Wieczorem wytyczcie trasę, pewne miejsce, które chcecie odwiedzić. Przygotujcie się do obserwowania swego ciała fizycznego. Zobaczycie go takim, jakim jest w rzeczywistości, a nie takim, jakim widać go w lustrze. Podczas wyłaniania nie zatrzymujcie się na obserwowaniu swego ciała fizycznego, ponieważ, prawdopodobnie, poczujecie ochotę niezwłocznego złączenia się z nim.

Od razu po obudzeniu zanotujcie wszystkie swoje spostrzeżenia. Trzeba będzie koniecznie poleżeć kilka minut z zamkniętymi oczyma, utrwalając w pamięci wszystko, co zostało spostrzeżone i przeżyte."

Bardzo dokładnie opisała "informacyjno-energetycznego sobowtóra" francuska jasnowidząca Eugenia Garcia. Oto fragment z jej artykułu "Jasnowidzenie", który został napisany w stanie somnambulizmu i opublikowany w czasopiśmie okultystycznym "Chain magnetique" 15 kwietnia 1890 roku:

"Blask, który odchodzi z całej naszej istoty w postaci pary, najpierw szarej, później przechodzącej w białą mgłę, która gęstnieje i zwiększając przezroczystość i moc, kształtuje błyszczące nienamacalne ciało; to jest dokładna kopia śpiącej osoby, która obserwuje, jak obok niej powstaje to ciało, to światłonośne rozdwojenie, które odbywa się przez magnetyczny fluid. To błyszczące ciało, które pozwala jasnowidzącej obserwować rzeczy, ukryte przed naszymi oczami fizycznymi, jest ni czym innym, jak tak zwany "duch", "rozum", "szósty zmysł", czyli - dusza. Tak, to jest dusza, która wyłoniwszy się ze swej gęstej powłoki, nazywanej ciałem, która jest ciemna w stanie czuwania, znów przyjmuje w stanie snu swoje pierwotne właściwości, tzn. staje się czystym duchem, istotą nieważką, niedotykalną, która przenika wszędzie i, tak samo jak myśl - jej główna podstawa - nie uznaje odległości, i przez jedną tysięczną sekundy pokonuje odległość pomiędzy Paryżem a Pekinem. Gdy to błyszczące ciało dobrze się ukształtowało, obserwujemy przez naszego sobowtóra najpierw naszą nędzną powłokę, na którą patrzymy, niestety, z żalem. Ona porządnie ogranicza nas i, wzorem jaskrawego motyla, wolelibyśmy nie wracać do swojej powłoki..."

Sobowtór astralny, wyłoniony przez człowieka mimowolnie lub świadomie, może zdobywać informację albo obserwować wydarzenia nie tylko z dużej odległości, ale również przez czas. W wymienionej wyżej książce W. Durvilla "Widmo żyjących" został opisany niejaki pan Rousseau, który od dzieciństwa posiadał niesamowitą zdolność mimowolnego rozdwajania się, odczuwania, widzenia i słyszenia z odległości, tak przez przestrzeń, jak i przez czas, to znaczy mógł dowiadywać się nie tylko o wydarzeniach, które odbywają się w tym czasie, ale również wydarzeniach, które mają odbyć się za kilka dni, a nawet lat. W bardzo krótkim czasie (4 - 5 minut) poznaje wydarzenie w większych i mniejszych szczegółach, ze wszystkimi konsekwencjami, wynikającymi bezpośrednio, jak i bardziej odległymi, wyjaśnienie których wymaga dni, miesięcy, nawet lat.

Oto kilka przykładów.

Widzi w szczegółach manifestację w koszarach w Rjolji. Widzi jak aresztują działaczy politycznych, w tym wodza, osobę o dużym wzroście i elokwencji, szerokich gestach, osobę, której nie zna osobiście.

