|
MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA» ZAPRASZA! |
| |
|
TRZY MINIATURY
OBUDŹ SIĘ!
Trzeba się budzić. Wiem, że będę kontynuować podróż, ale najpierw muszę odgarnąć śnieg sprzed domu. Potem wyjdę na podwórko i pójdę powoli, aż dotrę do rozdroża, które pamiętam. Tam leży kamień. Mam wrażenie, że go dotykam, wydaję mi się, że jest on w kształcie podkowy. Czuję pod palcami wilgoć, zastanawiam się skąd się bierze i nagle dostrzegam na horyzoncie gładką powierzchnię rzeki albo jeziora. Chcę kiedyś zobaczyć czy tam pływają łabędzie, nakarmić je. Pamiętam jak kiedyś piękne ptaki podpływały do brzegu i czekały na okruszyny chleba, którym rybacy dzielili się z nimi. Ale na razie mam do pokonania następną cześć drogi, nie mogę zostać tu, przy tym wilgotnym głazie. Tylko najpierw muszę się otrząsnąć ze snu. Widzę jak jeden z rybaków odłożył wędkę i słyszę jego głos, zwrócony do mnie: „Pamiętasz swój smutek? Wydawało ci się, że nie potrafisz biec szybciej...” Co mam ci odpowiedzieć, rybaku? Nie mam teraz czasu zastanawiać się, przecież nie zbyt dobrze znam drogę. I wciąż nie mogę się otrząsnąć ze snu. Nagle do mnie dociera, że nie muszę walczyć ze śniegiem, - śnieg już stopniał i drzewa w wiosennym ubraniu poprowadzą mnie tam, gdzie idę. Okazuję się, że mój kamień na rozdrożu jest porośnięty trawą. Siadam na nim, by trochę odpocząć i pogrążam się w swoje myśli. Wyrywa mnie z nich przechodząca obok kobieta, szepcze do mnie: „Uprzedzałam cię, ale zawsze słuchasz tylko siebie”. Nie mam jej tej uwagi za złe. „Obudź się”, - mówi kobieta. „Bardzo tego pragnę!” – Odpowiadam. Chcę wstać, ale zostaję. Podnoszę głowę, patrzę na małe obłoki na tle błękitu - chyba już nastąpiło lato. Najwyższy czas wyjść z domu, dojść do rzeki, nakarmić łabędzi. Chyba słońce mnie wreszcie obudziło. Idę przez ogród, słucham śpiewu ptaków, gadam do nich: „Czy wiecie dokąd prowadzi ta droga? Dla mnie jest i wspomnieniem, i tęsknotą. A dla was czym jest?” Choć nie od razu, ale dociera do mnie odpowiedź, tylko nie wszystko z niej rozumiem.. Bardzo staram się przetłumaczyć śpiew ptaków na swój język, tylko przeszkadza mi to, że ciągle usypiam. Ale już się budzę, przeciągam się. Wiem, że muszę wreszcie wyruszać. Zastanawiam się tylko kto to chodzi wśród winorośli. Znam tę postać, poznaje ruchy, ale dziwi mnie jego kostium marynarza i nie rozumiem po co ukrywa się przede mną. „Zbierasz winogrona, będziesz robił wino?” Czekam na odpowiedź, wciąż czekam, a tym czasem przeglądam się jesieni. Już nie śpię.
