MIĘDZYNARODOWY ALMANACH INTERNETOWY «LITERA»
ZAPRASZA!



SPIS TREŚCI
Poezja
Proza
Dramaturgia
Publicystyka i krytyka
Muzyka
Malarstwo i grafika
Foto i video
Personalia
Wyszukiwanie
Linki
Księga gości
Kontakt

«Litera» по-русски


Borys Grebienszczykow

ORZEŁ, WÓŁ I LEW

Jak dziwne jest to, co uczynić mam -
Z pragnienia stworzyć coś na wzór miłosci,
Ozdobić farbą czasu, i w przyszłości
Uwierzyć w to naprawdę; nie wiem sam
Skąd płynie ten zadziwiający śpiew
Już znanych nut cudowne zestawienie;
Do drzwi pukają. "Kto tam?" -  "Tylko cienie," - 
Odpowiedź słyszę, - "Orzeł, woł i lew."

Cóż, mówię do nich: "Skąd jesteście wy?
Co was sprowadza?" Kluczem w drzwiach obracam,
Potem do kuchni po herbatę wracam
I cały czas na oścież trzymam drzwi.
Śmieją się na to: "Zostaw, nie ma co;
Nie kłopocz!" i przez próg statecznie kroczą,
Siadają, ze mnie nie spuszczając oczu,
Ale wydaje się, że jednak czegoś chcą.

"Przyszliście do mnie? Pewnie to jest błąd,
Pomyłka,  nieporozumienie, przecież skąd...
Na zaszczyt ten nie zasłużyłem niczym..."
Lecz smyczek moich skrzypiec drobno drży
I, Boże mój, - wydaje się, że lśni
Na twarzach ich ten uśmiech tajemniczy.

I teraz żyje tak, nie gardząc ani dniem,
Lecz każdy dzień jakby dwukrotnie mija.
Ja, cierpiąc wciąż z pragnienia, ciągle piję,
A goście tuż, wciąż obserwują mnie...



POLOWANIE NA JEDNOROŻCE

Strzał. Obudziłem się tuż przed szóstą.
Obserwowałem polowanie na jednorożce.
Lecz zachowywałem kompletny spokój.
Dużo czytałem o zwyczajach tych zwierząt.

Nikt nie zdoła je zaprząc,
Nikt nie zdoła je poskromic kulą.
Ich kopyta nie pozostawiają śladów.
Patrzą w ślad za spadającą gwiazdą.

Mam trzydzieści trzy lata i dość zażylem trucizny,
I moje pole walki rzadko bywało puste;
Obok przechodzą młodzieńcy w piórach koloru tęczy,
Lecz nigdy nie słyszałem, o czym śpiewaja trąby.

Nikt nie może byc wiecznie słabym,
Nikt nie może uchronić się przed upadkiem;
Pozostawiam za sobą prawo patrzeć w milczeniu,
Na tych, co idą w ślad za spadająca gwiazdą.

Więc dziękuję, Ci, Mistrzu, brama została otwarta;
Nie potrafię podnieśc rękę dla ciosu.
Proszę, wrzuć mnie do ognia, wypal skałę płonną,
Żeby srebro zostało, żeby noc była czysta.

Dzisjaj w nocy moje miasto jest przezroczyste,
Jeszcze nie połączone mostami;
I w garści śniegu jeszcze nie dostrzegalny dla oczu
Migocze blask spadającej gwiazdy.



ANIOŁ KACA WSZECHNARODOWEGO

Już minął święta pracy szumny dzień,
Umilkły głosy zgiełku wesołego.
Lecz ktoś tu krąży cały czas 
rzucając nieuchwytny cień -
To anioł kaca wszechnarodowego.

Zwisają skrzydła, niby mokry wąs,
I cuchnie kwaśno, smutno, obrzydliwie.
Nareszcie z wieży ratuszowej
złoty zegar bije czas
I całe społeczeństwo pragnie piwa.

Tak często bywa - braknie sil i słów,
Bezszkrzydła rzeczywistość i pocięta.
Nie możesz zrobic krok, 
nie możesz nawet podnieść rąk...
I wszyscy są bezbronni, jak kocięta.

Wróg dąży nam do wodki wsypać jad,
Pozbawić wszystkich chleba codziennego.
Lecz wznosi się nad krajem,
			błogosławić wszystkich rad,
Nas chroni anioł kaca wszechludzkiego.

Tlum. z rosyjskiego Vladimir Stockman



web design © alias