Po trzech miesiącach dowiaduje się z gazet, że pierwsza część jego widzenia spełniła się i na rysunku rozpoznaje Deruleda, którego widział jako przewódcę manifestantów.

Inny przykład: zobaczył, jak jego młodszy syn, zupełnie zdrowy, zaczyna poważnie chorować. Widzi wszystkie fazy choroby, rozpacz swojej żony, kolejne kryzysy, zmieszanie lekarza, który mówi, że stan dziecka jest beznadziejny, i - nareszcie - wyzdrowienie.

Za piętnaście - dwadzieścia dni dziecko zaczyna chorować, wołają lekarza, który wkrótce zawiadamia, że wszystkie środki są wyczerpane, słowem, wszystko odbywa się tak, jak widział pan Rousseau.

Warto zaznaczyć jeden szczegół. Pan Rousseau widzi wydarzenie, ale nigdy nie wie, kiedy ono się odbędzie.

To zjawisko - widzenie zawczasu i prawie matematycznie dokładne dowiadywanie się przyszłych wydarzeń - odbywa się zwykle więczorem, między dziesiątą a jedenastą, kiedy znajduje się albo zamierza iść do łóżka.

Doświadczenia, którego nabywa sobowtór astralny, wędrując poza ciałem fizycznym, w specjalistycznej literaturze nazywa się przeżyciem pozafizycznym (PP). W monografii z zakresu parapsychologii, pt. "Korzenie świadomości", którą napisał Jeffry Mischlow (USA), opisano wiele przypadków PP w Stanach Zjednoczonych.

Zamieszkała w Kijowie jasnowidząca Ludmiła Kolesnik opowiadała autorowi o tym, jak w dzieciństwie, będąc uczennicą, wywoływała sobowtóra astralnego. Żeby skontrolować fakt wyłonienia sobowtóra, "wylatywała" przez okno, "podlatywała" do lufcików okien w mieszkaniach swoich koleżanek z klasy i wyciągała na zewnątrz końce firanek. Rano, idąc do szkoły, z uśmiechiem patrzyła na białe ogonki firanek, sterczące z lufcików.

Istnieją podania ludowe, dotyczące "sobowtóra astralnego", w których nazywa się go "widmem" albo "marą", o tym, że widmo nie rzuca cienia, bowiem jest przezroczyste i widać przez nie przedmioty, które znajdują się za nim.

Często "jasnowidzenie mimowolne" przejawia się u ludzi przed odejściem z życia, to znaczy przed ostatecznym rozłączeniem się ciał fizycznego i astralnego. Tak przedostatni proboszcz cerkwi Mikoły w Klennikach na Morosejce w Moskwie, starzec Aleksy Mieczew u schyłku życia nabył daru przewidywania, tzn. widział na wylot tych, z kim rozmawiał, i znał naprzód ich losy... Niedługo przed własną śmiercią zapisał kilka kartek papieru. Później okazało się, że jest to mowa pogrzebowa na własny pogrzeb.

"Przybliżając się do wyjścia stąd - pisał o tych zjawiskach filozof, o. Paweł Florenski - nawet ludzie słabo uduchowieni zaczynają żyć w inny sposób, niż to jest właściwe zwykłej psychice. Widzą przyszłość jako teraźniejszość, a dalekie jako bliskie. Nierzadko zdarza się, że niedługo przed zgonem widzą swoją trumnę i siebie, leżących w niej, okoliczności swojego pogrzebu."

PRACA Z MEDIUM

W czasach starożytności stosowano psychotechnikę pracy z medium, czyli z pasywnym jasnowidzącym, jak niekiedy go nazywano. Do tej roli wykorzystywano zwykle dzieci albo młode kobiety, jako najbardziej podatne na sugestię. Pogrążano je w stan hipnotycznego transu, a przez pośredników otrzymywano odpowiedzi na pytania o wydarzeniach, które odbędą się w przyszłości. Praca z medium została opisana w historii o hrabim Saint-Germainie, a także w książce W. Collinsa "Kamień księżycowy".

