MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA»
ZAPRASZA!



SPIS TREŚCI
Poezja
Proza
Dramaturgia
Publicystyka i krytyka
Muzyka
Malarstwo i grafika
Foto i video
Personalia
Wyszukiwanie
Linki
Księga gości
Kontakt

«Litera» по-русски


Anna Korol
ODWRÓCONA PIRAMIDA
(fragment)


Zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki.

Osoby:
Ona, On, Nora,
Oni: Trzeci i Jeszcze Jeden,
Pająk, Prokurator, Sekretarz

AKT 1

Scena 1

Kwadrat pokoiku. Przyćmione światła, promyki od lampy spadają na otwarte czasopismo; gra magnetofon, na stoliku, fotelach i szafce leżą porozrzucane rzeczy. Na sofie ONA i ON siedzą w nieco nienaturalnych pozach. Tyka budzik.

ONA: Już nawet mnie nie rozśmieszasz... Która godzina, nie widzę?

ON: Jeszcze jest bardzo wcześnie. Ale za to dawno nie płakałaś z byle powodu.

ONA: Bo to już dawno nie są byle powody, ale jak zwykle nie zauważyłeś.

ON: Zauważyłbym, gdyby różnica istniała naprawdę.

ONA: A łzy?

ON: Słucham?

ONA: Rozumiem, nie wysilaj się.

ON: Co rozumiesz? Znów ci się coś nie podoba, lepiej powiedz od razu. I postaraj się...

ONA: Zgaś światło, bije prosto w oczy. Dlaczego jesteś ze mną taki nieszczery... Znów ukrywasz najciekawsze.

ON: A propos, na czym się tam skończyło?

ONA: Co się skończyło?

ON: Myślałem, że mówisz o filmie, bo zaspałem.

ONA: Masz rację. Mówiłam. Skończyło się.

ON: A co teraz masz na myśli?

ONA: A dlaczego się pytasz?

ON: Błagam cię...

ONA: O, tego już za wiele, nie spodziewałam się nawet!

ON: Przecież dążysz do tego!

ONA: Właśnie odwrotnie. Jeżeli jeszcze tego nie zrozumiałeś, to tym bardziej...

ON: Jestem spóźniony.

Muzyka milknie.

ONA: Dokąd idziesz i po co tak wcześnie?

ON: Odpowiem w twoim stylu: jak może być wcześnie, jeżeli dawno się skończyło?

ONA: Owszem, ale ty nie zauważyłeś.

ON: A ty otwarłaś mi oczy i też nie zauważyłaś.

ONA: Chciałam, żeby było zupełnie inaczej.

ON: A stało się inaczej. Kiedy wrócę, porozmawiamy.

ONA: Kiedy wrócisz?

ON: Kiedy skończę.

ONA: Wyobraź sobie, że już skończyłeś.

ON: Nie zaczynaj, to znaczy, przestań, nie mam czasu, pogadamy później.

ONA: Więc możesz nie wracać. Już pogadaliśmy. Jestem zmęczona.

ON: Śpij. Buźka.

Trzaskają drzwi. ONA gasi światło i włącza magnetofon. Długo nic się nie dzieje. Dzwoni telefon.

ONA (do słuchawki): Wiedziałam, że coś wymyślisz!

TRZECI (jego głos): Tym razem on źle wymyślił. Wybacz mu, jeśli potrafisz.

ONA: Cześć. Powtórz, nie dosłyszałam. Jak się masz?

TRZECI: Na pewno lepiej niż ty.

ONA: O czym ty gadasz?

TRZECI: No cóź, uprzedziłem cię. Zadzwonię jutro.

Krótkie sygnały telefonu.

Scena 2

Trzaskają drzwi. ONA się zjawia na klatce schodowej, tam zderza się z sąsiadką.

NORA: Co się stało?

ONA: Rozbieżność nr 2555.

NORA: To znaczy?

ONA: On dzisiaj obliczył. 2555 dni rozbieżności.

NORA: Miał czelność tak ci powiedzieć?

ONA: Nie, to ja tyle dni żyłam, błądząc w... złudzeniach.

NORA: Przestań.

ONA: Za późno.

NORA: Jesteś z nim w ciąży?

ONA: Z jego próżnością.

NORA: W jakim sensie?

ONA: Na razie w sensie niepowodzenia.