PAMIĘĆ
Pamięć dostrzega szczegóły. Jest krainą luster, które, większe i mniejsze, oprawione w drewno lub złoto, są ustawione w rzędy albo jedno naprzeciw drugiego. W nich odbijają się cienie dawnych zdarzeń. W długich korytarzach luster, gdzie światło przebija z wysokich okien, można przechodzić z jednego labiryntu do drugiego, a potem wyjść i zamknąć za sobą drzwi, nie wiedząc, że ten świat nigdy nie zostaje pusty. Jego mieszkańcy wyglądają jak lalki: małe postacie w kolorowych ubraniach z różnych epok. Wychodzą ze swoich ukryć, kiedy czują się samotnie i podają sobie ręce. Drobna księżniczka bez uśmiechu na bladej twarzyczce opowiada ciemnowłosemu pasterzowi o tym, co przed chwilą zobaczyła w lustrze. To jest wspomnienie jednej niemłodej już kobiety, która często przychodzi tutaj, żeby posiedzieć na ławeczce w parku. „W naszej krainie, - opowiada księżniczka, prawie nie ruszając wargami, - ta ławeczka zawsze na nią czeka. W ludzkim świecie też pewnie istnieje, jak myślisz?” Pasterz kiwa głową. „Ale tylko tutaj ona może się spotkać z kimś bardzo bliskim. Dzisiaj on przyniósł jej małą zamszową torebkę, którą zgubiła przed laty. Opowiadała mu, jak długo tej torebki szukała. A on o tym, jak była mała i siedział przy jej łóżku, trzymał filiżankę z herbatką z malin i w kółko powtarzał tę samą bajkę, bo właśnie jej najchętniej słuchała.” Pasterz kiwa głową, a księżniczka mówi. Ludzkie zmartwienia i radości nie mają dla nich znaczenia, są jedynie tematem do rozmowy. Księżniczka umie pięknie tańczyć, ale muszą wyjść za swoich zakamarków muzycy, żeby jej zagrać do tańca. Pasterz nie tańczy, dlatego czekają na rycerza, a on nie zawsze ma ochotę na zabawę. A póki co rozmawiają, bo nie chcą się ze sobą rozstać. „My jesteśmy dla nich jak cienie, nie słyszą nas i nie dostrzegają. Za bardzo są zajęci sobą, - stwierdza księżniczka. - Mają potrzebę powrotu do swojej przeszłości i dlatego ciągle tu przychodzą. Postacie z ich wspomnień – to też cienie, ale dotyczą czegoś, co tak mocno pragną wskrzeszać, że zaczynają je widzieć”. Pasterz kiwa głową. Do niego dolatują dźwięki trąbek – muzycy przygotowują się, żeby zagrać księżniczce do tańca. Pasterzowi wydaję się, że dzisiaj księżniczka nie ma ochoty tańczyć, bo idzie dalej po labiryncie, po którym można dojść do parku i do ławeczki. Pasterz nie umie mówić, ale zrobi wszystko, by mogła na niej usiąść, zamknąć oczy i spróbować przywołać swoje najdroższe wspomnienia.
STATEK
Kiedy statek płynął już trzeci dzień, Kapitan zaprosił na rozmowę Kurta i Jacka. - Czy wszystko idzie według planu? – Głos Kapitana zabrzmiał spokojnie. Wiedział, że nie dzieje się nic złego: nikt z pięcioosobowej załogi nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. To byli doświadczeni marynarzy i bardzo dobrze znali drogę. To prawda, że podróż ze względu na pewne okoliczności była raczej wyjątkowa. Ocean niósł okręt płynnie i delikatnie, dni były pogodne i ciepłe, a nocy przynosiły ukojenie. - Zapasów paliwa, wody i żywności starczy. – Odezwał się Kurt i w tym momencie do kabiny weszli Lenny i Sam. - No cóż, możemy sobie pogratulować. – Załoga zgromadziła się wokół Kapitana na tradycyjny poczęstunek. Mężczyźni powoli sączyli mocny gorzko-słodki rum i stawali się coraz bardziej małomówni. Nieśpieszna rozmowa toczyła się wokół najbliższych godzin, które zwieńczą sprawę. Ten jeden temat interesował ich wszystkich jednakowo. Ryzykowna podróż zasługiwała na to, żeby omówić wszystkie jej szczegóły, ale już przechodziła do historii, którą jednak woleli tworzyć, niż analizować. Umilkli, pogrążając się każdy w swoich myślach. Kapitan rozważał w czyje ręce przejdzie statek, któremu sam niegdyś nadał nazwę „Gran Navi”. Kurt zastanawiał się czy jego córeczce kiedykolwiek opowiedzą o tatusiu. Jacka dręczyła myśl o zostawionym u znajomych wiernym psie. Lenny wspominał swój dom i różne drobiazgi, bez których czasami nie umiał się obejść. A Sam żałował, że zaczął pisać list do rodziny, ale go nie skończył. Noc mijała, zapalając i gasząc gwiazdy. O świcie Lenny z Jackiem spotkali na kadłubie. - Zbliżamy się, - powiedział Lenny. To był ich ostatni rejs. Rejs, który nie służył nikomu, oprócz nich
samych, bo nic i nikogo tym statkiem nie przewozili. Nie poszukiwali też
ziemi nieznanej. Nie byli nawet w stanie zobaczyć pięknego brzegu, przy
którym chcieli cumować, bo wszyscy byli niewidomi.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||
| |