W znanym dziele jednego z okultystów P. Sedira "Zwierciadło magiczne" (Wiaźma, 1907) jest przykład pracy z medium.

"Do karafki z czystą wodą lub do namagnetyzowanej (załadowanej przez hipnotyzera) kryształowej kuli, które dobrze załomują światło astralne, hrabia Cagliostro (Giuseppe Balsamo) zmuszał zaglądać swoje "gołębie", jak sam nazywał niewinnych chłopczyków i dziewczynki, pełniących funkcje pasywnych jasnowidzących, na których posiadał magiczny (hipnotyczny) wpływ. Dzieci widziały po kolei różne zjawiska w szeregu proroczych obrazów, które można traktować jako konkretne przepowiednie".

Pracę z medium stosowano w starożytności dosyć szeroko. W znanej książce okultystycznego autora Papusa "Magia stosowana" również opisana jest taka psychotechnika.

"Przy pomocy dosyć łatwych chwytów otrzymaliśmy bardzo interesujące wyniki. Tak na przykład, pragnąc przekonać pewnego sceptyka, zmusiliśmy jego córkę, małą dziewczynkę, aby w skupieniu patrzyła wgłąb szklanki z wodą, trzymając prawą rękę na jej głowie. Mała jasnowidząca niezwłocznie zaczęła opisywać scenę, która odbywała się w tym czasie w odległej miejscowości. Po sprawdzeniu, jej opowieść potwierdziła się."

Przytoczamy wzięty z dzieł arabskich opis takiego działania mającego nazwę "mandeb".

Magiczne zwierciadło, stosowane przez arabów, polega na tym, że niewielką ilość czarnej farby wlewano do lewej garści dziecka, wybranego przez magnetyzera. Na dwóch paskach papieru magnetyzer pisze następującą sentencję z Koranu: "Dotychczas byłeś pozbawiony wiadomości o tym, a teraz zdejmujemy narzutę z ciebie i oczy twoje są ostre." (Koran, 50, 21) - na jednym, i następne zawołanie: "Tarszun! Tarauszun! Zejdź, zejdź! Bądź tu! Gdzie wystąpił książę ze swoim wojskiem? Gdzie poszedł El-Omar? Książę i jego wojsko! Pojawcie się sługowie tego imienia!" - na drugim.

To zaklinanie pisze się sześć razy na osobnych kawałkach papieru, a sentencję z Koranu przymocowuje się do włosów osoby wybranej do seansu. Wszystko trzeba okadzić dymem z równych części kadzidła, ziaren kolendry, do których dodaje się trochę indyjskiej ambry.

Po tym, jak zwierciadło na ręce chłopczyka zostaje narysowane, do ognia wrzuca się pierwsze zaklinanie, mówiąc śpiewnie: "Anzylu Ejucha, El Dżemonija i Dżennum", "Anzilu betakki metalochontontron alejkum".

"Tarikki, Tarikki! Anzylu, Anzylu, Anzylu! Tarikki, Tarikki!"

Magnetyzer czyta zaklinanie, trzymając chłopczyka za rękę, dopóki się nie pojawi obraz w zwierciadle..."

Dla ułatwienia działania pasywnego jasnowidzącego - medium - autorzy okultystyczni polecają podczas pracy z "pośrednikiem" stać za jego plecami, trzymając ręce na jego głowie i patrząc na jego głowę, tam, gdzie znajduje się móżdżek, tzn. powyżej jamy szyjnej, powtarzając słowa sugestii.