NORA: Ubzdurałąś sobie. To tobie się nie powiodło.

ONA: A on jest ofiarą.

NORA: Jak uważasz.

ONA: Nie uważam.

NORA: No to rzuć go.

ONA: Sam już rzucił.

NORA: Wtedy przestań się zamartwiać.

ONA: Co mi radzisz: przestać męczyć czy męczyć sie?

NORA: Nie zamartwiać się jego niepowodzeniami, skoro on już rzucił.

ONA: Ale on rzucił mnie.

NORA: To wszystko jedno.

ONA: Nie chciałam tego.

NORA: Wszyscy o tym wiedzą, ale ty sama uważasz, że już za późno.

ONA: Przed wyjściem on też tak powiedział.

NORA: Tym bardziej dobrze się składa. Zrozum, lepiej wcześniej, to znaczy w odpowiednim czasie.

ONA: Dla mnie za wcześnie.

NORA: Więc wróć i przestań się martwić.

ONA: Nie mogę wrócić, bo on na mnie czeka.

NORA: Trzeba było od razu powiedzieć, bo już pomyślałam, że coś się stało. Nie będę cię zatrzymywała.

ONA: No to do jutra.

NORA: Na razie. Pozdrów go i powiedz, że narcyz, którego on mi podarował, wczoraj zakwitł. To sprawi mu przyjemność.

ONA: Nie sądzę, przecież on... Zręsztą przekażę, jeśli do tego czasu nie zapomnę.

NORA: Nie zapomnisz. Cześć.

KURTYNA

Scena 3

Wielki nowoczesny Salon Samochodowy. Mnóstwo szklanych drzwi, wszędzie modnie i schludnie ubrani mężczyźni. Siedząc przy biurkach TRZECI i JESZCZE JEDEN rozmawiają, nie odrywając się od swoich zajęć. Często dzwoni telefon.

TRZECI: A jednak, On się na niej zawiódł.

JESZCZE JEDEN: Minęło zbyt mało czasu.

TRZECI: Kiedy Ona pilnie czegoś potrzebowała, przychodziła natychmiast.

JESZCZE JEDEN: Ona nigdy nie wierzyła.

TRZECI: No właśnie. Wszystkie są jednakowe. Kiedy czegoś potrzebują...

JESZCZE JEDEN: On też nie był w porządku. Może nie wypada teraz mówić w ten sposób. Ale przecież wiesz, jak się zachowywał czasami.

TRZECI: To prawda, ale Ona zmarnowala swoją szansę. I chyba niezbyt się tym przyjmuje.

JESZCZE JEDEN: Kobiety nie wszystko rozumieją.

TRZECI: A piękne kobiety w ogóle nie znają się na mężczyznach.

JESZCZE JEDEN: Ona nie uważała go za mężczyznę.

TRZECI: W takim razie nie powinna była go zadręczać.

JESZCZE JEDEN: Wydaje mi się, że oni już od dawna nie byli sobą zachwyceni.

TRZECI: No to jest głupcem. Był.

Wchodzi ONA. Jest przesadnie spokojna.

ONI: Tylko nie histeryzuj. Nie miejsce i nie czas.

ONA: Zgadzam się, dlatego wieczorem będę czekała przy Teatrze Wielkim, a potem zapraszam wszystkich do nocnej Balandyny.

ONI: Fajny żart, ale niestosowny.

ONA: A mnie to śmieszy.

ONI: Naprawdę nie źle wyglądasz.

ONA: Dzięki, niech się ucieszy.

ONI: Znów niewypał. Piłaś?

ONA: Nie, myślałam.

ONI: Oczywiście. Pewnie, żałuesz, że kiedyś nie wierzyłaś, bo mogłabyś zatrzymać. Przecież nawet nie próbowałaś.

ONA: Mam swój honor.

ONI: Poważnie?

ONA: A myślicie, że z nim - poważnie?

ONI: Z nim - na zawsze.

ONA: I znów dowiaduję się o tym jako ostatnia.

ONI: Kochanie, teraz już nic nie ma znaczenia. Pogódź się, po przyjacielsku ci radzimy .

ONA: Tak, On zawsze uważał was za swoich przyjacół. Teraz mnie to już nie razi. Gdzie On jest?

ONI: Zaczekaj tu, prosili zadzwonić, kiedy przyjdziesz.