Mówiliśmy już o czeskim badaczu Milanie Ryzlu, który też pracował z medium. Autorowi tej książki zdarzało się działać według metody M. Ryzla, przygotowując jasnowidzących. Tak, na początku lat osiemdziesiątych przeprowadzano eksperymenty z kijowianką Larysą S., wówczas jeszcze uczennicą. Na początku pracy, którą rozpoczęliśmy 17 maja 1983 roku, ćwiczyliśmy wprowadzenie badanej do jak najbardziej głębokiego transu. Szło jak po grudzie, na skutek oporów Larysy. Trwało to dopóty, dopóki nie zastosowaliśmy "hipnozy frakcyjnej", która polega na tym, że podmiot po kolei pogrąża się w coraz bardziej głębokich fazach transu hipnotycznego. Znany hipnolog Bull przytacza następującą metodę hipnozy frakcyjnej:

"Po wprowadzeniu podmiotu do maksymalnie możliwej fazy transu hipnotycznego, podaje się następną sugestię: "Teraz będę liczył do trzech. Na liczbę "trzy" obudzisz się i otworzysz oczy. Ale potem znów pogrążysz się w nowym, bardzięj głębokim stanie hipnotycznym. Zaczynam liczyć: jeden... dwa... trzy... Obudzić się! Otwierać oczy!" Po krótkiej rozmowie z podmiotem podaje się nową sugestię: "Teraz zamknij oczy: zanurz się w bardzo głęboki sen. Potem obudzę cię i znów uśpię jeszcze mocniej..."

Takie trzystopniowe pogrążenie pozwala bardzo szybko osiągać najbardziej głębokie stany hipnotyczne.

Eksperymenty z Larysą trwały i pierwszy wynik został otrzymany (o czym świadczy zapis badań) 4 listopada 1983 r. Przytoczę tu fragment z dziennika badań.

"4 listopada 1983 r. Wprowadziłem Larysę według metody "fiksacji wzroku na błyszczącym przedmiocie" i umieściłem nad jej głową kartę do gry koszulką na dół (koszulka w granatową i różową kratkę, przeważnie granatowego koloru).

Na pytanie: "W jakim kolorze jest ten przedmiot?", Larysa stanowczo odpowiedziała: "granatowego".

Na początku, po usłyszeniu jej odpowiedzi, nie zrozumiałem, o co chodzi, bo przed moimi oczyma była biała powierzchnia karty i, naturalnie, spodziewałem się, że badana powie: "białego". Ale przewróciwszy kartę zobaczyłem, że z dołu rzeczywiście jest ona przeważnie granatowa, powtórzyłem eksperyment. Teraz odwróciwszy kartę granatową koszulką do góry... Na pytanie: "Jakiego koloru jest przedmiot?" Larysa odpowiedziała: "Widzę biały prostokąt".

Podczas drugiego pogrążenia nad głową badanej została umieszczona żółta klamra do włosów z masy plastycznej, w kształcie liścia.

Po wyjściu Larysy z transu, zaproponowałem jej narysować przedmiot, który obserwowała "wzrokiem astralnym". Narysowała figurę w kształcie klamry i poinformowała, że widziała żółty kolor.

Podczas trzeciego pogrążenia nad jej głową został umieszczony zegar z białego metalu tarczą na dół.

Będąc w transie, Larysa nie potrafiła wymienić kształtu przedmiotu, jednak po wyjściu z transu powiedziała, że była to "gwiazda, promienie której są połączone" i narysowała odpowiednią figurę.

Podczas wszystkich pogrążeń obserwowała przedmiot o kilkokrotnie większych rozmiarach niż w rzeczywistości (1:10). Przedmiot na każdym rysunku Larysy był zamieszczony tak, jak był zorientowany nad jej głową.

6 listopada 1983 r. Zanurzyłem Larysę według metody "fiksacji wzroku na błyszczącym przedmiocie" i rozmieściłem nad jej głową rozpięte nożyce z białego metalu. Przed nią było postawione zadanie zobaczenia i rozpoznania przedmiotu nad głową. Jeszcze będąc w transie po niedługiej pauzie Larysa zdecydowanie powiedziała: "Widzę nożyce."

We wszystkich opisanych przypadkach badana nigdy nie wiedziała z jakiego zestawu przedmiotów zostanie wybrany obiekt-cel. Nasza dalsza współpraca pozwoliła Larysie rozwinąć dalekowidzenie, a również jasnowidzenie przez czas. Maksymalnie daleka przyszłość, której sięgała świadomość badanej, wynosiła 7 dni.

Później, po przeszkoleniu Larysa dostałą dyplom bioterapeuty pierwszej kategorii i prowadzi obecnie seansy uzdrawiające i leczy ludzi, diagnostując ich za pomocą rozwiniętych jeszcze w roku 1983 zdolności jasnowidzenia i diagnostyki.

Praca z medium pozwala wysyłać świadomość "pasywnego jasnowidza" nie tylko do przyszłości, ale równiż do przeszłości. Na przykład znany białoruski bioterapeuta, uczeń Dżuny Dawitaszwili, Walery Siczkar, pracując z przeszkoloną przez siebie jasnowidzącą Anią, wysyłał jej świadomość do przeszłości. Miałem szczęście poznać Walerego Siczkara oraz Anię i zobaczyć, jak Ania, będąc w transie, sterowana przez Siczkara, bardzo dokładnie opisuje starożytny Egipt, jego obrządki, ubrania, ludzi.

Wymieniona psychotechnika pozwala przesuwać świadomośc podmiotu nie tylko w granicach naszej planety, ale i na olbrzymie odległości kosmiczne. Właśnie tym zajmuje się Milan Ryzl, który obecnie pracuje w NASA. Mieszkając wcześniej w Pradze, M. Ryzl stosował właśnie psychotechnikę pracy z pasywnym jasnowidzącym. Według tej metody przygotowują się dzisiaj w Huston (USA) operatorzy, którzy pod kierownictwem hipnotyzera są zdolni wysyłać swoją świadomość do dalekiego kosmosu i opisywać nieznane gwiezdne światy, które interesują naukowców. Przeszkoleni według tej metody pasywni jasnowidzowie nabywają później zdolności do samodzielnego, autonomicznego jasnowidzenia, tzn. mogą pracować samodzielnie.

RURKI ASTRALNE. ZWIERCIADŁA MAGICZNE

W dawnych czasach w Rosji praktykowano taki sposób wróżenia: "Pod szklankę z wodą kładą arkusz białego papieru, siadają w pobliżu źródła światła, pochylają się nad szklanką i pokrywają głowę niezbyt grubą białą tkaniną. Po kilku minutach obserwacji, czas trwania której zależy od stopnia zdolności do percepcji pozazmysłowej, eksperymentator może zobaczyć zarówno nieruchome obrazy, jak i ruchome sylwetki. Podczas wróżenia na narzeczonego na dnie szklanki umieszczają obrączkę."

W "Magii stosowanej" Papus proponuje następujący sposób jasnowidzenia przy użyciu naczynia z wodą: "Najbardziej proste magiczne zwierciadło składa się z kryształowego kubka (szklany nie nadaje się), napełnionego wodą po brzegi i ustawionego na stole, pokrytym białym obrusem; z tyłu za kubkiem stawiają dwie zapalone świece. Proces jasnowidztwa odbywa się przy pomocy dwóch osób: eksperymentatora i medium. Jako medium z powodzeniem może występować dziewczynka od 7 do 12 lat. Można zastąpić ją młodą nadwrażliwą kobietą.

Medium usadawiają przed kubkiem w ten sposób, żeby dobrze widział powierzchnię wody. Eksperymentator staje za jego plecami i kładzie prawą rękę na jego głowie, trzykrotnie wywołując Anaela - anioła-stróża tego typu doświadczeń.

Po chwili (jeśli doświadczenie się udaje) medium widzi, że woda kipi, potem pojawiają się w niej tęczowe kolory, po których następują widma, dające odpowiedź na wystosowane pytania."