ONA: Kto prosił i czego od niego chcą? Znów...

ONI: Nie, mylisz się. Jesteś pamiętliwa.

ONA: Jestem niesprawiedliwa wobec niego. I w tym jest wasza wina. Jednak tylko ja mam wyrzuty sumienia.

Dzwoni telefon.

TRZECI (do słuchawki): Przeprzaszamy, że za często niepokoimy. Pewnie, żadnych wiadomości? Tak. Czeka. Jeszcze nie wie. Oczywiście, że to nie problem. Sprawy mogą zaczekać, przecież to żona przyjaciela.

Odkłada słuchawkę.

ONA: Przedtem tego nie zauważaliscie.

ONI: Przedtem nie lubiłaś, kiedy nazywano cię jego żoną, ale teraz już nie będziesz mogła tego ukrywać. Nie mieliśmy wyjścia. Mamy usprawiedliwienie: On byłby zadowolony.

ONA: Nic wam nie powiedział? Rozstaliśmy się.

ONI: On by się ucieszył, że nasze wspólne dziecię żyje i bez niego, chociaż bez niego trudno: sama widziesz ile metalu się marnuję.

ONA: O co wam chodzi? Już dawno nie byłam u niego w pracowni, my dawno nie... zresztą, to was nie obchodzi.

ONI: On to ukrywał, ale i tak domyślaliśmy się.

ONA: W jaki sposób?

ONI: Bardzo proste: jego mechanizmy dawno przestały pachnieć twoimi perfumami.

ONA: A jednak jesteście większymi drańmi, niż myślałam. Nie wszyscy muszą wiedzięć, że też wąchaliście moje perfumy.

ONI: Zupełnie zwariowałaś. Kto ci powiedział że wszyscy wiedzą. Kiedyś szczyciłaś się swoimi perfumami.

ONA: Kiedyś przypadałam za jego samochodami - i tyle. A wy jesteście drańmi, którzy ukradli...

ONI: Zamknij się. Ty kłamiesz.

ONA: Wszystko pamiętam.

ONI: Ale nikt ci nie uwierzy. Im też podobają się nasze samochody. Twoje perfumy ich akurat nie podniecają.

Dzwoni telefon.

ONA (podnosi słuchawkę): Salon samochodowy. Jest czynny do ostatniego klienta. Czekamy na państwa... Dziękuje, nie zbyt często zdarza mi się to słyszeć. Niestety... pracuję w innym dziale. Wszystkiego najlepszego, czekamy na państwa w Salonie codziennie... (Do NICH) Byłam pewna, że On natychmiast zadzwoni, nie mogę czekać wiecznie.

ONI: Późno. Wieczność nie pyta się.

ONA: Jestem gotowa. O czym oni chcą ze mną rozmawiać.

ONI: O waszych brudnych sprawkach, niech On mi wybaczy, o niczym innym.

ONA: Łajdacy. Wiecie lepiej od innych, że nie ma żadnych sprawek, to wy wciągnęliście go do swojej gry.

ONI: Krótka kobieca pamięć. Zapomniałaś, jak kiedyś, niby przypadkiem sama zademonstrowałaś Pająkom swój najnowszy wynalazek, Lady Baltymor, jeżeli pamięć nie zawodzi.

ONA: Sumienie...

ONI: Miałaś perfumy o tak banalnej nazwie.

ONA: ...Was zawodzi, przy czym co raz częściej. On był opętany ideami, a wy akurat nie wiedzieliście, co zrobić ze starym zakichanym salonem...

ONI: Treba ci jeszcze coś przypomnieć. Naprzykład, jak błagałaś młodszego Pająka, żeby namówił brata wymienić troche metalu na twoje perfumy, żebyście mogli...

ONA: ... nie wiązać się z wami.

ONI: Nie kłóćmy się. Niebawem zakwitnie narcyz...

ONA (odruchowo): Już zakwitł... (ocknąwszy się) Co z tym ma wspólnego narcyz? Co wy w końcu przede mną ukrywacie... Za co, chciałabym wiedzieć...

ONI: Kochanie, wszyscy mamy grzechy, ty też nie jesteś wyjątkiem.

ONA (nieoczekiwanie pokornie): Nie jestem wyjątkiem, nie przeczę... Chodźmy już chyba, kochani.

Wszyscy troje wychodzą.

C. D. N.




web design © alias