Drugi chwyt - "naprowadzenie zwierciadła" - polega na tym, że dwa zwierciadła ustawiają naprzeciw siebie, a między nimi, po bokach, dwie zapalone świece. Szereg powtarzających się w sobie odbić w zwierciadłach stwarza iluzję niekończącego się korytarza. Jeśli eksperymentator będzie patrzył w jego ciemną dal, to bardzo często, po upływie czasu, korytarz znika, a w jego miejscu pojawiają się różnorakie obrazy o rozmiarach naturalnej wielkości. Żeby przerwać widmo należy trzykrotnie powtórzyć: "Precz siego miejsca!"

W dawnym utworze "Magiczna sztuka" stwierdza się, że: "Najlepszy i najstarszy sposób wróżenia - to wróżenie w krysztale. Inspiracja, widmo i objawienie, powstałe przy udziale kryształu, są prawdziwe.

Użycie kryształu w dzisiejszych czasach jest równie rozpowszechnione jak Urim i Tummim u Żydów, i w rękach u jasnowidzącego te objawienia są niewątpliwe. Jasnowidzący nabywa, dzięki magicznym właściwościom tego narzędzia, wpatrując się w półprzezroczysty kryształ, głęboko przenikać myślami w niepostrzegalny świat."

Jako "magicznego kryształu" używa się czasem kryształowej sfery, wytoczonej z całego kawałka górskiego kryształu. Wybitny Papus w swoim odczycie "Grupy niezależnych nauk ezoterycznych" opisał "magiczne zwierciadło" przywiezione z Indii przez artystę Jamesa Tissego. Ono się składa z błyszczącej kryształowej kuli, na którą podmiot kieruje swoje spojrzenie.

W średniowieczu używano przeważnie metalowych zwierciadeł (cynowych albo miedzianych).

Mimo rozpowszechnionego mniemania, że Nostradamus był tylko astrologiem, okultyści twierdzą, że astrologia była przykryciem dla głównego zajecia - jasnowidztwa, a wszelkie jego proroctwa, zebrane w dziele "Centuries astrologiques" zostały otrzymane poprzez magiczne zwierciadła.

Stare manuskrypty opowiadają o takim magicznym krysztale, który wielu autorów odtwarza w postaci pięknie wypolerowanego okrągłego kawałka węgla z uchwytem. Ten magiczny kryształ widziano po raz ostatni w roku 1842 w posiadłości Stewberry Hill.

"Magiczne zwierciadło" wymienionego wcześniej Emanuela Swedenborga zostało opisane przez znanego okultystycznego autora Kaganie w książce "Tajemnice przyszłego życia".

Układ tego zwierciadła wyjaśniła Kaganiemu jedna z somnambuliczek (jasnowidząca). Oto co opowiadała ona o układzie zwierciadła Swedenborga, będąc w hipnotransie: "Cienko rozdrobniony grafit rozprowadzić w oliwie do gęstości ciasta i ustawić na lekkim ogniu. Zatem biorą zwierciadlane szkło i ostrożnie podgrzawszy go, żeby nie pękło, kładą poziomo na dwie drewniane podkładki i wylewają przygotowane ciasto. W ten sposób, żeby pokryć jednolitą warstwą całą powierzchnię. Jeśli ciasto nie będzie się rozprowadzało dostatecznie jednolicie, to szkło należy przechylać raz w jedną, raz w drugą stronę. W każdym bądź razie przy rozprowadzeniu nie warto posługiwać się pędzlem, bo nieuchronnie powstaną pasy. Jeśli warstwa okaże się zbyt przezroczysta, to ją posypują tym samym proszkiem grafitu. Przyrządzone w ten sposób zwierciadło pozostawiają przez kilka dni w położeniu poziomym.

Takie zwierciadła są bardziej pożądane od posrebrzanych, z racji tego, że mniej męczą wzrok, nie powodując jaskrawych odbić (odblasków).

Zwierciadło Swedenborga instalują w ten sposób, żeby sylwetka patrzącego nań nie była widoczna."

W "Kalendarzu Magicznym" można znaleźć relacje z doświadczeń przeprowadzonych ze zwierciadłem Swedenborga. W ten sposób pewien obserwator relacjonuje swoje wrażenia: "Po upływie kilku minut od momentu skupienia wzroku powierzchnia zwierciadła zamgliła się i pokryła lekką białawą mgiełką. Pomału mgiełka się zwiększała i przekształciła w niebieskawe fosforyzujące światło, które się rozprzestrzeniło na otoczające przedmioty i nadało im szczególnego blasku. W końcu zakłębiło się dużymi chmurami, które przenosiły się przed zwierciadłem. Dopiero wówczas zaznaczyły się w zwierciadle pewne kształty i czasem dokładnie widziałem pożądane."

W Japonii, w starożytności, używano zwierciadeł o bardzo dużych rozmiarach, produkowanych z nefrytu albo innych polerowanych kamieni półszlachetnych. Wzory tych zwierciadeł magicznych, przystosowanych do jasnowidzenia, przechowują się w muzeach Rzymu.

W świątyniach jaskiniowych Indii do dziś dnia stosują złote zwierciadła, zrobione w kształcie wklęsłej półkuli.

Zwierciadło magiczne można traktować jako narzędzie, przeznaczone do tego, żeby wchłonąć albo ukryć przed oczyma obserwującego światło fizyczne. W zasadzie jasnowidzenie jest doprowadzeniem "adżna czakry" do rapportu (tzn. sprężenia zwrotnego) ze środowiskiem astralnym przestrzeni (planem astralnym) tak samo, jak przy współdziałaniu hipnotyzera z medium, konieczny jest rapport między głosem hipnotyzera i nadświadomością medium.

Pewnego rodzaju skupienie się "światła astralnego" odbywa się w kulach kryształowych, naczyniach z wodą, "magicznych kryształach" i zwierciadłach. Rzeczywiście w punkcie skupienia się światła fizycznego występuje również "ognisko eteryczne", tzn. węzeł drgań środowiska eterycznego, czyli astralnego.

Umieściwszy wzrok w pobliżu "ogniska astralnego", po upływie mniej więcej dłuższego czasu, w zależności od stopnia wrażliwości i siły dążenia serca - od stopnia otwarcia "adżna-czakry" - następuje jasnowidzenie.

Będzie ono najpierw niedoskonałym i nieokreślonym, obrazy będą niewyraźne i mgliste... Ale stałe ćwiczenia przydadzą organowi widzenia astralnego (adżna czakry) całą wrażliwość, do której jest zdolny. Prawdopodobnie, właśnie z tego powodu, kulowe (wklęsłe) zwierciadła stosowane w Indiach są uznawane wśród jasnowidzów za najlepsze.

Znane są także bardziej proste zwierciadła magiczne. Tak na przykład został opisany następujący sposób jasnowidzenia:

"Nocą księżycową ustawiają na stole talerz z wodą w taki sposób, żeby w nim odbił się księżyc. Jeśli patrzeć w środek jego odbicia, można obserwować postaci i obrazy. W każdym przypadku wymagany jest spokojny nastrój, spokojna, wygodna pozycja ciała i, jeśli to jest możliwe, cisza." (P. Sedir. Zwierciadła magiczne.)

Zapoznaliście się Państwo z opisem zwierciadeł magicznych różnego rodzaju i sposobami stosowania tychże zwierciadeł do celów jasnowidzenia. Tu nie ma twardych reguł, i, mam nadzieję, że czytelnicy, wykazawszy się wyobraźnią, potrafią stosować uzyskaną wiedzę w życiu codziennym, w czym autor szczerze życzy powodzenia!

POSŁOWIE

Wielu ludzi miewa czasami chwile spontanicznego jasnowidzenia. Niestety w większości wypadków nie zdają sobie sprawy, co do źródła tych wrażeń, spostrzegając tylko, że coś zaistniało w ich świadomości i od razu znikło. Ludzie z reguły nie potrafią dać temu oceny i dlatego usiłują zapomnieć te wrażenia, pozbyć się ich, uważając, że są po prostu owocem ich wyobraźni.

Fenomen jasnowidzenia przez czas i przestrzeń jest niewątpliwy. Sprawa polega tylko na tym, że większośc ludzi uważa tę zdolność za jakiś wyjątek albo anomalię, nawet patologię. Tymczasem jest ona naturalną (chociaż i niewyraźną) cechą każdego człowieka, którą można rozwijać.

Szeroką, prawie powszechną zdolność ludzi do przewidywania przyszłości dobrze ilustrują badania, które zostały opisane przez A. Dubrowa i W. Puszkina.

Najbardziej charakterystyczne były trzy gruntowne badania zjawisk paranormalnych: badanie przewidywania, psychogenezy i dalekowidzenia. W eksperymentach Ch. Schmidta w przeciągu prawie dwudziestu lat była badana zdolność ludzi do przewidywania wydarzeń procesu przypadkowego rozpadu pierwiastków radioaktywnych. W tym celu stosowano generator przypadkowych wydarzeń wysokiej prędkości, w którym jako źródło promieniowania stosowano stront 90. Jego promieniowanie uruchamiało urządzenie elektroniczne, które w przypadkowej kolejności włączało przed badanym żaróweczki czterech kolorów.

Przed badanym stawiano zadanie odgadnięcia w jakim kolorze zaświeci się żarówka, on zaś miał nacisnąć przycisk odpowiedniego koloru.

W pierwszym eksperymencie, w którym brały udział trzy osoby, ogólna liczba prób wyniosła 63.066 i zanotowano 16.458 zgadnięć, czyli o 691,5 przypadków więcej od średniego przypadkowego oczekiwania. (Prawdopodobieństwo przypadkowości tego wyniku równa się 2*10-9). W drugim eksperymencie z 20.000 prób było 401 zgadnięć więcej od przypadkowego oczekiwania, co odpowiada prawdopodobieństwu 10-10.

Naukowcy z laboratorium zjawisk anomalnych na uniwersytecie w Princeton, poczynając od roku 1979 przeprowadzali badania w ramach wielkiego programu badań nadzwyczajnych zdolności zwykłych ludzi. Program zawierał serię oryginalnych eksperymentów związanych z dalekowidzeniem, kiedy jeden z uczestników eksperymentów znajdował się na dużej odległości - w USA albo Europie, a człowiek-odbiorca w laboratorium, gdzie opisywał, ustnie albo pisemnie, sytuację, w której znajdował się pierwszy uczęstnik. Wyniki eksperymentów zostały opracowane przy pomocy oryginalnych metod i okazały się statystycznie znaczącymi. Prawdopodobieństwo przypadkowego "trafienia" wynosiło 1,8*10-11.

W eksperymentach z generatorem wydarzeń przypadkowych uczęstniczyło 47 operatorów. Zostało przeprowadzone 290 serii eksperymentów z liczbą ogólną prób 2,5 miliona. We wszystkich eksperymentach były otrzymane statystycznie wiarygodne wyniki.

Spełniony program został jednym z najbardziej fundamentalnych badań potwierdzających istnienie nadzwygzajnych zdolności u zwykłych ludzi. Żegnając się z czytelnikami autor chciałby zakończyć tę książkę słowami jednego z rosyjskich hipnotyzerów W. Rajkowa, które zabrzmiały w filmie "Siedem kroków za horyzont":

"Bądźcie odważni! Jesteście utalentowani! Posiadacie niewyczerpane możliwości!"

Tłum. z rosyjskiego Anna Korol i Vladimir Stockman





web design © alias